Z Olsztyna do Gietrzwałdu, czyli maraton na dwa razy

To był pomysł z gatunku tych improwizowanych. Pomysł, który zrodził się w momencie kiedy okazało się, że moi rodzice przyjadą na pielgrzymkę do Gietrzwałdu w tym samym czasie, kiedy ja będę w Olsztynie. Przecież to tylko 20 kilometrów w jedną stronę, a trasę w większości już znam. Pobiegnę! Co to dla mnie.

REKLAMA

W ten sposób cały plan wycieczki biegowej ułożony był pod pielgrzymkę rodziców. Przede wszystkim pod fakt, że pielgrzymka przyjeżdża na mszę o godzinie 12:00. Udziału w mszy nie planowałem, więc liczyłem tak, aby być w Gietrzwałdzie ok 12:30. Licząc pewnie jakąś małą przerwę na popas po drodze i robienie zdjęć, musiałem wybiec około 10:00.

Kierunek: Gietrzwałd

Tak też zrobiłem. Nie była to może równa dziesiąta tylko dziesiąta dziesięć, ale na trasę ruszyłem. Była piękna słoneczna pogoda, 22 stopnie Celsjusza i południowy wiatr… Plecak spakowany miałem dosyć obficie. Oprócz tradycyjnie najważniejszej wody (wlałem 1,5 l), miałem rodzynki, 2 żelki węglowodanowe, papier, mapę i zestaw ubrań do przebrania. Nie mogę wejść do kościoła w krótkich obcisłych gatkach i jeszcze bardziej obcisłych skarpetach kompresyjnych. A tak przy okazji… To miał być pierwszy poważny test FullSocksów Compressportu.

Pierwsze kilometry znane na pamieć. W dół do Bartąga i przez całą wieś. Na jej końcu powitał mnie przydrożny krzyż oraz dwie adekwatne do dnia tabliczki. Jedna, że w prawo prowadzi ulica Gietrzwałdzka. Druga, że do Tomaszkowa są 4 kilometry. Obie wskazywały mój kierunek.

Bartąg - przydrożny krzyż

W Bartągu pierwsza malutka trudność. Podbieg po kocich łbach. Jak się domyślam ten odcinek drogi jest zabytkowy więc stąd taka nawierzchnia, ale podbiegać kilkaset metrów pod całkiem spory podbieg po okrągłych kamieniach? To nie było to, czego pragnąłem tego dnia. Na szczęście to tylko kilkaset metrów.

Do Tomaszkowa dotarłem w 30 minut. Nie planowałem robić przerw lecz zadzwonił telefon, odebrałem i kolejne 10 minut spędziłem z telefonem przy uchu. Potem pobiegłem dalej.

Tomaszkowo - pamiątkowy głaz

Kolejną większą miejscowością miał być Sząbruk. Lecz zanim do niego dotarłem miałem do pokonania i podbiegnięcia co prawda łagodny i lekki, ale za to długi podbieg. Poszło lżej niż przypuszczałem, a gdzieś w rejonie szczytu podbiegu powitała mnie tablica „Gmina Gietrzwałd”. Od tego miejsca do Sząbruka było już wyłącznie w dół.

Przez Sząbruk przeleciałem jak burza. Nie zatrzymałem się ani pod sklepem, ani pod kościołem a zatrzymałem się dopiero przy kapliczce na końcu wsi. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, że droga prowadzi w lewo lecz wolałem się upewnić zerkając w mapę. Miałem rację, ale skoro już się zatrzymałem to zjadłem garść rodzynek. Zegarek wskazuje 1:01 biegu, więc jestem gdzieś w połowie.

Sząbruk - kapliczka

Kolejnym przystankiem na mojej drodze było Unieszewo. To najdalsze miejsce, w którym byłem na własnych nogach. Nie ma w nim wielu atrakcji, lecz są dwa interesujące obiekty. Pierwszy to stacja PKP, drugi to sklep spożywczy. W tym drugim zrobiłem dłuższą kilkuminutową przerwę i jako, że organizm od jakiegoś czasu wołał mnie o cukier kupiłem Coca-Colę. Najmniejszą jakie są, czyli w puszce 0,33 l. Pisało na niej…

Coca-Cola

Ostatnia cześć trasy to rejon którego nie znałem. Drogą z Unieszewa pobiegłem wzdłuż torów na Łajsy, a potem w prawo i już prosto na Gietrzwałd. Kościelną wieżę zobaczyłem po około 1:44.

Natomiast na miejscu przed bramą Sanktuarium pojawiłem się po 1:46 biegu netto. Brutto, czyli bieg plus te kilka przerw to czas około 2 godzin. Uwinąłem się szybciej niż przypuszczałem! Teraz mam czas wolny do około 15:00.

Gietrzwałd - wieża kościoła

W Gietrzwałdzie

Pierwsze co należało zrobić po przybyciu na miejsce, to przebranie się w bardziej odpowiednie ubranie. Jak juz pisałem „nie mogłem wejść do kościoła w krótkich obcisłych gatkach i jeszcze bardziej obcisłych skarpetach kompresyjnych.” Własnie po to nosiłem w plecaku długie spodnie i koszulkę. Wszystko co prawda biegowe, bo spodnie od Kalenji a koszulka z MGSu, ale w ten sposób mój wygląd stał się zdecydowanie bardziej odpowiedni.

Gietrzwałd - w sanktuarium

Główną atrakcją Gietrzwałdu jest Sanktuarium Maryjne, a w nim kościół pw. Narodzenia NMP. Od 1887 r. po objawieniach Matki Boskiej, kościół stał się miejscem pielgrzymkowym Warmii i czasami jest nazywany „polskim Lourdes”. Jest to jedno z niewielu takich miejsc na świecie gdzie objawienia zostały uznane przez cały kościół katolicki.

Tak więc jako, że byłem dużo wcześniej niż planowałem udało mi się jeszcze uczestniczyć w znacznej części mszy. Natomiast resztę czasu do godziny 15:00 spędziłem z rodzicami.

Kierunek: Olsztyn

Po godzinie 15:00 nadszedł czas powrotu do Olsztyna. Tak więc znowu zmieniłem swój outfit na biegowy i wyruszyłem w drogę.

Warmińska droga

Zaczęło się marnie. Ledwo wybiegłem z Gietrzwałdu, a złapała mnie kolka. Może zacząłem za szybko? Może był za długi podbieg? Może za bardzo było pod wiatr? A może wszystko na raz. Nie wiem. W każdym razie pierwsze dwa, trzy kilometry to walka z kolką. Na szczęście wygrana.

Kiedy poradziłem sobie z kolką złapałem znowu równy rytm biegu. Niezbyt szybki, ale miarowy i do przodu. Pod górę i pod wiatr wolniejszy, w dół i z wiatrem szybszy. Zmęczenie gdzieś tam zaczynało się nawarstwiać, ale nie było źle. Łajsy i Unieszewo minąłem bez zatrzymania. Za Unieszewem na długim, równym asfaltowym zbiegu zobaczyłem nawet tempo poniżej 5:00 min/km. Do Sząbruka biegło się całkiem dobrze.

Sząbruk - zabytkowy kościół

W Sząbruku apetytu narobił bar z zielonymi piwnymi parasolami. Pomyślałem – a gdyby tak… Ale nie! Wieczorem po biegu bardzo chętnie się piwa napiję, ale w trakcie trasy zamierzałem poić się tylko zero procentowymi trunkami.

Za Sząbrukiem zaczęło być ciężko. Wszystko przez ten długi podbieg. Niby go przez większość czasu nie czuć, ale przez kilka kilometrów jest niemal cały czas w górę. Potem drugie tyle do Tomaszkowa jest w dół. Tylko żeby było „w dół” to najpierw musi być „w górę”. I to właśnie na tym „w górę” było ciężko, Nogi zwalniały, głowa nie chciała, a mimo że cały czas biegłem, do szczytu było cały czas daleko i daleko.

Lecz szczyt w końcu nastąpił. Na jego szczycie nagrodziłem się garścią rodzynek i pobiegłem dalej. Długi zbieg tak naprawdę był odpoczynkiem. Był jednym wielkim długim relaksem za cały podbieg. Tym bardziej, że już widziałem Tomaszkowo, a właśnie w Tomaszkowie w tamtejszym sklepie zaplanowałem sobie koleją puszkę Coca-Coli. W końcu to wycieczka biegowa, nie zawody.

Tomaszkowo - relaks przed sklepem

Odwiedziny sklepu w Tomaszkowie miały jeszcze jeden aspekt – towarzyski. Jak to często bywa, pod sklepem spotkałem „lokalsa”, z którym wpadłem w rozmowę. On miał piwo, ja colę ale dogadaliśmy się. Nawet go bieganie nie zdziwiło, a kiedy ze sklepu wyszedł gość z brzuchem jak opona od traktora i wsiadł do samochodu powiedział „O! Temu to by się bieganie przydało.”

Od Tomaszkowa do Olsztyna to już niemal finisz. Najpierw trochę ziemnej drogi. Potem bieg po kocich łbach (po prawie 40 kilometrach nie cieszył zupełnie) i na koniec Bartąg ze swoim murowanym kościołem. Tak na marginesie to też sanktuarium. Tylko ze Opatrzności Bożej.

Bartąg - kościół

Za Bartągiem jeszcze jeden podbieg i byłem w domu. Powrót zgodnie z przewidywaniami nieco wolniejszy. Tym razem było to 1:49 samego biegu i znowu około 2 godzin brutto.

W ten sposób w cały dzień przebiegłem 42,1 kilometrów. Zabrakło jakieś 100 metrów do pełnego dystansu maratonu. Zajęło mi to razem 3:36:41 czystego biegu. Do tego należy zaznaczyć, że było to biegane na dwa razy (z jakąś 3 godzinną przerwą w Gietrzwałdzie), a każda z połówek była przedzielona kilkuminutową przerwą przerwą w lokalnym spożywczaku na Coca-Colę.

A tak wygląda trasa którą pokonałem. Rano z prawej strony na lewą. Po południu z lewej na prawą. Patrząc na mapę nie wydaje się to daleko… A to 21,05 km w jedną stronę.

Olsztyn-Gietrzwald - trasa

Oby takich dni i biegów jak najwięcej.

REKLAMA

2 myśli na temat “Z Olsztyna do Gietrzwałdu, czyli maraton na dwa razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *