Pomysł na wybieganie: Radziwiłłów

Pomysłów na trasy wybiegań jest sporo. Można się kręcić w kółko po jakiejś pętli. Można biec jedną wielką pętlę. A można też pobiec gdzieś i wrócić. Najlepiej jeszcze jak celem jest jakiś większy obiekt ? kościół, pałacyk, czy jakaś większa miejscowość. Ja mam kilka takich miejsc, do których biegam na wybieganiach. Dziś w ten sposób odwiedziłem Radziwiłłów.

REKLAMA

Zaczęło się jak zwykle. Do lasu dobiegam tradycyjnie ul. Struga. To mój najbardziej naturalny dobieg do lasu. Prosta, gładka równa ulica, na której czasami w ramach rozgrzewki robię jakieś skipy czy przekładanki bokiem. Nie dziś. W planie jest trasa do Radziwiłłowa. Ponad 2 godziny w obie strony. Zdążę się rozgrzać aż za dobrze. Tym bardziej, że mimo godziny ósmej słońce świeci jak w południe. Chmur brak. Zapowiada się upalny dzień.

Przez las biegnę tą samą drogą, co zawsze. Tak jak trasa do Radziwiłłowa zaczyna się cała masa moich „etatowych tras”. Po dwóch kilometrach przebiegam pod obwodnicą Żyrardowa. Przed jej budową w tym miejscu było jedno wielkie bajoro. Teraz jest obwodnica i mała asfaltowa droga u podnóża nasypu. Wszystko, jak widać, bardzo ładnie podmyte wodą.

Obwodnica Żyrardowa

Za obwodnicą zaczyna się teoretycznie najnudniejsza część trasy. Dukt prowadzi prosto, prościutko przez las. Droga ta nazywana była kiedyś Rudzką Drogą, bo łączyła dwie wsie o nazwie Ruda. Jedna z nich – Ruda Guzowska stała się Żyrardowem.

Ja tą drogę nazywam po prostu czarną drogą. Tak, wiem, mało wyszukanie.

W każdym razie czarna droga potrafi być kapryśna. Wszystko zależy od opadów deszczu i tego jak dużo kałuż zalega na drodze. I jak są duże…

Czarna droga

Po 6 kilometrach las się kończy. Wbiegam do wsi Łubno i od teraz większość trasy będzie już asfaltowa. Biegnę prosto. Po lewej za łąkami widzę linię kolejową. To właśnie jej będę się trzymał przez cały czas.

Po Łubnie wbiegam do Jesionki. W boczne drogi tylko zerkam. Wszystkie gdzieś prowadzą i większość już obiegłem, ale tym razem trzymam się kierunku na wprost lub jak to mówią na kursie prawa jazy „z pierwszeństwem”. Po ośmiu kilometrach punkt charakterystyczny, czyli kościół w Jesionce. Jak zwykle trwa msza. Ale skoro zawsze biegam koło niego w niedzielne przedpołudnie to musi być msza.

Kościół w Jesionce

Niecały kilometr dalej – biała kapliczka. W tym miejscu mogę podjąć decyzję. W prawo będę miał nieco dłuższą, ale asfaltową drogę. Prosto – będę miał znacznie krótszą drogę ziemną. Kiedy biegłem do Radziwiłłowa pierwszy raz pobiegłem prosto, bo chciałem trzymać się jak najbliżej linii kolejowej. Tak się przyjęło i tak biegam zawsze. Kilkadziesiąt metrów za kapliczką jest sklep spożywczy – ważny punkt bo kiedyś mnie uratował. Tuż za nim w lewo odchodzi niebieski szlak do Puszczy Mariańskiej.

Biała kapliczka w Jesionce

Tak więc pobiegłem prosto ziemną drogą. Lubię ten odcinek. Bez domów, wśród zieleni, blisko torów. Szkoda ze ta dróżka jest taka krótka. Kończy się kilkaset metrów dalej, w miejscu gdzie orientacyjnie wypada dziesiąty kilometr. Tak jak zaczęła się przy białej, tak droga kończy się przy czerwonej kapliczce.

Droga przy torach

Następnie kawałek asfaltem do przejazdu kolejowego. Przed przejazdem wzdłuż torów ziemną drogą między torami a lasem. Potem w prawo (bo inaczej się nie da) wzdłuż lasu i drugą drogą w lewo w stronę Radziwiłłowa. Trochę to skomplikowane ale tak biegłem pierwszy raz i tak biegałem wszystkie kolejne.

Końcówka już cały czas prosto. Zbliżam się do cywilizacji. Coraz więcej zabudowań przy drodze. Droga, z ziemno-piaszczystej też się cywilizuje w asfalt. Nie wiadomo, kiedy a biegnę już wąską i meandrującą ulicą Kolejową.

Ulica Kolejowa

Tak właśnie docieram do dworca w Radziwiłłowie. Dworca dawnej kolei warszawsko-wiedeńskiej. Budynek wzniesiony został w latach 1919-1923 w stylu sarmackiego dworu. Jest świeżo odnowiony, więc wygląda jak za czasów swojej świetności.

Dworzec w Radziwiłłowie

Dworzec w Radziwiłłowie

W rejonie dworca robię krótką przerwę. Na zegarku wciskam pauzę. Piję wodę, wciągam żelka. W razie potrzeby przy dworcu jest sklep spożywczy. Tym razem nie wchodzę. Na koniec cykam obowiązkową fotkę pod napisem i mogę wracać.

Na dworcu w Radziwiłłowie

Jako. że nie lubię odbijać się od słupa na końcu takich tras, staram się znaleźć jakąś małą pętlę. W Radziwiłłowie też takowa istnieje. Polega po prostu na obiegnięciu dworca.

Lecz tym razem chciałem znaleźć drogę do następnego przejazdu, a raczej przejścia przez tory. Wiedziałem, że w tym celu z Radziwiłłowa muszę wybiec drogą na Puszczę Mariańską. Wybiegłem. Ominąłem pierwszą drogę w lewo (błąd) i pobiegłem prosto. Skręciłem w kolejną drogę, która zdecydowanie nie była tą właściwą, a wyprowadziła mnie w jakąś niezamieszkaną łąkę. Tego nie było w planie i wiedziałem, że nie wiem gdzie biegnę. Z pomocą przyszedł mi spotkany miejscowy.

– Dobry! Na Franciszków to którędy? – pytam uprzejmie.
– Tu jest Franciszków! – i macha na lewą stronę drogi.
– Eee… Ale do szkoły we Franciszkowie to którędy? – to miało być pytanie pomocnicze.
– A tu jest Puszcza Mariańska! – i macha na prawą stronę drogi.
– …?!
– Do szkoły to albo prosto przez las, ale nie wiem, jaka tam jest teraz droga. Albo do tej kapliczki i w prawo do przejazdu.
– Aha! Dziękuję! – nie chcąc się zgubić bardziej niż to potrzebne pobiegłem do kapliczki.

Natomiast znaczenie tego machania odkryłem już w domu. Okazało się, że biegłem drogą, która była granicą nie tylko pomiędzy dwoma wsiami, ale też granicą pomiędzy dwoma gminami. I to właśnie, dlatego na lewo był Franciszków a na prawo Puszcza…

Na szczęście kapliczka wyprowadziła mnie na przejazd. Nie na ten co chciałem i nie od tej strony co chciałem ale już wiem gdzie jestem. Narobiłem tylko trochę nadprogramowych kilometrów.

Przejazd w Radziwiłłowie

Od przejazdu już jest prosto, bo biegnę po własnych śladach. Czyli asfaltem do czerwonej kapliczki. Przed kapliczką w prawo w ziemną drogę (ważne miejsce bo łatwo się tu pomylić) i potem cały czas prosto lub „z pierwszeństwem”.

Powrotna cześć trasy była trudna. Słońce zaczęło tak grzać, że bieg męczył dużo bardziej niż powinien. Wracając przez Jesionkę zwolniłem strasznie. Z początkowych 5:10-5:15 min/km odcinek powrotny z trudem ciągnąłem po 5:30. Miałem wrażenie, że gdyby ktoś szedł drogą to by mnie wyprzedził.

Na szczęście na koniec był las. Tam było milej i chłodniej. Błoto mi nie przeszkadzało aż tak bardzo, kiedy było czym oddychać.

Żyrardów - Radziwillow - trasa

Dzisiaj cała ta trasa wyniosła 27 kilometrów. Przebiegłem ją w czasie 2:24:25 – bodajże najdłuższym w historii. Ale nadrobiłem trochę dystansu szukając drogi do przejazdu i było dosyć ciepło. W drodze powrotnej nawet gorąco.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *