Tom Owens w Polsce – jak trenuje jeden z najlepszych „górali” na świecie?

W ostatni poniedziałek 9 kwietnia 2018 roku w klubie „Bal na Zabłociu” gościł jeden z najlepszych biegaczy górskich, członek Salomon Running TeamTom Owens. Mieliśmy okazję poznać jego trening, porozmawiać o biegach ultra, skyrunning’u, początkach przygody z bieganiem oraz wielu innych tematach.

REKLAMA

Kim jest Tom?

Tom Owens jest mieszkającym w Glasgow w Szkocji biegaczem górskim i przełajowym. Ciężko go sklasyfikować ponieważ rywalizuje na niemal każdym dystansie. Można go spotkać tak na górskich 20 minutowych sprintach jak i na długich biegach ultra. Do teamu Salomona Tom dołączył w 2008 roku początkowo jako zawodnik rajdów przygodowych. To z resztą zostało w nim do dziś ponieważ na równi z bieganiem nadal uwielbia uprawiać inne dyscypliny wytrzymałościowe, jak jazda na rowerze czy kolarstwo przełajowe zimą. Kiedy nie biega Tom jest Doradcą Środowiskowym i ekologiem.

O jego biegowej klasie świadczy też ilość aktualnie posiadanych 912 punktów ITRA, co plasuje go na 13 miejscu na liście najlepszych biegaczy górskich na świecie.

Tom Owens

Człowiek, który zawsze chce dotrzeć do mety!

Natomiast o tym jak miłym, sympatycznym i wyluzowanym jest człowiekiem, mogliśmy się przekonać już na miejscu w „Balu na Zabłociu” w Krakowie.

Dzień wcześniej miał też okazję startować w Sztafecie Górskiej w Kudowie-Zdroju, gdzie wraz z Bartkiem Przedwojewskim i Robertem Faronem, zajęli czwarte miejsce. Tom pochwalił organizację i trasę, która jego zdaniem była bardzo techniczna i urozmaicona. Była to też świetna okazja aby przyjechać i pobiec w Polsce, ponieważ biegi w naszym kraju nie są bardzo znane w Europie. Dotychczas jedyną imprezą w naszym kraju o której słyszał były Mistrzostwa Świata w Długodystansowym Biegu Górskim, które rozegrane były wraz z Maratonem Karkonoskim w 2013 roku.

Wtedy tylko o zawodach w Polsce słyszał a teraz wziął w nich udział i je ukończył. I to jest jego dewizą, że gdzie się nie pojawi i gdzie nie staje na starcie, to zawody kończy. Oczywiście nie za wszelką cenę, bo w biegach ultra na trasie może zdarzyć się wszystko, ale Tom stara się przede wszystkim dotrzeć do mety. Jak na razie w ciągu 10 lat biegania w górach tylko dwa razy nie kończył biegu. Uważa to za całkiem dobry wynik.

Spotkanie z Tom Owens - sala

W trakcie sezonu dzieli też sobie zawody na dwie kategorie. „Treningowe” gdzie może pobiec nawet z lekką „kontuzją” i świadomością, ze wynik może być słabszy. Oraz te główne-priorytetowe, na których koncentruje się przede wszystkim.

Dużo swobody, ale szybkość musi być!

Dużo uwagi poświęca też przygotowaniu szybkościowemu. W bezpośrednich okolicach Glasgow gdzie nie ma gór i technicznych szlaków ma szansę pracować cały czas nad szybkością. A szybkość wypracowana na płaskim pomaga mu także w górach. Trening szybkościowy Toma nie jest specjalnie zaawansowany. Są to jednostki 5x5km na minucie przerwy, czy 8x3km. Wykonuje je na samopoczucie, nie analizuje ich szczegółowo, a za klucz do poprawy uważa przede wszystkim systematyczność. Każdy trening powtarzany systematycznie przez kolejne miesiące i kolejne lata pozwala mu rozwijać się pod katem szybkościowym.

Swobodne podejście Toma widać też w podejściu do pomiaru dystansu czy tętna. Przez wiele lat tego nie robił i tak na prawdę nie wiedział ile kilometrów pokonywał na treningach. Robił to podobnie jak i trening szybkościowy na samopoczucie. Dopiero odkąd ma zegarek, który robi to za niego, wie ile przebiegł w tym tygodniu, a ile w miesiącu. Nie traci natomiast czasu na dogłębne analizy. Nie ma takiej potrzeby. Tutaj znów zwycięża znajomość własnego organizmu i bieganie na samopoczucie.

Nikogo nie zdziwił fakt, że trenuje sam, bez trenera.

Spotkanie z Tom Owens

A co z treningiem uzupełniającym?

Kiedy padło pytanie o trening uzupełniający Tom przyznał, że treningiem siłowym zajmuje się dopiero od 3-4 lat i traktuje go prewencyjnie. W miarę możliwości kalendarza startowego stara się ćwiczyć 2 razy w tygodniu, tak aby wzmocnić core, uda czy pośladki.

Natomiast główną dyscypliną uzupełniającą dla Toma jest jazda na rowerze we wszelkich jego odmianach. Czy to jazda górska, przełajowa, czy też jazda zimą po śniegu. Dużo rusza się też w pracy, bo jego praca związana jest z ruchem. Pracuje w organizacjach ekologicznych, dużo chodzi, dużo się przemieszcza więc na brak ruchu poza bieganiem nie może narzekać. Na tenis i inne sporty „rakietowe” już brakuje mu czasu. Praca i bieganie na wysokim poziomie wypełniają je skutecznie.

W ramach ciekawostki warto też przytoczyć, że związany jest, a raczej był z jeszcze z jedną dyscypliną sportu – piłką nożną. Zanim w wieku 22-23 lat zaczął zajmować się bieganiem grał na pozycji bramkarza.

Skupić się na tym w czym jestem najlepszy!

A co zadecydowało o jego bardzo dobrych predyspozycjach do skyrunningu? Czynników było kilka. Przede wszystkim już od małego często wyjeżdżał z rodzicami z rodzinnego Londynu do Lake District. Dużo chodził po tamtejszych wzgórzach i bardzo dobrze się w takich warunkach czuł. Potem przeprowadził się do Szkocji gdzie góry, większe i dużo bardziej techniczne ma pod ręką. Jak sam o sobie mówi ma też w sobie odrobinę szaleństwa, która sprawia, że dobrze się czuje w górach i pozwala mu „puścić” się pędem po stromym zboczu w dół.

I tak jak jest bardzo dobry w biegach górskich i skyrunningu, tak nieco „kuleje” jego życiówka w płaskim maratonie. W krótszych biegach jego życiówki są bardzo dobre i jest to 15:50 na 5 km, 33:02 na 10 km i 1:11 w półmaratonie. W maratonie natomiast jego życiówka jest słaba i wynosi ponad 2:40. Na pytanie czy chciałby ją kiedyś poprawić, odpowiada, że z jednej strony tak, chciałby. Z drugiej to efekt skupienia się na tym w czym jest najlepszy, czyli właśnie na biegach górskich. Nie da się zrobić wszystkiego i nie chce tracić sezonu na poprawianie się na dystansach, które nie sprawiają mu tyle funu co bieganie w górach, czy biegi skyrunning.

Tom Owens i Paweł Matysiak

I tego też można życzyć nam wszystkim czyli przede wszystkim skupiania się na tym co daje fun i aby to ukończenie biegu było przede wszystkim celem startu w zawodach. A wynik przyjdzie.

Dziękujemy Tomowi za odwiedziny. Ekipie Salomon za organizację. Przemkowi, Piotrowi i Kubie za prowadzenie spotkania. Oraz wszystkim, którzy stawili się w klubie „Bal na Zabłociu” na spotkaniu.

Do zobaczenia Tom!

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *