Problem zasmarkanego buffa

Pewnego mroźnego dnia, których ostatnio nie brakuje, wyszedłem biegać. Ot, kolejne zimowe wybieganie. Słońce świeciło, śnieg spod stóp raził po oczach, a temperatura była gdzieś głęboko w d… dolnych stanach minusowych. W każdym razie grubo poniżej -10?C. Piękna, choć mroźna zima.

REKLAMA

Aby się nie przeziębić założyłem dodatkowego buffa – na twarz. Potem pobiegłem przed siebie.

Niezdecydowany

Pierwsza tercja rozbiegania w buffie na twarzy. Czułem ciepło swojego oddechu, ogrzewające okolicę ust i nosa. Nie przejmowałem się, że zaciągnę na raz zbyt wiele mroźnego powietrza, gdyż zanim docierało do mojego gardła, ogrzewało się nieco. Nie czułem mrozu we wdychanym powietrzu. Za to już po kilku minutach zacząłem czuć gluty, które pięknie zaczynały ściekać z mojego nosa. Pod buffem nie miałem się ani jak wysmarkać, ani nawet obetrzeć rękawiczką.

W końcu zsunąłem buffa z twarzy. Poczułem mroźne, zimowe powietrze w płucach. Po kilku wdechach oswoiłem się z nim. Mogłem też pozbyć się nieco balastu z mojego nosa. A balast zbierał się dosyć szybko. Co jakiś czas musiałem smarknąć. Dobrze, że byłem w lesie to nikogo takim smarkaniem nie uraziłem. Jednak i taki wariant nie był dobry. Nos mi marzł do tego stopnia, że przestałem czuć zbierające się smarki. Czułem je dopiero, gdy wpadały mi do ust, tudzież na nie skapywały.

Znowu naciągnąłem buffa. Mój zamarznięty nos podziękował mi zacnie i w cieple mojego oddechu zaczął odtajać. Odtajały też gluty, które zaczęły się sączyć pod buffem. Tym razem było ich dużo więcej. Nie chciało mi się ich, co chwilę wycierać lub smarkać. Zbierały się z taką szybkością, że jedyne, co mogłem zrobić, to wmówić sobie, że mi to kompletnie nie przeszkadza. I tak już było do samego domu. Biegłem tak z coraz większą kolekcją zamarzających smarków pod nosem. Dopiero pod domem, między blokami, gdy już czas na zegarku się zatrzymał, ściągnąłem buffa i się wysmarkałem. A wysmarkałem tyle, że chyba więcej się nie dało.

Buff na mrozie

Odkryta twarz

Następnego dnia, wybiegłem z domu bez buffa. Lodowate powietrze najpierw dawało orzeźwienie. Miało się wspaniałe wrażenie oddychania cudownie czystym powietrzem. Potem powietrze zaczęło mrozić. Niemalże namacalnie można było wyczuć zimne powietrze w ciepłych płucach. A potem… Potem było mi już wszystko jedno.

Bieganie bez buffa, to niemalże bieganie bez smarków. Zbierały się w takim samym tempie jak gdyby temperatura była nawet i z dwadzieścia stopnie wyższa. Nie czułem różnicy w porównaniu do pory jesiennej. Wysmarkałem się na trasie kilka razy, tu i ówdzie, i to wszystko.

Było tylko jedno „ale”. Bieganie z odsłoniętą twarzą strasznie ją wychładza. Nie chodzi tu tylko o lodowate powietrze wciągane do ust, ale o całe przejmujące zimno. Marzną policzki, usta, nos. Szczególnie nos szybko przemarza. Po kilkudziesięciu minutach praktycznie go się nie czuje. Z ustami i policzkami jest podobnie. Biegać z odkrytą twarzą da się, ale niezbyt długo.

Jednak buff

Kolejnego dnia znów założyłem buff. Tym razem miałem w nim biec cały trening. Tym razem mroźne powietrze dosyć skutecznie zostało odgrodzone od moich ust. Do moich płuc docierało już nieco ogrzane. Ryzyko wychłodzenia gardła lub też głębszych dróg oddechowych zostało ograniczone.

Lecz przez materiał oddychało się ciężej niż gołymi ustami. Materiał jednak trochę przeszkadza. Ogranicza przepustowość oddechową i nie można zaczerpnąć tyle powietrza , ile by się chciało. Problem ten z początku nie jest bardzo zauważalny. Istotny staje się po kilkudziesięciu minutach biegu. Wtedy materiał, na którym osiada wilgoć z naszego oddechu, zaczyna zamarzać. A nie trzeba mówić, że im bardziej zamarznięty materiał, tym oddychanie staje się trudniejsze.

Biegając w buffie trzeba się też nastawić na to, że nie da się wiele zrobić z glutami. Nie da się ich wycierać czy wysmarkiwać co chwila. Można, szczególnie podczas dłuższych treningów, kilka razy zsunąć buffa i smarknąć sowicie w pobocze. Zrobi się lżej na najbliższe kilkanaście minut. Jednak na dłuższą metę takie zsuwanie i naciąganie buffa nie jest wygodne. Ja w każdym razie wolę być zasmarkany pod dobrze założonym buffem.

Wnioski

Zdecydowanie lepsze i przyjemniejsze jest bieganie z odkrytą twarzą. Nie ma problemu ze smarkaniem, bo nie ma czym smarkać. Nie ma problemu z oddychaniem, bo nic owego oddychania nie ogranicza. Nie ma problemu z czymkolwiek. Przynajmniej, dopóki nie pojawi się siarczysty mróz.

Bo istnieje też coś takiego jak rozsądek. A on podpowiada, że przy -15, czy też niżej, bieganie z odsłonięta twarzą, to proszenie się o kłopoty. Samo bieganie w takich warunkach jest ryzykowne, a co jeszcze na pełnym lodowatym wdechu. Lepiej założyć buffa i korzystać z jego dobrodziejstw niż udawać twardziela. Można mieć końskie zdrowie, lecz nie ma co nim aż tak szafować. Trudy w oddychaniu można zwalczyć, wystarczy zwolnić tempo. Trudy zapchanego nosa, można znieść, wystarczy się do tego przyzwyczaić. Ale gdy się rozchorujemy, to będziemy też walczyć z trudami choroby. A przecież nie musimy z nią walczyć. Nie musimy chorować.

Nie musimy też biegać. W taki mróz możemy równie dobrze zostać w domu. W takich warunkach każdy będzie usprawiedliwiony.

Tylko jak tu zostać w domu, kiedy aż ciągnie na dwór…

REKLAMA

5 myśli na temat “Problem zasmarkanego buffa

  • 03.02.2012 o 22:38
    Permalink

    Mam identyczny problem jak większość z nas z glutami 😉 Również nie zakupiłem jeszcze buffa ale zastanawiam się nad tym od kilku dni na razie biegałem w kominiarce narciarskiej ale chyba po przeczytaniu tego zdecyduje się na zakup buffa.
    ps. fajna fotka też tak ostatnio wyglądałem 🙂

    Odpowiedz
    • 03.02.2012 o 23:11
      Permalink

      Buff to zasadniczo dobra rzecz. Przydaje się na każdą porę roku. Nie tylko na mróz. Niedługo postaram się coś o samych buffach napisać;) Ale kiedy to się stanie? Tego jeszcze nawet najstarsi górale nie wiedzą?

      Odpowiedz
  • 03.02.2012 o 21:59
    Permalink

    Obrazowo i naturalistycznie ale po prostu.. prawdziwie! Zgadzam się zupełnie co do glutowego problemu. Ja niestety jako młody amator biegania nie zdążyłem zaopatrzyć się w komin (jakoś wolę to polskie określenie niż buff). Zawsze zapominam kupić 🙁 no i przy temperaturach poniżej -15 było rześko 🙂
    Potestuję jeszcze bieganie z kominem, na razie wydaje mi się że będzie lepiej..

    Odpowiedz
  • 06.02.2012 o 22:33
    Permalink

    widziałeś Kowalczyk z tejpami na policzkach? Ona chyba nie dla ciepła, tylko na nerwy twarzowe ma je ponaklejane, ale może by tak na nos nalepić… A co do oddechu, to kiedyś usłyszałam od fizjoterapeuty, że warto przy temperaturze poniżej zera oddychać przez zęby. (Przyznaję, że nie spytałam, czy próbował) Że to zawsze trochę ogrzewa wlatujące powietrze. Na skutki przemrożenia natomiast polecam (już z własnego doświadczenia) tantum verde w sprayu, jakby się komuś przydarzyło.

    Odpowiedz
    • 07.02.2012 o 20:37
      Permalink

      Też się zastanawiałem nad jej tejpami. Skoro one chronią nerwy to jednocześnie też ogrzewają (a przynajmniej nie doprowadzają do wychłodzenia). Chciałbym kiedyś tego spróbować…

      A co do przemrożenia to chętnie się i z tantum verde zapoznam. Szkoda tylko że nie miałem tego przed niedzielą. A w niedzielę by się przydało, oj przydało… http://www.pawelbiega.pl/mrozne-wybieganie-i-zamarzniete-powieki/

      PS: Przez zęby to co najmniej ciężko się chyba oddycha. Chyba że ktoś połowy szczęki nie ma 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *