Wielki powrót do biegania

Całe lato biegać mi się nie chciało, ale myślałem o nim. Niby wiedziałem, że nie biegam, ale nie potrafiłem sam sobie powiedzieć, że nie będę już nigdy biegał. Najbliższą okolice lustrowałem z myślą jak by się tu biegało. Nie nastawiałem się na żaden maraton tylko zbierałem energię i wolę do tego by znowu zacząć biegać. Musiałem znowu spróbować, bo mimo czteromiesięcznej przerwy i totalnego olania biegania nadal nie potrafiłem się definitywnie rozstać z bieganiem.

REKLAMA
Nawet latem, jak pisałem dziennik wakacyjny, czyli zapisy z urlopowych pieszych wycieczek, i zdarzyło się, że z powodu deszczu biegłem 1,5 km pod górę to napisałem, że biegłem ?w tempie jak na treningach?. A nie biegałem od dwóch miesięcy i jeszcze kolejne dwa miałem nie biegać.

No, ale się zebrałem w październiku. I to zabrałem do roboty z iście aptekarska precyzją. Zacząłem myśleć o maratonie. Najchętniej Warszawa, choć w grę wchodziła też Łódź. Większość ludzi mogłaby pomyśleć, że oszalałem, że od razu porywam się na maraton. Ale ja już tak mam, że im większe wyzwanie tym bardziej mnie kręci. Czasu jest dość, bo praktycznie równy rok. Podbudowę bieganiem, pedałowaniem i chodzeniem mam. A poza tym już dawno chciałem być maratończykiem. Tak jak jest to powiedzenie, że mężczyzna powinien spłodzić syna, wybudować dom i zasadzić drzewo to niektórzy do tego dodają lub wstawiają zamiast czegoś innego, że przebiec maraton.

Dębowy liść

Zaczęło się skromnie, od dwóch kilometrów a potem zwiększałem dystans. Nie było żadnej siły biegowej czy innych specjalnych środków. Pamiętałem, co się stało w poprzednią zimę. Że nagle zrobiłem 34 km tygodniowo a potem: kolano, ból i przerwa w bieganiu. Dystans zwiększał się od 10 km w pierwszym tygodniu, co tydzień o jeden lub dwa kilometry. Sam nie wiem jak ja to wytrzymywałem. Trwało to jedenaście tygodni. Jedenaście tygodni zwiększania kilometrażu dosłownie o włos w obawie przed przetrenowaniem i kontuzją. I każdy bieg na zasadzie łagodnego wybiegania. Wykres kilometrażu się załamał na przełomie lat, ale w końcu gwiazdka, sylwester i kolejny długi weekend zrobiły swoje. Biegacz też człowiek i może imprezować.

Jakoś też w tym czasie powstała i utrwaliła się zasada czterech treningów tygodniowo. Początkowo były trzy, ale docelowo uznałem liczbę 4 za optymalną. Może nie jest to wiele jak na cały tydzień, ale jest to idealna ilość by łączyć bieganie z innymi wieczornymi przyjemnościami oraz wszelakim wypoczynkiem. W ten sposób będę miał czas zarówno biegać jak i po tym bieganiu odpoczywać a także będę miał dla siebie wystarczająco dużo wieczorów bym mógł się bawić. I nawet jak wyskoczy mi jakieś niespodziewane wyjście na piwo to będę mógł to pogodzić z regularnym treningiem.

REKLAMA

2 myśli na temat “Wielki powrót do biegania

  • 20.11.2014 o 20:09
    Permalink

    Ale stary wpis. Nie wiedziałem, że blog jest taki stary 😉 Fajnie się czyta takie wpisy sprzed lat. Fajnie, że tyle lat biegasz i piszesz.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *