Ucisk to nie kompresja, czyli tania kompresja nie działa

Moda na kompresję trwa. Kompresująca odzież dostępna jest na większość ciała. Mamy kompresyjną odzież na uda, łydki, ramiona. Mamy nawet kompresyjne spodenki i koszulki. Niektórzy sugerują nawet, że niedługo pojawi się cały kompresyjny kombinezon, z którego wystawać będzie tylko głowa. Aż tak raczej nie będzie, ale faktem jest, że na fali mody, za kompresję biorą się firmy, które się kompletnie na tym nie znają.

REKLAMA

Pamiętam to jeszcze z zajęć Ekomomii – jeśli jest popyt to jest i podaż. Mówiąc prościej. Jeśli ludzie chcą czegoś to rynek im to da.

Firm produkujących prawdziwe skarpety kompresyjne jest niewiele – Cep, Compressport, RoyalBay, to te, które znam i które mogę polecić. Firmy te produkują skarpety (a także opaski i inne akcesoria), które są prawdziwą odzieżą kompresyjną. Wyróżniają się świetnymi jakościowo materiałami, często wywodzą się od firm zajmujących się kompresją medyczną, a przede wszystkim stosują stopniowaną kompresję.

Stopniowana kompresja to obowiązek w skarpetach kompresyjnych. Najniżej, czyli w stopach krew ma największą tendencję do zalegania. To właśnie, dlatego po intensywnym wysiłku czy całym dniu na stojąco najbardziej puchną nam stopy. Dlatego też to właśnie najniżej kompresja jest największa. Skłonność do zalegania krwi w żyłach maleje natomiast wraz ze wzrostem wysokości i dlatego też w skarpetach wraz ze wzrostem wysokości maleje też kompresja. To jest właśnie idea skarpet kompresyjnych. Tylko w ten sposób kompresja wspomoże naturalny przepływ krwi. Bez tego całą ideę (razem ze skarpetami) można sobie wsadzić głęboko w poważanie.

Compressport FullSocks - przodem

Tylko, że takie rozwiązania kosztują. Cena profesjonalnych skarpet kompresyjnych ze stopniowaną kompresją to około 150-200 PLN za parę. Sporo jak za skarpety. Ci, którzy oczekują wysokiej jakości tyle dadzą, ale ci z cieńszym portfelem będą szukać tańszych rozwiązań.

Pamiętacie, co pisałem wyżej?! Jeśli jest popyt to jest i podaż. Jeśli ludzie chcą czegoś to rynek im to da.

W tym momencie wiele innych firm zwietrzyło swoją szansę. Jest moda na kompresję. Ludzie jej chcą, ale chcą ją mieć jak najmniejszym kosztem. No to zrobimy im długie skarpety, zrobimy je nieco ściślejsze, aby trochę mocniej uciskały i damy napis KOMPRESYJNE. Ludzie to kupią!

Tylko, że taka skarpeta poza nazwą niewiele ma wspólnego z prawdziwą kompresją. To, że skarpeta jest długa, uciskowa i ma w nazwie słowo kompresyjna, nie czyni jej automatycznie skarpetą kompresyjną. Bo powiedzmy sobie jasno – ucisk to nie kompresja. To ze skarpetka uciska, nie znaczy ze jest kompresyjna. Każda długa skarpetka musi uciskać, aby nie spadać z łydki. Zwykle podkolanówki też uciskają łydkę, ale czy są kompresyjne? Nie!

Poza tym kompresja dotyczy przede wszystkim łydek i powinna być jak najbardziej do tych łydek dopasowana. Dlatego wiodące w kompresji marki: Compressport, Cep czy RoyalBay dobierają rozmiar skarpety czy opaski przede wszystkim do obwodu łydki. Kompresja ma działać na łydce, więc ma być dobierana do łydki. Rozmiar stopy, choć też w pewien sposób istotny ma tu dużo mniejsze znaczenie.

Skarpety kompresyjne

Natomiast większość skarpet teoretycznie „kompresyjnych” dobierane jest do… rozmiaru stopy… To ja sie pytam – jak skarpeta może kompresować łydkę, kiedy dobierana jest do rozmiaru stopy? No, jak?! To, co jest najważniejsze, czyli obwód łydki jest w ogóle pomijane. Skarpeta skupia się na długości stopy jak każda inna skarpeta. Niby ma kompresować łydkę, a producentowi zależy na tym, aby skarpeta pasowała na stopę biegacza, a nie na jego łydkę. A co jak dobierzemy skarpetę do stopy, ale łydka będzie uciskana tak słabo, że skarpeta będzie się z niej zsuwać? No nic. W końcu jest to skarpeta kompresyjna tylko z nazwy.

Wyobrazimy sobie to na przykładzie. Mamy dwóch biegaczy. Obaj maja 180 cm wzrostu. Jeden waży 70 kilogramów, ma stopę w rozmiarze 44 i łydkę o szerokości 36 cm. Drugi waży 100 kilogramów, też ma stopę w rozmiarze 44 i łydkę o szerokości 41 cm. Dobierając im tanią skarpetę kompresyjną tylko na podstawie rozmiaru stopy obaj będą korzystać z tego samego rozmiaru skarpety kompresyjnej. I to ma działać?! No bez przesady! Przecież ich łydki różnią się aż o 5 centymetrów!! Jaka tu jest kompresja?! Żadna!

Oczywiście taka „kompresja” jest też tańsza. Nie kosztuje 150-200 złotych tylko powiedzmy 99 albo miej. Ktoś szukający taniej kompresji szybko skusi sie na produkt kosztujący połowę tego, co Cep, Compressport czy RoyalBay. Tyle, że za pół ceny nie kupi skarpet kompresyjnych tylko, co najwyżej uciskające. Nie kupi skarpety ze stopniowaną kompresją, ale z byle jakim uciskiem. Nie kupi wreszcie skarpety dopasowanej do łydki, która ma kompresować, tylko dopasowaną do stopy.

Tylko, czy to ma sens? Czy warto kupować coś co tylko udaje skarpetę kompresyjną czy kupić raz a produkt na prawdę kompresyjny?

REKLAMA

Zobacz także:

Opaski Compressport R2 – najbardziej uniwersalna kompresja Jeśli chodzi o kompresję łydek są dwa wyjścia – albo skarpety kompresyjne albo opaski kompresyjne. Dziś będzie o tych drugich i tych chyba n...
Compressport Full Socks – prawdopodobnie najlepsze Miałem już na nogach kilka skarpet kompresyjnych różnych, mniej lub bardziej znanych, firm. Teraz mam skarpety chyba aktualnie najbardziej r...
Compressport Full Socks – zaczynamy! Lubię zielone pudełka! Najlepiej takie z czymś do biegania w środku. A szczególnie takie z napisem Compressport, zdjęciem skarpet na wierzch...
Skarpety kompresyjne Royal Bay – czarny koń kompresji Z recenzją skarpet kompresyjnych Royal Bay czekałem długo. Aż za długo patrząc na to, że okazały się tak dobre, że w tej chwili są moim nume...

Skomentowali

  • abakercja
    24.04.2014 at 09:59
    Permalink

    znajomy opowiadał, że kupił sobie skarpetki kompresyjne i poszedł na półmaraton. i na 15 kilometrze tak mu nogi ścierpły, że ledwo co się doczłapał do mety. teraz już wiem czemu.

    Odpowiedz
  • Marcin
    25.04.2014 at 08:22
    Permalink

    Bardzo dobry i ważny tekst dla wszystkich, którzy rozważają zakup skarpet i kierują się tylko ceną. Jak piszesz nie ma sensu wydawać pieniędzy na tanie zamienniki i pseudo kompresyjne, bo to kasa wyrzucona w błoto. Zdecydowane warto odłożyć jeszcze kolejne pieniądze i kupić prawdziwe, firmowe i sprawdzone skarpety kompresyjne

    Odpowiedz
  • Barthez
    21.08.2014 at 15:40
    Permalink

    Mam i stosuję opaski Compressport. Nie wiem na ile wspomagają regenerację, bo kompresję polecił mi ortopeda (!!!), jako lekarstwo na bolące piszczele. I co???
    I pomogło! 🙂

    Ale z drugiej strony, trzeba z tym ostrożnie: przy regularnym stosowaniu mięśnie łydek się rozleniwiają i jak próbuję dłuższe dystanse biegać bez kompresji, to potem łydki bolą jak cholera. Jakby chciały wybuchnąć!

    Odpowiedz
  • ws
    27.07.2015 at 15:58
    Permalink

    Nie tak do końca,Niemcy używają james & Nicholson za 10 Euro para, do niedawna widziałem na allegro, bardzo dobra kompresja w cenie adekwatnej. Pisanie, że muszą kosztować 200 zł to bzdura. Koszt produkcji wcale nie jest tak drogi. Te za 200 to skompresuja ale portfel :), jesli kogoś stać to może przepłacać.

    Odpowiedz
  • piotr
    30.08.2015 at 23:03
    Permalink

    a jak wyglada sytuacja w przypadku firmy inov-8? wydaje sie, ze robia porzadny sprzet do biegania, a skarpety sygnowane ich logo nie kosztuja 150-200.. czy sa warte zakupu?

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      31.08.2015 at 14:27
      Permalink

      Nie wiem. O butach trailowych słyszałem sporo dobrego, ale ze sprzętem inov-8 (w tym z ich kompresją) nie miałem do czynienia. Osobiście jednak wybierając kompresję, wolę firmy stricte się w tym specjalizujące niż inov-8, który znany jest ze świetnych trailówek.

      Odpowiedz
  • Uta
    04.02.2016 at 12:51
    Permalink

    A co będzie jeśli jeden ma rozmiar łydki 39 a drugi 44? – muszą kupić ten sam rozmiar cep (IV). ‚Przecież ich łydki różnią się aż o 5 centymetrów!! Jaka tu jest kompresja?! Żadna!’

    Odpowiedz
  • Norunner
    28.04.2016 at 06:58
    Permalink

    Może faktycznie drogie skarpety są jakościowo bardzo dobre, ale artykuł o tym, że wszystko, co tanie („99 lub mniej”), jest złe, wygląda na sponsorowany. Posługując się logiką autora, jeśli ludzie chcą drogich skarpet, to je dostaną, nawet jeśli kompresja będzie tylko w nazwie.
    Jeśli postawioną tezą jest „skarpety kompresyjne to tylko takie za 200 zł”, to należałoby wykazać, skąd ta cena i dlaczego nie da się zrobić tego taniej.

    Odpowiedz
  • No name
    26.08.2016 at 11:24
    Permalink

    A ktoś ma doświadczenie z opaskami kompresyjnymi Select Profcare? Są one popularne w środowisku piłkarzy ręcznych i kosztują 99-105 zł, więc taniej niż cep i compresssport.

    Odpowiedz
  • Soldier
    04.09.2016 at 15:42
    Permalink

    Sam posiadam compressport za 170 i takie z decathlon za 50. RÓŻNICY NIE ODCZUWAM. za pierwsze PRZEPLACILEM! Dostałeś chociaż jedna parę ze ten artykuł?

    Odpowiedz
  • Piotr
    18.09.2016 at 22:16
    Permalink

    @Uta – trafiłeś w punkt. CEP III – 7cm, CEP IV i V – po 6 cm.
    Też mnie to bardzo zastanawiało.
    @Soldier – ja widzę różnicę między CEPami (mam 2.0 ultra za 199 zika) i Kalenji z Decathlonu. Pięta w Kalenji mi trochę wisi (bo rozmiarówka stopy to 39-42 (a ja jestem w tej dolnej) i jest to pewien problem. „ucisk” łudki jest ok.
    Natomiast co do CEPów i sieci na L. – różnica jest przy zakładaniu. CEPy są nieco trudniejsze w obsłudze. jeśli chodzi o bieganie. Poza początkowym łał!, to już po 4 km wrażenia dla nogi są takie same. Po 20 nadal bez zmian. Noga jest tak samo dobrze pilnowana i tak samo szybko się regenruje.
    Uważam, że masakrycznie przepłaciłem.
    Jest jeszcze jedno ale (przynajmniej mam taką nadzieję) – wytrzymałość.
    Mam dwie pary z lidla Crivit Skin Compression (i w tych przetarłem już palucha) oraz drugie (nie pamiętam modelu takie czarne z białą jodełką). W obu przebiegłem już po 150 km może nieco więcej.
    Jeżeli okaże się, że CEP po 100-200 km się przetrze, to już w życiu nie kupię ich skarpet.

    ciekawostka, nieprane na wadze pokazywały tyle samo, po praniu CEP Ultra (które kosztuję 30 zika więcej za to, że są o 30% lżejsze) ważą o 3g mniej od Crivitów…

    ciekawostka 2 – w pewnej sieci sportowej asics-y, które kosztują 169,99 można kupić za 79,99…

    Odpowiedz
  • Krzysztof
    06.07.2017 at 12:15
    Permalink

    Nie jest tak jak piszesz. Może pół prawdy można w tym uznać.
    Wszystkie tanie nie będą dobre. Wszystkie drogie nie będą warte swej ceny. Mam takie z Decathlonu i działają rewelacyjnie. Czy gorzej od drogich? Raczej nie. Nie ma na to miary. Artykuł ewidentnie sponsorowany. Nieładnie

    Odpowiedz
  • Piotr P.
    11.09.2018 at 09:23
    Permalink

    również nie zgadzam się z autorem. moje doświadczenia podobne są do Piotra i Uta.
    mam dwie pary CEP 2.0 ultra (j.w. 199 zika), mam jedną parę kalenji (50 zika) i miałem dwie pary Crivitów z sieci na L (ca. 20 zł).
    Biegam 20-50 km w tygodniu na leniuchu, jak trenowałem intensywnie, to 60-100.
    wszystkie miałem na ultra (4 deserts, 250km przez Atacamę).
    Wrażenia:
    1) wbicie stopy w CEPa faktycznie bywa trudne (o zdjęciu potem nie wspominając, są to jedyne skarpety, przy których można nabawić się kontuzji przy zakładaniu 😉 );
    2) ale jeśli chodzi o ucisk i regenrację po – różnica jest minimalna, o ile w ogóle, z jednym zastrzeżeniem – Kalenji, które są źle dopasowane (rozmiarówka jest zawyżona a do tego obejmuje 3 albo 4 numery – skarpeta z takim margiinesem błędu po prostu nie może być wygodna) więc końcówka pięty zawsze wystaje z buta, w palcach jest luźno, na łydce ucisk również słabszy.
    3) wadą crivita jest wyższa przecieralność, jedna para poszła mi niepokojąco szybko (choć nie wiem, czy o coś nie zahaczyłem), ale przy skarpetach za 20 zika nie ma bólu.
    CEPy nie przetrą się po 250 km, ale też się przetrą na paluchu, do tego ściągacz górny nie wytrzymuje pracy przy przeciskaniu stopy (w obu parach mi poszły górne ściągacze – i choć skarpeta na łydce dalej się trzymała dobrze, to ta luźna opaska tuż pod kolanem jest dziwna).
    o wytrzymałości Kalenji się nie wypowiem, bo z uwagi na problem rozmiaru nie biegam w nich tak często (traktuję je jak podkolanówki z małym efektem placebo).
    4) rozmiarówka – Kalenji ma z d…, Crivit był po długości stopy i były naprawdę ok, CEP (jest generalnie po obwodzie łydki, ale w moim przypadku – III, poza tym nieszczęsnym przeciskaniem stopy (a mam dość szeroką) były naprawdę zacnie spasowane, może odrobinkę za długie pod kolanem (przy czym podbijam wątek wyżej podniesiony – zakresu obwodu na poszczególnych rozmiarach, myślę, że nie każdy dobierze tak dobrze jak ja); przymierzałem się też do Compressporta, ale tam rozmiarówka w ogóle jest kosmiczna – wypadkowa łydki i stopy i za cholerę nie było jak tego zgrać z moimi wymiarami a sprzedawca nie potrafił doradzić.
    5) prawdą jest to co wyżej pisano o braku różnicy w wadze (też sprawdzałem przed i po praniu i wychodziły mi różnice 1-3g nie zawsze na korzyść CEPa 😉 ).

    W artykule jest pewna niespójność – autor najpierw pisze o tym jak ważny jest ucisk stopy (żeby wypchnąć krew) a potem rozwodzi się nad dopasowywaniem skarpety do łydki. Być może powinniśmy zastanowić się jakie funkcje są ważne i do tego dobrać rozwiązanie. bo skoro kompresja ważna jest na stopie (żeby wypchnąć zalegającą krew), to łydka potrzebuje tylko stabilizacji (co by mięsień nam nie drgał).
    I w tym kontekście moja mała rada – niska skarpeta (tu kalenji akurat ma nienajgorszą) i opaska na łydkę.
    Drugi raz skarpet CEP nie kupiłbym (choć rozważam zakup opasek CEP albo Compressport), Crivity – bez wahania.

    No i uwaga na koniec, czytałem gdzieś dość poważny artykuł o tym, że po pierwsze kompresja
    1) ważniejsza jest po biegu – p. skarpety regeneracyjne a nie biegowe
    2) jest dla biegaczy okazjonalnych a nie ćwiczących regularnie dłuższe wybiegi – badania na zawodowcach/zaawasowanych amatorach wykazały brak różnicy w zakresie osiągów i regeneracji niezależnie od tego, czy używają skarpet kopresyjnych, czy biegną bez nich 😀
    (nie znajdę teraz źródła, ale wujek gógiel na pewno tak)

    Biegałem też kiedyś traile w butach new feel many bez wkładek (na płasko) i w zwykłych skarpetach 11-15km. Nie uwierzycie – da się i nic złego się nie dzieje, powiedziałbym, że nawet lepiej się nogi regenerowały. Jedyną wadą tego rozwiązania było to, że zwykłe skarpety wystarczyły na 1-2 biegi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *