The Night Mile – tak szybko przez most jeszcze nie biegłem

Mila? Nie ma takich dystansów w biegach ulicznych jak mila! Jest piątka, dycha, półmaraton… maraton. Czasami ktoś wyrwie się z organizacją piętnastki. Ale kto biega mile?! Gdzie?!

REKLAMA

Ja taki dystans w swoim życiu biegłem raz. Dawno dawno temu w Krynicy. W eliminacjach Krynickiej Mili zrobiłem 5:59 i to byłoby na tyle.

Nigdy więcej, nawet treningowo nie biegłem mili. Bo po co? Ale kiedy za organizację bierze się adidas, kiedy w twoim miejscu pracy wydawane są pakiety i kiedy bieg rozgrywany jest tak blisko, że powiedzenie „pod nosem” to za daleko, to nie ma ze nie. Pobiegnę!

Będzie fajnie!

Adidas jak zawsze zrobił wszystko z rozmachem. Dla własnej imprezy zamknął jeden z warszawskich mostów. Postawił kilka scen (jedną dla dekoracji, drugą dla dj’a na półmetku). Zadbał o oprawę świetlną i dymną. Ta ostatnia trochę mnie wkurzyła, kiedy wiatr spowodował, że wbiegało się w chmurę żółtego dymu… Wreszcie adidas wynajął lokal i po imprezie zapewnił wszystkim solidne afterparty. Z dj’em i darmowym alkoholem włącznie.

Adidas Night Mile

Były nawet strefy startowe. Zaznaczyłem tą poniżej 6 minut co sprawiło, że na linii startu stałem w szeroko pojętym czubie.

– Siema!

Obok znalazł się kolega, który wiem, że jest ode mnie grubo szybszy. 

Jeszcze szybsi koledzy i koleżanki stali krok czy dwa kroki przede mną. Oni są w stanie pobiec piątkę a nawet dziesiątkę moim tempem mili. Co ja tu robię ? 

Bomba poszła w górę i całe te pieruńsko szybkie towarzystwo wyrwało przed siebie. Jedyny plan jaki był to zrobić to jak najszybciej. Na pierwszych kilkuset metach najpierw ostry zakręt w prawo, potem w lewo. W ten drugi zakręt musiałem wejść tak szerokim łukiem, że jeszcze trochę i wbiegłbym na przystanek autobusowy. W dodatku jest jeszcze pod górę, ale niezmęczony organizm daje radę i jak później pokazały mi dane z zegarka pierwsze 500 metrów ogarnąłem w tempie 3’28.

Do polowy mostu było lekko pod górę więc potem było w dół. Stawka się ułożyła, ale lekko w dol nie pomagało. Zaczęła się walka o oddech. Walka o to by zrobić to jak najszybciej.

Nawrotka na półmetku była ciasna. Tam był też dj i strefa dopingu ale zapamiętałem tylko dużą ilość świateł. Zapamiętałem też, że nawrót był na tyle ciasny, że musiałem zwolnic niemal do zera, ale za nią zapaliła się w głowie lampka, ze teraz już tylko prosto. Pchaj do mety!! Powtarzałem sobie.

Nie ogarniając zbytnio co się dzieje wokół pchałem. Rzucałem w myślach przekleństwami, że ten cholerny most musi się do polowy wznosić. Ale trzymałem tempo. Za polowa mostu zmiałem zdanie. Dziękowałem, że most się wznosił, bo teraz opada. Widzę metę, wiec jeszcze dokręcam sobie śrubę. Więcej nie mogę, ale meta zbliża się szybko. Kolega stojący przy niej powie potem, ze wyglądałem jakbym chciał powiedzieć.

– Nigdy więcej!

Mylił się. W tamtej chwili powiedziałbym mu dużo więcej i w dużo mniej wybrednych słowach. 

Na metę wbiegłem po 5 minutach i 50 sekundach od startu. Wisząc na barierce i łapiąc oddech wiedziałem, że dałem z siebie wszystko co moglem. Nie pękłem na drugiej połowie dystansu i jakby nie patrzeć… Zrobiłem to 9 sekund szybciej niż kiedyś w Krynicy. 

Mogę być i jestem zadowolony. 

Teraz czas na afterparty o co adidas także z odpowiednim rozmachem zadbał, a jutro rano trzeba wstać…

Na CityTrail…

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *