Za dużo biegania!! Czego biegacz ma za dużo?!

Każda pierwsza rzecz cieszy. Pierwszy bieg, pierwszy start w zawodach, pierwszy bieg na dychę, pierwszy półmaraton. O maratonie nie wspomnę. To są wspomnienia, które rok po roku obrastają coraz większą ilością przedmiotów. Czasami niekoniecznie potrzebnych.

Czasami w tych przedmiotach zaklęte są wspomnienia, które nie pozwalają nam go wyrzucić. Rozumiem, bo też tak mam. Czasami nawet głupia koszulka z biegu jest taką rzeczą. Jedna pamiątkowa? Owszem. Ale jak widzę ich trzydzieści siedem to jedyne co myślę to…

Za dużo koszulek!!

Pierwsze biegowe „za dużo”. No bo przecież koszulka to najlepsze co możesz znaleźć w pakiecie startowym. Ok, po przebiegnięciu swojego pierwszego maratonu dumnie chodziłem w koszulce na piersi. Potem przestałem. Na kolejnym biegu dostałem kolejną koszulkę… I kolejną… I kolejną…

Nie oddając systematycznie tych koszulek na różnorakie zbiorki lub ich nie wyrzucając, dawno temu powinienem kupić sobie dodatkową szafę na koszulki okazjonalne. Na górnych trzech półkach położyłbym te techniczne użyte góra trzy razy, potem ze dwie półki tych bawełnianych które zostawiam „do spania” ale nigdy w nich nie spałem. No i jeszcze jedna półka na te koszulki których nawet z fabrycznej folii nie wyjąłem…

Żeby nie było, że wszystkie koszulki są złe. Na chwilę obecną w szafie mam dwie takie. Pierwsza to wiekowa (2013 rok) koszulka Salomona z Maratonu Gór Stołowych. Używałem jej często i nadal czasami zdarza mi się zakładać ją na trening. Druga to świeża sprawa bo to koszulka Adidasa z Olomouc Half Marathon (nie, nie ta ze zdjęcia).

Na razie biegałem w niej raz ale jest bardzo spoko.

10 Olomouc Half Marathon - trasa

Za dużo ciuchów!!

I nie mówię o koszulkach z pakietów startowych. Mówię o wszystkich innych. O wiatrówkach, bluzach, spodenkach, tajtach, buffach, czapkach. Nawet jak ich nie dostajesz w pakietach startowych to jeśli biegasz regularnie to co jakiś czas coś sobie kupisz. A to nowe spodenki, a to jakiś inny ciuch.

Ciuchy te mają też jedną „wadę” – wolno się zużywają. Daleko nie szukając pamiętacie jak wspomniałem swoją koszulkę z MGS z 2013 roku?! Poza nią mam jeszcze kilka takich 6 czy 5 letnich ciuchów, które cały czas używam. Każdy biegający tak ma. A potem po kilku czy kilkunastu sezonach stajesz przed szafą pełną ciuchów, drapiesz się po głowie i mruczysz „no, nie mam co założyć na trening…

Za dużo kurtek do biegania

Za dużo książek!!

Jak zacząłem biegać to czytałem wszystko o bieganiu co wpadło mi w ręce. Jak tylko jakaś nowa pozycja się pojawiła to musiałem ją mieć, musiałem przeczytać. Z zastosowaniem tej wiedzy bywało różnie ale zbierałem książki niczym pokemony – chciałem mieć je wszystkie. Biblioteka rosła a kiedy czas na czytanie mi się skurczył to przez pewien czas jedyne książki jakie czytałem to były te o… bieganiu.

Teraz też mi się to zdarza, ale częściej można mnie zobaczyć z książką na zupełnie inny temat niż bieganie. Trzeba dać odpocząć głowie, a czytanie książek to jeden z lepszych sposobów jakie znam.

Ksiązki o bieganiu

Za dużo numerów!!

Wiem, że tu już zaczynam wchodzić na śliski grunt. Bo numery startowe to coś co dla części osób naładowane jest ładunkiem emocjonalnym. Bierzesz w rękę taki wymięty numer na którym zasechł jakiś rozlany izotonik i przypomina ci się ten punkt odżywczy na 34 kilometrze maratonu w Pąkowie Dolnym, gdzie najpierw nieudolnie łapiąc kubek wylałeś wszystko na siebie. Potem złapałeś drugi z którego się napiłeś. A kiedy sto metrów dalej chciałeś umrzeć to zobaczyłeś swoją dziewczynę i to dodało ci skrzydeł.

Z drugiej strony numer startowy to tylko kawałek papieru. Wspomnienia masz w głowie. Wyniki zostają w annałach i kronikach. Numer można oprawić i powiesić na ścianie. Można zrobić sobie całą taką ścianę. Można… Jednak ja wolę spróbować zachować równowagę. Numery są na tyle małe, że nie wyrzucam ich a trzymam w segregatorze. Dlatego nie mam w domu całej ściany wyklejonej numerami.

Półmaraton DOZ Dbam o Zdrowie - numer

Mam tylko…

Za dużo medali!!

Tutaj sytuacja jest analogiczna do numerów… Medal podobnie jak numer startowy ma w sobie ładunek emocjonalny. Tyle, że znacznie większy bo medal jest to coś co dostajesz na mecie biegu do którego być może długo się przygotowywałeś i który był twoim celem. To najcenniejszy przedmiot jaki jest pamiątką z biegu.

Z drugiej strony jeśli ktoś startuje bardzo często i biega już wiele lat to medale powszednieją. Zrobiłeś życiówkę? Dostajesz medal! Schrzaniłeś start? Dostajesz medal! Pobiegłeś towarzysko grubo poniżej tego na co cię stać? Dostajesz medal. Logiczne, że masz te bardziej cenne i mniej cenne. Startując często w ciągu roku możesz ich przynieść do domu całe wiadro. Przez pięć lat to jest pięć wiader żelastwa. W dziesięć, dziesięć. Co z tym robić?!

BMW Berlin Marathon - medal

Apropos ładunku emocjonalnego. Są osoby, dla których medale są ważne i które wieszają medale na ścianie i rozmaitych wieszakach. Są osoby, dla których medal ma mniejsze znaczenie i po biegu ląduje w kartonie w szafie (pewnie tym za koszulkami z biegów). Ale czy znacie kogoś kto medale z biegów tak po prostu wyrzuca?

Bo ja nie!

Za dużo butów?!

Nie, nie, nie. Na sam koniec zostawiłem coś czego biegaczom chyba nigdy nie jest dość. Zawsze wychodzi coś nowego. Zawsze jest jakiś model na który spoglądasz tęsknym okiem. Skoro biegasz to przecież potrzebujesz kolejnej pary butów biegowych. Przecież tamte już są „prawie” zabiegane… Przydałyby się też jakieś w teren…

Tak. Buty do biegania to jedyna rzecz, której biegacze nigdy nie mają za dużo.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *