XXIX Półmaraton „Szlakiem Walk nad Bzurą”

Półmaraton w Sochaczewie to niemal mój domowy półmaraton. Niemal, bo choć odbywa się w Sochaczewie (raptem 25km od domu), to reprezentując KM Aktywni Sochaczew biegam „u siebie”. W tym roku też nie mogło mnie zabraknąć na starcie. To miał być pierwszy start po 3 miesiącach przerwy. Przerwy od startów, nie od biegania.

REKLAMA

Przed startem

Tak się złożyło, że na ten dzień miałem zaplanowany bieg ciągły na dystansie kilkunastu kilometrów w tempie maratonu. Aktualne tempo maratonu, w które celuję to 4:40 min/km, więc trasę powinienem zrobić w 1:38:28. Ale… To bardzo blisko mojej życiówki (1:37:04), więc kusiło, by trochę przyśpieszyć i skończyć z życiówką. Jednakże znam profil trasy i wiem, że na ostatnich 5 km będą podbiegi. Czyli może się nie udać. Ale jednak z drugiej strony… W końcu dałem sobie spokój z tymi dywagacjami. Miałem pobiec mocno do 15-16km, a potem na podbiegach zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Z takim też nastawieniem jechałem na start. Nie czułem się najświeższy, bo ostatnio dużo biegam. Nie czułem się w pełni sprawny, bo rano przed startem mnie coś w prawym biodrze ciągnęło. Ale co tam… To ma być ostatni tak mocny akcent przed maratonem.

Trasa została zmieniona w porównaniu do poprzedniego roku. Nie było autobusów do Kamiona, skąd odbywał się start. W tym roku zarówno start i meta usytuowane zostały na bieżni stadionu MOSiR w Sochaczewie. Trasa natomiast prowadziła do Konar w gminie Brochów i z powrotem. Typowa agrafka.

XXIX Połmaraton Sochaczew - trasa

Start zaplanowany został na godzinę 11:00. Chwilę wcześniej odbył się start honorowy. Robiło się gorąco. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo słońce ochoczo sobie dogrzewało i z każdą chwilą było cieplej. W przenośni, bo start tuż, tuż…

Ustawiłem się tuż za pierwszą linią harpaganów. Nie mam zamiaru rwać jak strzała, ale znając mój aktualny poziom, będę biegł gdzieś w połowie pierwszej połowy. Nie ma sensu startować z tyłu i przez pierwszy kilometr się przepychać.

Wystartowaliśmy!

Pierwsze kilometry ciasnawe. Sprawy nie ułatwiała trasa, która jest dosyć pozakręcana na początku. Znałem ją, więc ścinałem po wewnętrznej. Nim wybiegliśmy za osiedla pierwszy tłok minął. Zauważyłem oznaczenie 2km, na zegarku miałem 9 minut z groszami. Było nieźle.

Potem chodakowskie górki. Byłem świeży, więc specjalnego wrażenia na mnie nie zrobiły. Odpuszczałem trochę na podbiegach, ale na zbiegach wszystko się wyrównywało. Złapałem się za gościem w czapce „New Zeland” i biegłem przed siebie.

Problemem było oznaczenie trasy. O ile widziałem na asfalcie „2km”, to później już znaczników nie dostrzegałem. Prawdopodobnie ich nie było lub było ich bardzo mało. Nie możliwe, że bym żadnego nie zauważył. Tym bardziej, że biegło mi się stosunkowo dobrze.

XXIX Połmaraton Sochaczew - w Chodakowie

Za Chodakowem trasa się wypłaszczała. Taka miała być aż do nawrotu w Konarach. Były lekkie wzniesienia, lecz niemal niezauważalne. Co kawałek stoły z wodą, cytrusami i cukrem w kostkach. Punkty z wodą były na trasie 3. Biegnąc tam i z powrotem mieliśmy więc szansę na 6 kubków wody.

Dobiegając do nawrotu widzę czołówkę. Macham Rafałowi. Macham Adrianowi. Obaj są przede mną. Macham… a nie… już nie macham, bo sam dobiegam do nawrotu.

Do półmetka dobiegam w 48:30. Nawrót w Konarach był rozwiązany bardzo dobrze. Zbiegało się na boczną drogę. A potem szerokim łukiem w lewo. Nie traciło się nic a nic z prędkości.

Za nawrotem to ja jestem po tej lepszej stronie. Macham kolejnym Aktywnym: Jankowi, Mirkowi, Małgosi, Darkowi… i wielu innym. Części nawet dobrze nie znam.

Powrót był cięższy. Dopóki było płasko to szło dobrze. Coraz ciężej, ale dobrze. Robiło się gorąco, więc woda służyła mi nie tylko do picia. Raz i drugi się nią lekko polałem.

Od nawrotu biegnę już cały czas niemal w tym samym miejscu w stawce. Przez 5 km wyprzedziłem z 1 czy 2 osoby, ktoś tam mnie wyprzedził, ale ogólnie wychodziło na zero.

XXIX Połmaraton Sochaczew - półmetek w Konarach

Ciężko się zrobiło, kiedy zobaczyłem kominy na Chodakowie. Z tyły głowy odezwał się głosik przypominający, że jeden z wariantów na ten półmaraton to mocno do Chodakowa, a potem zależnie od formy, albo przyśpieszyć na podbiegach, albo odpuścić. Znałem już te podbiegi i było ciepło, więc wybrałem odpuścić.

Podbiegi mi krzywdy nie zrobiły. Fakt, zwalniałem na podbiegach. Tampo spadało do 5:10-5:15 min/km, ale nikt też specjalnie nie kwapił się, by mnie wyprzedzać. Tym z tyłu też było ciężko.

Błąd zrobiłem na ostatnim wodopoju. Powinienem go minąć, tak jak to najczęściej robię. Ale nie minąłem. Napiłem się. Zbiegłem kawałek w dół i zacząłem ostatni podbieg. Raz i drugi mi się odbiło wodą. Tak zdrowo. Wiedziałem już, że zrobiłem błąd. Tym bardziej że woda była gazowana (sic!). Aby czasem mi się nie ulało, przeszedłem na chwilę w marsz.

Uszedłem kilka kroków i się obejrzałem. Zobaczyłem tych z tyłu i pomyślałem, że skoro oni biegną, to ja nie będę szedł. Pobiegłem dalej.

W mieście znowu było płasko, więc znowu wróciłem do biegu poniżej 5:00 min/km. Odliczałem zakręty do stadionu. Nie widzę oznaczeń kilometrowych, to chociaż zakręty do końca będę liczył. Za pierwszym z serii „ostatnich zakrętów” słyszę „Pozdrowienia dla gospodarza!” od wyprzedzającego mnie zawodnika. Miło, choć nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

Pod bramą stadionu zerkam na zegarek – 1:38 z groszami. Jest dobrze. Zerkam na stadion. Cholera! Jeszcze jedna pętla na stadionie. Nie jest dobrze. Jednak druga połowa będzie dłuższa niż pierwsza (startowaliśmy bez dodatkowej pętli na stadionie).

Na stadionie lekko przyśpieszam, aby wyrobić się poniżej 1:40. Na ostatniej prostej już gnam. Wpadam na metę, zatrzymuję zegarek – 1:40:06… Kurka wodna! Tak mało zabrakło…

XXIX Połmaraton Sochaczew - na mecie

Ale jednak nie zabrakło. Kilkanaście czy kilkadziesiąt minut później podszedłem do tablicy wyników. W rubryce brutto widniało, co prawda 1:40:06, ale w netto jest 1:39:58. Dwie sekundy poniżej 1:40:00. Jednak zdążyłem!

Na mecie

Nie było łatwo. Trasa była wymagająca, pogoda swoje dołożyła, ale i tak jestem zadowolony. Do 15-16 kilometra szło bardzo ładnie. Miałem siłę i mimo mocnego jak dla mnie tempa (ok. 4:30-4:35 min/km) czułem się dobrze. Potem zabrakło trochę świeżości i wypoczynku przed tym startem, by powalczyć na podbiegach. Ale w końcu miało być treningowo… Mocno, ale treningowo…

Wszystkie zdjęcia

REKLAMA

Jedna myśl na temat “XXIX Półmaraton „Szlakiem Walk nad Bzurą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *