Wielki Bieg Majowy 2009

Od początku roku bieganie się nie układało. A to przerwa związana z bólem w kolanie (na szczęście minął), a to z powodów osobistych przestałem biegać regularnie. Z tygodnia na tydzień biegałem coraz mniej. Okazją do mobilizacji były dopiiero dwa biegi: Wielki Bieg Majowy organizowany w Żyrardowie oraz Bieg Konstytucji w Warszawie.

REKLAMA

Z początku roku z różnych powodów osobistych (bo to zła kobieta była) zacząłem biegać coraz mniej regularnie. Mówienie w ogóle o regularności w moim wykonaniu w tamtym okresie to zbrodnia. Bywało, że wychodziłem w tygodniu raz lub dwa. Trzy lub cztery treningi to już istna rozpusta w moim wykonaniu. Tylko, że tendencja była opadająca. Zaczęły, zdarzać się tygodnie, że nie wychodziłem ani razu.

Z każdym tygodniem było gorzej. Nie miałem niczego. Ani chęci, ani motywacji, ani sprzętu, bo mi się buty zaczęły sypać. Ale przede wszystkim nie miałem chęci. Lepszą alternatywą była puszka piwa i paczka fajek.

Rekordowy był marzec. Cały miesiąc, 31 dni, 744 godziny do wyboru a ja wyszedłem tylko jeden jedyny RAZ po to by przez 29 minut przebiec 5 km. To był jedyny bieg w marcu.

W kwietniu się zmobilizowałem. Okazją był Wielki Bieg Majowy organizowany w Żyrardowie a przede wszystkim Bieg Konstytucji w Warszawie. Wiedziałem, że z formą jest marnie. A czy ja w ogóle jakąkolwiek formę prezentowałem? Nie sądzę. Ale od połowy kwietnia zacząłem znowu biegać regularnie. Po to by któryś z tych biegów przebiec. Nastawiałem się głównie na Warszawę. Bo to normalne ściganie a w Żyrardowie tylko bieg rekreacyjny. W stolicy było do przebiegnięcia 5 kilometrów.

Czy byłem przygotowany na taki dystans? Chyba tak, bo doszedłem do pułapu przebiegnięcia takiego dystansu w 30 minut. Więc się zapisałem i nawet odebrałem pakiet startowy. I wszystko byłoby super gdybym w tym biegu pobiegł…

Pobiegłem, ale jednak w Wielkim Majowym Biegu w Żyrardowie. Na pocieszenie samego siebie miałem na sobie koszulkę z Warszawy. Może ktoś pomyśli, że jestem taki zawodnik, co biegłem tam a teraz biegnę tutaj. Sam bieg zapamiętałem bardzo miło. Biegłem całą drogę razem z bratem pomiędzy chmarami dzieciaków. Natomiast fakt, że nie pobiegłem w Warszawie? Przyznaję, że trochę odbija mi się czkawką.

Bieg Majowy

W ten sposób chyba doprowadziłem do przerostu formy nad treścią. Pierwsze sukcesy, jakimi było między innymi 5 km w 30 minut traktowałem, jako wejście na niewiadomo, jaki poziom. Decyzja o starcie w Warszawie była chyba jednak bez sensu, bo wewnętrznie nie byłem gotowy by biegać w zawodach. Za szybko chciałem zostać biegaczem i to nie ciężką pracą tylko sztucznymi zabiegami typu zapisywanie się w różnych biegach. Tym bardziej, że żeby biegać w zawodach to trzeba biegać codziennie a u mnie przez ostatnie miesiące było z tym bardzo marnie. Miałem się wziąć za siebie i zacząć biegać znowu na poważnie. Miałem… ale nie wyszło.

Chyba jednak nadmuchałem wokół siebie zbyt wielki balon, który pękł z hukiem. I po raz kolejny bieganie poszło w odstawkę. Oficjalnie mówiłem, że odechciało mi się z powodu upałów, ale w praktyce to była moja porażka. Klęska pomysłu na bieganie, jaki powstał w głowie jeszcze poprzedniego roku.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *