Złamie, czy nie złamie? – Eliud Kipchoge versus 1:59:59

Kiedy dwa lata temu Kipchoge na Monzy minął się z dwoma godzinami o 26 sekund pisałem, że dzięki temu karawana jedzie dalej. Czy uda się tym razem? Gdybym miał postawić jakieś pieniądze postawiłbym na tak. Chciałbym aby tak się stało. Jak natomiast będzie? Przekonamy się jutro rano. 

REKLAMA

Niezależnie od tego karawana nadal będzie jechać dalej… 

Dlaczego może się udać? 

Może się udać przede wszystkim ze względu na osobę Eliuda Kipchoge. Kto jak nie on w ostatnich latach najwięcej razy brał się za rogi z 2 godzinami? Kto na świecie ma większe doświadczenie w atakowaniu 2 godzin? Niewiedzącym przypomnijmy: W 2017 roku w ramach projektu #breaking2 nabiegał 2:00:25. W ubiegłym roku w Berlinie rozszarpał na strzępy ówczesny rekord świata biegnąc 2:01:39. Papiery na złamanie 2 godzin ma. 

Może się też udać, bo to już drugie podejście. To drugi raz w historii kiedy jednemu zawodnikowi tworzone są idealne warunki do biegania. Co prawda zmienił się sponsor, miejsce i zapewne ekipa, ale ten najważniejszy człowiek został bez zmian. Kipchoge wie czego zabrakło poprzednim razem. Wie co można poprawić . Mam nadzieję, że wie co zrobić lepiej. A lepiej to znaczy 1:59:59

Właśnie… Idealne warunki . Po raz kolejny po #breaking2 wszystko będzie podporządkowane jednemu celowi jednego człowieka. Tak więc nie licząc się specjalnie z kosztami będzie miał dosłownie wszystko. Będzie miał do dyspozycji cała armię (i to nie byle jakich) zmieniających się co chwile pacemakerów. Będzie miał (w zasadzie to już miał) idealnie warunki do przygotowania. Będzie miał na nogach buty, które zostały zaprojektowane właśnie z ta myślą. Będzie miał trasę tylko dla niego… Wiem, że pieniądze nie biegają, ale wyobraź sobie chociażby, że musisz zamknąć centrum jednej z dużych stolic europejskich dla jednego biegającego w kółko gościa!

Patrząc oczami amatora, w przeciwieństwie do próby na Monzy, w Wiedniu Kipchoge może też liczyć na bezpośrednie wsparcie kibiców. To coś więcej niż trzymanie kciuków przed telebimem (po to zapraszam na warszawskie Powiśle). To możliwość śledzenia walki na żywo . Dosłownie na wyciągnięcie ręki . Na mistrzów pokroju Kipchoge doping i kibice zapewne mniej działają niż na typowego amatora, ale… Jeśli to ma być ten detal to niech dziś w nocy wszyscy kibice cierpią na bezsenność i o 5 rano będą już przy wiedeńskiej trasie. 

1:59:59 - NoHumanIsLimited

Dlaczego może się nie udać? 

Och, jest milion czynników przez które może się nie udać. Nie jestem w stanie ich sobie nawet wszystkich wyobrazić, bo każdy z nich to taki drobiazg, że myśląc o nim myślę: nieee… Lekkie podmuchy wiatru? Nieee… Wilgotność? Nieee… Ciśnienie? Nieee… Jakiś błąd w żywieniu? Nieee… To i tak duże „drobiazgi”. Na powodzeniu mogą zaważyć jeszcze mniejsze. Jeśli do 1:59:59 zabraknie to prawdopodobnie i tak się o nich nie dowiemy.

To jest gra na żyletki. Sekunda w tą. Sekunda w tamtą… W Wiedniu sekunda może zrobić kolosalną różnicę. Można sypiąc groszem zapewnić zawodnikowi idealne warunki pod każdym, nawet najbardziej wydumanym, względem. Można wszystko przygotować idealnie, ale i tak jakiś detal nie zagra. Nie zapominajmy też, że Eliud Kipchoge jest tylko człowiekiem. Może to nie będzie „ten dzień”?!

I będzie po zawodach. Znaczy się, po „jedynce” z przodu. 

Karawana i tak będzie jechać dalej 

Załóżmy nawet, że po raz drugi próba się nie powiedzie. Czy to będzie koniec? Na pewno nie, bo odkąd Nike rzuciło wyzwanie dwóm godzinom to w świecie biegania jest to temat, który płonie równie mocno co dyskusje o tym które buty do biegania są najlepsze. Kto zrobi to jako pierwszy? Kiedy? Gdzie? Wystarczy spojrzeć na ilość informacji jakie przewijają się w sieci na ten temat. Przykładem tego jest też i ta notka. Jeśli się nie uda to trudno. Karawana znów pojedzie dalej. Za kolejny rok, dwa lub pięć znów ktoś podejmie tą rękawicę. Pojawi się kolejny sponsor z walizką pieniędzy, który ruszy maszynę i kolejnemu zawodnikowi stworzy idealne warunki do złamania dwójki. Prawdopodobnie jednak już bez Kipchoge na linii startu.

A jak się uda? Chciałoby się powiedzieć, że jak się uda to będzie koniec zawodów. Wjadą napisy końcowe. Kurtyna pójdzie w dół, a goście rozejdą się do domów. Nie prawda.

Jeśli się uda, Kipchoge na wieki wieków postawi sobie pomnik jako ten, który zrobił to jako pierwszy. Przejdzie do historii – to będzie fakt, nawet pomimo tego, że wynik ten, ze względów regulaminowych, nie będzie rekordem świata.

I to otworzy kolejne pytanie…

Kiedy rekord świata będzie wynosił 1:59:59??

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *