Wiadro i klapki

Jakiś czas temu, mając dobry humor, spisałem sobie biegowe prawa Murphy’ego. Punkt 6. głosił: „Zabierając telefon na trening, możesz być pewny, że ktoś do Ciebie zadzwoni.”

REKLAMA

Najczęściej biegam bez telefonu. Mam go tylko na długich trasach. A kompletnym dziwactwem jest dla mnie zabieranie telefonu na zwykłe wybiegania. Lecz czasami telefon zabieram. Bo muszę być dostępny i wiem, że ktoś będzie do mnie dzwonił. I wtedy dzieją się dziwne rzeczy…

Telefon zadzwonił po trzech kilometrach. Pierwsze, to zatrzymałem stoper, który wskazywał jakieś 15 minut z haczykiem, potem zatrzymałem siebie. Wiedziałem, że nie będę rozmawiał stojąc jak słup soli, więc butem narysowałem na ziemi linię. Będę dokładnie wiedział, w którym miejscu przerwałem i od którego wznowić trening.

– No hej! – od tego miłego akcentu się zaczęło. A potem było już tylko gorzej. Dobrych informacji było w słuchawce tyle, co kot napłakał. A ja słuchałem i dreptałem. Dreptałem i słuchałem. Czasem się odezwałem, a słuchając, wpatrywałem się w poranną zieleń lasu.

Aż w zieleni coś się pojawiło…

Coś jasnego zbliżało się do mnie. Pieszy? Może, choć w tym miejscu rzadko ich spotykam. Raz, że to daleko od miasta. Dwa, że od tego miasta oddziela nas obwodnica. Wiec może rowerzysta? Tak! To pewnie rowerzysta, bo im wyraźniej go widzę, tym dostrzegam, że porusza się zbyt szybko jak na pieszego. Innych wariantów nie brałem pod uwagę.

Ale coś mi nie gra…

Prowadząc rozmowę, wpatruje się w zbliżającego się człowieka. Dostrzegam drugą jasną rzecz. To coś innego niż koszulka. To pewnie rower. W tym momencie jestem pewny, że to rowerzysta. Na tej drodze spotykam ich często. Rozmawiam dalej, a rowerzysta się zbliża.

Ale coś mi nie gra…

Nagle mnie olśniło. Przecież on nie jedzie rowerem! On biegnie! To jest biegacz! Teraz, gdy to do mnie dotarło widzę to wyraźnie. Nagle widzę starszego gościa w długich spodniach i jasnej koszulce. Rysopis pasuje do jednego biegacza, którego czasem widuję w lesie. Co prawda widuję go blisko miasta, w lesie przed obwodnicą, ale to nie znaczy, że się dalej nie zapuszcza. Rozwiązałem zagadkę, a to, że nadal nie wiem, czym jest druga jasna rzecz przestaje się liczyć.

Nagle czuję się głupio. Starszy gość w zwykłym dresie biega, a ja, niby taki profesjonalny i opakowany w taką techniczną odzież, gawędzę sobie przez telefon. I ja niby trenuję w ten sposób do kolejnego maratonu?! Dobre sobie!

Ale nadal coś mi nie gra…

Czym jest ta biała rzecz, jeśli to nie rower? Im jest bliżej mnie tym dziwniej to wygląda. Dopiero na jakieś 100-150 metrów ode mnie widzę wyraźnie. To wiadro! Gość biegnie przez las z wiadrem! Z takim białym 10 litrowym po farbie czy gładzi szpachlowej. Trzyma je w ręku i biegnie… No żesz… Tego jeszcze nie grali!

Ale to nie był koniec…

Pan truchtał i nie wyglądał na przesadnie zmęczonego. Zbliżał się do mnie równym, choć niskim, krokiem. Wiadro w ręku nie przestało mnie zdumiewać. Dostrzegłem w jego środku coś czerwonego, co pierwotnie skojarzyło mi się z malinami, lecz z bliska okazało się czerwonym materiałem, który coś przykrywał. Nie wiem co, ale w każdym razie wiadro nie było puste.

Dobiegł do mnie. Nadal z telefonem przy uchu, zszedłem z środka drogi, aby nie przeszkadzać. Minął mnie i zaczął się oddalać. Na chwilę przeszedł w marsz i przełożył wiadro w drugą rękę. Potem potruchtał dalej.

Ale to jeszcze nie był koniec…

Bo kiedy oddalał się ode mnie, zobaczyłem jeszcze jedną, chyba najbardziej zdumiewającą w tym wszystkim rzecz. Nie dość, że biegł po cywilnemu z wiadrem przez las, to jeszcze biegł w klapkach!! Ewentualnie sandałach. W każdym razie w butach, które pasowały do biegania jak pięść do nosa.

Nim skończyłem rozmawiać przez telefon, zdążył zniknąć z pola widzenia. Lecz on tu był i oczami wyobraźni nadal go widziałem. Biegnącego po cywilnemu z wiaderkiem w klapkach przez las.

A myślałem, że w bieganiu po lesie już nic mnie nie zaskoczy!

Myliłem się.

REKLAMA

4 myśli na temat “Wiadro i klapki

    • 25.08.2012 o 20:57
      Permalink

      Na tyle co mogłem to zajrzałem. Widziałem jakąś czerwoną płachtę. Co było pod nią? A bo ja wiem… Racjonalnych propozycji brak 😉

      Odpowiedz
  • 27.08.2012 o 11:52
    Permalink

    stawiam, że to grzybiarz, który przemieszczał się z jednego dobrego miejsca w drugie takie. w wiaderku pewnie miał grzybki 😉

    Odpowiedz
  • 28.08.2012 o 14:13
    Permalink

    Różne zdarzenia mogą spotkać biegaczy na treningu ja nie zapomnę jak rok temu natknąłem się na ścieżce na węża to dopiero było dla mnie zdziwienie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *