Ścieżka z niespodzianką

Za co lubię las? Za to, że można pobiec praktycznie wszędzie. Za to, że można biegać głównymi traktami. Za to, że jak główne trakty się nudzą można pobiec tymi mniejszymi. Za to, że nawet jak obiegniemy już te mniejsze ścieżki, to zawsze znajdzie się jakaś ścieżynka, w którą jeszcze nie skręciliśmy. I wtedy może się okazać, że w tej małej ścieżce czai się coś naprawdę ciekawego.

REKLAMA

Tym „czymś naprawdę ciekawym” może być wszystko: zapomniana leśna łąka, kolejne rozlewisko czy urokliwa brzozowa aleja. Ścieżki potrafią być naprawdę nieprzewidywalne i potrafią w dobrze mi znanym terenie, odkryć interesujące miejsca, które na co dzień mijam o włos. Biegam 100 czy 200 metrów dalej a gdzieś między drzewami jest naprawdę ładny kawałek lasu.

Lubię takie miejsca odkrywać. Chęć odkrywania jest jedną z tych rzeczy, które mnie do biegania motywują i które sprawiają, że można co jakiś czas odpocząć od klasycznych treningów. Odkrywając kolejne leśne zakamarki tworzę sobie w głowie mapę. Im więcej biegam, tym lepiej znam las.

W ostatnią niedzielę miałem chęć właśnie tak poeksperymentować i coś odkryć. Biegłem bez pomysłu gdzie dokładnie chcę biec. Nie da się odkryć miejsca, które już się zna. Biegnąc, zobaczyłem w dobrze sobie znanym obszarze lasu, boczną ścieżkę biegnącą równolegle do obwodnicy. To jedna z niewielu już ścieżek, których nie znam i którymi nie biegałem. Na jej końcu powinny znajdować się mokradła. Powinny… bo jak dotąd nie miałem okazji by to sprawdzić.

Skręciłem. Po lewej ręce młodnik, po prawej nieco starszy las. Ścieżka pod stopami szeroka, równa i niezarośnięta. Aż dziwne, że powinna być ślepa.

Kilkaset metrów dalej trafiam na rozwidlenie. Dwie ścieżki to zawsze dwa razy większa szansa na to, że uda się „gdzieś” dobiec. Jako pierwszą wybieram prawą. Dwieście metrów dalej zatrzymuję się jednak na skraju zarośli. Ścieżka się urywa. Dalej nie pobiegnę. Wracam i skręcam w drugą odnogę.

Rów z wodą w lesie

Na drugiej ścieżce jest zdecydowanie lepiej i mimo że prowadzi zasadniczo wzdłuż obwodnicy to powoli się do niej zbliżam. Wcześniej na lewo widziałem tylko ścianę lasu. Teraz pomiędzy drzewami zaczynam widzieć nasyp. Pod nogami nadal mam równą leśną nawierzchnię i zaczynam się zastanawiać gdzie ta ścieżka prowadzi? Powinienem dobiec do czarnej drogi, ale czy dobiegnę? A jeśli tak, to w którym miejscu na nią wybiegnę?

Dobiegam w końcu do skrzyżowania ścieżek. Dziwne jest to, że poprzeczna ścieżka jest równie komfortowa, co ta po której biegnę. Niby znam las, a tu takie niespodzianki!

W stronę obwodnicy sprawa jest jasna. Dobiegnę prościutko do nasypu. W głąb lasu – nie mam pojęcia, więc biegnę, bo to najlepszy sposób by sprawdzić gdzie ścieżka prowadzi. Nie trwa to długo. Scenariusz sprzed kilku minut się powtarza. Sto, dwieście metrów biegu w coraz większych krzakach i trawie. Zatrzymuję się dopiero na pasie mokradeł z wykopanym w poprzek rowem z wodą. Zatrzymuję się na chwilę na jego skraju. Oceniam sytuację, że rów bym bez problemu przeskoczył. Dalej jest jakaś ledwo widoczna zarośnięta ścieżka, ale nie wygląda ona optymistycznie. Wracam!

Znowu jestem na skrzyżowaniu. Została już tylko najlogiczniejsza i najprostsza ścieżka – na wprost. Mogłem pobiec nią od razu, ale wtedy bym nie wiedział gdzie prowadzą te boczne odnogi.

Ścieżka prowadzi prosto. Zwęża się coraz bardziej, ale nie muszę przedzierać się przez krzaki. Jedyne co, to trawa staje się coraz wyższa. Lekko meandrując wybiegam na prześwit. Skręcam ostro w prawo, bo tak ścieżka prowadzi. Na łuku pojawia się oset! Spostrzegam go w ostatniej chwili i aby nie pokaleczyć nóg – przeskakuję nam nim długimi susami. Rozpędzony pędzę dalej aż… muszę ostro zahamować!

O żesz… Znowu ten rów z wodą! Tym razem szerszy i głębszy, lecz nie ulega wątpliwości, że ten sam co wcześniej.

Rów z wodą w lesie

Wybór mam dwojaki. Wrócić się do samego początku lub przeskoczyć przez rów i pobiec dalej. Tak się składa, że stojąc nad rowem widzę już koniec ścieżki i wylot na czarną drogą. Widok końca działa motywująco i wręcz pcha do przodu. Jeszcze sekunda zastanowienia. Sekunda na wypatrzenie miejsca gdzie rów jest niższy i węższy. A potem: Do przodu! Podbiegam, wybijam się i…

Przeskakuję! Minutę później jestem znowu na swojej dobrze znanej czarnej drodze.

Znowu jestem ?u siebie?.

REKLAMA

5 myśli na temat “Ścieżka z niespodzianką

  • 29.06.2012 o 18:32
    Permalink

    Też mam swój las. Jeszcze nie poznałem go dokładnie, bo biegam w nim od niedawna. Ale dziś zboczę ze znanych ścieżek i zapuszczę się gdzieś dalej. Zawsze wtedy myślę, żeby nie spotkać … dzika.

    Swoją drogą, bardzo ciekawy blog.

    Odpowiedz
  • 29.06.2012 o 21:04
    Permalink

    ostatnio biegając kilometrowe kółka w lesie natrafiłem na igraszki pewnej pary która wcale się biegającym obok nie przejmowała 🙂

    Odpowiedz
  • 30.06.2012 o 11:47
    Permalink

    Wbrew pozorom potrzeba duuuuużo czasu, że w 100% poznać jakieś miejsce, które uważamy za nasze 🙂
    A takie niespodzianki bardzo urozmaicają i uprzyjemniają trening:)

    Odpowiedz
    • 01.07.2012 o 13:00
      Permalink

      Im dłużej biegam, tym takie niespodzianki zdarzają mi się rzadziej, ale bardzo dobrze że się zdarzają. Nie dość że ciekawiej, to jeszcze cały czas jest nadzieja na kolejne 🙂

      Odpowiedz
  • 30.06.2012 o 21:09
    Permalink

    Ja też tak lubię biegać- poznając nowe miejsca, więc Cię doskonale rozumiem. I też dziś zagrodziło mi drogę małe bagienko w lesie 🙂 pozdrowienia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *