Polska Biega 2012: Sielpia

Czasami 42 kilometry to za mało. Czasami pomimo przebiegnięcia maratonu pojawia się chęć uczestniczenia w kolejnym biegu. Tak, uczestniczenia, bo ten bieg nie jest dla chwały najszybszych, lecz dla chwały wszystkich tych, którzy stają na starcie i którzy dobiegają do mety. Ten bieg to Polska Biega i właśnie w nim miałem przyjemność uczestniczyć 1,5 godziny po ukończeniu Cross Maratonu w Sielpi.

REKLAMA
Bieg ten był ostatnią propozycją sportową przygotowaną na ten dzień. Pierwszą był Cross Maraton, drugą marszobieg na dystansie półmaratonu i trzecią, bieg masowy w ramach akcji Polska Biega.

W maratonie biegali dorośli, w marszobiegu brali udział wszyscy, od dorosłych przez młodzież i dzieci, natmiast Polska Biega tego dnia był domeną najmłodszych. Większości osób, które tego dnia mierzyły się z maratonem lub półmaratonem nie chciało się choćby przetruchtać tych dwóch kilometrów.

Mi też się nie chciało, lecz siedząc na ławce, w trakcie rozmowy w innym biegaczem, którego imienia niestety nie poznałem, rzuciłem, że – może i ja bym się przebiegł?!. Biegacz mnie do tego gorąco zachęcał, a wręcz podjudzał, że nie uwierzy póki mnie nie zobaczy i że będzie mi kibicował choćbym i był ostatni. Nie wierzył też, że pobiegnę tak jak stoję, czyli w bojówkach i trepach. Moje nadwątlone już tego dnia siły lekko się zregenerowały, więc postanowiłem pobiec. Mogę być nawet ostatni, ale pobiegnę.

Zapisałem się w ostatniej chwili i nie miałem oczywiście zamiaru się przebierać. Ma być rekreacyjnie to będzie rekreacyjnie. Dzieciaki ruszyły mocno, a ja spokojnie sobie szurałem w ostatniej grupie. Cały ogon to byli maratończycy, którzy niedawno, co wbiegli na jedną metę a znów byli na starcie. Wszyscy jednakowo zmęczeni, lecz powoli przebierający nogami i uśmiechający się dookoła.

Truchtałem tak noga za nogą. W pewnym momencie przestało mi się chcieć truchtać i zacząłem maszerować. Wszyscy pobiegli, a ja spacerowałem po świętokrzyskich lasach. To jest bieg rekreacyjny, gdzie liczy się sam udział i chęć do ruchu na świeżym powietrzu, więc nie muszę się z nikim ścigać. Odwracam się. Za mną jeszcze idzie grupka dziewcząt. W końcu zaczynają biec. Mijają mnie i biegną dalej. Za sobą widzę chłopaka. Biegnie i dziarsko zmniejsza dystans dzielący go ode mnie. Na kilkaset metrów przed metą dobiega do mnie. Za nim już nikogo nie ma.

Idziemy chwilę we trójkę – ja i dwóch 9-cio czy 10-letnich chłopaków. Przed zakrętem w ostatnią prostą zaczynam truchtać. Oni też się zrywają do biegu. Nie chcą być ode mnie gorsi. Jeden wybiega daleko do przodu i wpada na metę długo przed nami.

Ja szuram z drugim chłopcem. Na 100 czy 50 metrów do mety staje. Ja też się zatrzymuję. Mówię, że nie będę biegł sam i że biegniemy razem. Że jak nie może szybko, to biegniemy wolno. Podziałało! Zaczął biec, a pół kroku za nim i ja. Wbiegliśmy na metę. Biegacz, z którym siedziałem na ławce dotrzymał słowa i kibicował mi na mecie. Dzięki!

Polska Biega - dyplom

Byłem ostatni, lecz czułem się jak wygrany. Wygrany tego, że chciało mi się ruszyć jeszcze na chwilę z ławki, na której siedziałem po maratonie. Wygrany, bo byłem motywacją dla tych młodych chłopaków, których nawet samą swoją obecnością zachęcałem do biegu. Wygrany, bo byłem pierwszy… od końca.

I teraz można powiedzieć, że Paweł Biega w Polska Biega!

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *