Zmieszany z błotem

Sobota rano. Biję się z myślami. Robić kros, czy nie robić? Ostatnio z racji totalnej odwilży odpuściłem teren. Wyszedłem z treningiem w pola, omijając szerokim łukiem leśne, śliskie ścieżki i drogi. Ale, ile to można się oszczędzać? Ile można biegać po asfalcie w czasie, gdy powinienem biegać po lesie. Trzeba dziś iść w las, by budować formę. Trzeba zrobić kros!

Ciekawe tylko, jak jest w lesie? Czy da się po nim w miarę bezpiecznie biegać?

REKLAMA
Wybiegłem na trening. Trasy nie planowałem. Trasa miała się sama stworzyć!

Pierwszą zapowiedź tego, co się będzie działo później, miałem przy wbiegu do lasu. Pierwszy raz tego roku poczułem, co to znaczy bieganie po błocie. Zanotowałem kilka mniejszych lub większych uślizgów, lecz na główną drogę wbiegłem gładko i żwawo.

Las nie wyglądał tak źle, jak by to się mogło wydawać. Śniegu już w ogóle nie widać. Została tylko woda, jednak kałuże póki co mi nie przeszkadzają. Mniejsze przebiegam środkiem rozbryzgując trochę wody. Jedną czy dwie większe obiegłem, łapiąc trochę ściółki i błota z „pobocza”.

Dobiegam do obwodnicy. Standardowo mam skręcać w lewo do wiaduktu. Pod nogami zaczyna się piach. A raczej piach z wodą. W butach robi się mokro, ale nie przeszkadza mi to. Czuję siłę ssącą błota, nogi się zapadają w breji, ale biegnę przed siebie. I nagle, w tym błocie, widzę przed sobą wielką kałużę. Patrzę w prawo, sięga do samego nasypu. Niedobrze. Patrzę w lewo, sięga do samego skraju lasu. Bardzo niedobrze!

Nie chcąc się zatrzymywać, podejmuję szybką decyzję, by obiegać z lewej, czyli od strony drzew. Opcji „zawróć” nawet nie brałem pod uwagę.

Pierwsze kilka kroków obiecujących, bo tylko w błocie. Zapadam się niemal tak jak w sypkim piachu z tą małą różnicą, że tym razem ten piach jest wymieszany z wodą. Będąc już o krok od tej gigantycznej kałuży dociera do mnie, że po tej stronie nie da się kałuży obiec suchą (ubłoconą) stopą. Zapadam się w błoto coraz bardziej.

Podejmuję drugą szybką decyzję. Nie biegnę dalej wzdłuż skraju lasu! Biegnę… środkiem! I tak wbiegłem w sam środek tej wielkiej kałuży. Z dwadzieścia metrów miałem do pokonania, ale przebiegłem dosyć szybko. W sumie to w takich przypadkach im szybciej znaczy lepiej. Woda w najgłębszym miejscu sięgnęła mi po pół łydki a rozbryzgałem jej tyle , że nawet kurkę mam brudną. Teraz mi jest już wszystko jedno. Teraz zaczął się kros.

Do samego wiaduktu miałem już tylko błoto i kałuże. Ale mając już największą kałuże za sobą oraz totalnie mokre buty i nogawki, grzałem przed siebie. Nie zastanawiam się, jak obiegać kolejne, mniejsze kałuże. Biegłem po prostu przed siebie rozbryzgując kolejne błota.

Pod wiaduktem chwila, dosłownie chwila, wytchnienia od kałuż i druga strona nasypu. Z drugiej strony kolejne błota. Nie ma wielkich kałuż, ale nogi zapadają się aż miło. Wypadając z piachu tętno sięgnęło ponad 180bpm. Było ostro!

Dalej prosto przez las. Droga, mimo że już zdecydowanie nie piaszczysta, to nadal bardzo ładnie pozalewana. Co kilkadziesiąt metrów kałuże na szerokość drogi. Większość pokonuję środkiem. Tak jest najszybciej. A, że woda w butach i błoto na plecach? A, czy to ważne?!

Jakieś pół kilometra za obwodnicą droga normalnieje. Wreszcie nie ma wielkich kałuż. Jest tylko błoto, woda i masa kolein, bo tak się składa, że w pobliżu trwa wycinka drzew.

Wycinka wycinką, ale nieco lepszą nawierzchnię staram się wykorzystać do lekkiego odpoczynku. Zdaję sobie sprawę, że nie dałbym rady przebiec całego lasu po błocie, mając tętno 180bpm. Staram się też złapać normalny rytm oddechowy, zamiast tego łapczywego zaciągania powietrza, które towarzyszyło mi przy nasypach.

Lecz i tak nie jest lekko. Bieg sprowadza się do wyboru pomiędzy koleinami, w których stoi woda i pasa błota pomiędzy nimi. Nie wiem , co lepsze. Biegnę raz tym, raz tym. Do krzyża dobiegam bez większych problemów, choć cały czas w błocie. Skręcając w prawo mogę pobiec pętle na Sokule. Nie skręcam. Biegnę prosto w nieco gorszy odcinek drogi. Gorszy, czyli z większym błotem. Kilkaset metrów dalej mogę skręcić na Józefów na inną ze swoich pętli. Nie skręcam. Biegnę z premedytacją prosto w błoto przed sobą. Biegnę robić agrafkę na Suchą Żyrardowską. Chcę wracać tą samą drogą, po tym samym błocie i przez tą samą koszmarną kałużę przy nasypie.

Przebiegłem ją raz, więc przebiegnę i drugi!

Za krzyżem droga się zdecydowanie pogorszyła. Nie było kałuż ani piachu. Było błoto. Czarne i lepkie. Tak lepkie, że czułem się jakbym biegł na gumowych przyssawkach. Zupełnie jak w jakiejś kreskówce. Dobrze, że buty ścisło zasznurowałem, bo jeszcze by się okazało, że zostanę w skarpetkach.

Lepkie błoto nie opuściło mnie aż do skraju lasu. Tam zamiast błota miałem odcinek po kocich łbach, ale to w porównaniu z dzisiejszym lasem wręcz komfortowa nawierzchnia. Łapię czas przy krzyżu: 33:20. Jak na to, że do tego krzyża mam 6,2 km i na takie warunki, to szybko.

Potem 1,5km, jako zawrotka na Jesionce i powrót na czarną drogę. Zawrotka też biegnie przez las, lecz w porównaniu do tego, co było na czarnej drodze to tam było sucho. Tam było tak, że nie ma o czym pisać.

Wracając przy krzyżu znów łapię czas. Mam niemal równe 49 minut na zegarku, więc łatwo dodać że do domu powinienem dobiec w 1:22:20. Nie będzie łatwo, ale postaram się być szybciej.

Z lepkim błotem daje sobie radę lepiej niż poprzednio, choć już pod jego koniec czuję ból w mięśniach czworogłowych. Niemal cały czas przez las biegnę unosząc nogi zdecydowanie wyżej niż na płaskiej drodze. Uda chyba muszą boleć.

W rejonie krzyża nieco odpoczynku od katastrofalnej nawierzchni. Ale ja zamiast odpoczywać staram się złapać szybszy rytm biegu. Jak się okazało na sam koniec, rytm miałem niezły. Nie patrzę na tętno. Biegnę tak, aby jak najszybciej dobiec do domu. Tak, by wybiec z lasu na ostatnich nogach.

Mam już obwodnicę w zasięgu wzroku. Zaczynają się największe kałuże!

Kalenji Ekiden 50 w błocie

Wbiegam w piach i od razu zaczyna się to, co poprzednio. Nogi zapadają się z każdym krokiem. Tu kałuża, tam koleina. Tu w coś wdepnąłem, tam trafiłem stopą w głęboką kałużę. Bieg wchodzi w najwyższe znane mi strefy intensywności. Przebiegam pod wiaduktem i rozbryzgując kolejne kałuże wbiegam w tą największą. Nogi mi się mielą w piachu na jej dnie. Ciężko jest , więc skręcam lekko w stronę nasypu, by było płyciej. Jest płyciej, ale nie jest lżej. Wybiegam z kałuży przy samym nasypie. Na sam koniec, gdzieś na skraju wody, błoto tak mi wciągnęło stopę, że niemal zsunęło z niej buta. Na szczęście but na stopie został i podczas kolejnego kroku „nabiłem” go na stopę. Aż chlupnęło. Wewnątrz buta!

Końcówka znowu normalniejsza, co wykorzystuję nadrabiając tempo. Jestem już piekielnie zmęczony, ale myśli o zatrzymaniu wyrzucam w błoto, które mi się mieli pod nogami.

Wybiegam z lasu niemal na ostatnich nogach, tak jak planowałem. Zostało 600 metrów po asfalcie, lecz mimo iż to końcówka, nie odpuszczam. Kończę tą walkę z leśnym błotem w czasie 1:21:04. Powrót od krzyża zajął mi 32:05. Grubo ponad minutę szybciej niż w tamtą stronę. Wracając przedzierałem się przez błota i kałuże w średnim tempie niemal 5:00 min/km!

Ufff…

Teraz tylko trzeba się doprać.

REKLAMA

3 myśli na temat “Zmieszany z błotem

  • 28.02.2012 o 22:45
    Permalink

    Ja w niedzielę biegałem po Lesie Kabackim – też niezłe błota zaliczyłem na polach (kiedyś z kapustą) między tym lasem a Powsinem. Miejscami nie dało się przebiec bo nogę bym złamał, tak głęboko wchodziły w błoto no i od razu pomyślałem „ciekawe jak tam warunki do biegania w lesie koło Żyrardowa” 🙂 bo wcześniej już pisałeś o tych kałużach a przy takich roztopach to musiała się sytuacja pogorszyć. No ale byle do przodu!

    Odpowiedz
    • 28.02.2012 o 23:22
      Permalink

      Hehe. Pytanie: „ciekawe jak tam warunki do biegania w lesie koło Żyrardowa” zadaję sobie praktycznie po każdych większych opadach 🙂 Mój las z natury jest podmokły więc niejako już się przyzwyczaiłem. No i niemal zawsze można powiedzieć że „bywało gorzej” 😉

      Odpowiedz
  • 16.04.2012 o 17:06
    Permalink

    ja bym radził kupić czrny model kalenji ekieden 75 🙂 są jakoś 40gram cięższe ale to prawie bez różnicy siateczki 3D wentylacja, oraz ten plus nie brudzą się zbutnio tylko je byś musiał wyszorować letko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *