Podsumowanie 2011 – rok maratonów

Minął kolejny rok mojego biegania. Rok na pewno przełomowy. Wprowadzenie planu treningowego, regularne, ciężkie treningi i coraz więcej startów pozwoliły mi podnieść swoją biegową formę na niespotykany wcześniej poziom. Byłem lepszy, szybszy, biłem rekordy. Swoją maratońską życiówkę wyśrubowałem do 3:28:29.

REKLAMA

A zatem, zapraszam do kolejnego rocznego podsumowania. Rzędy i kolumny cyferek obrazujące jak wyglądało moje bieganie w 2011 roku. Tu nic nie da się oszukać – 250 km to 250 km, a 5:00 min/km to nie 6:00 min/km.

Zawody

Zacznijmy od tego, co liczy się najbardziej, czyli od wyników na zawodach. Przecież nawet czasami słyszy się, że nie jest ważne jak jesteś szybki na treningu, ważne jak jesteś szybki na zawodach. I jakaś racja w tym jest.

Maratony

lp. zawody czas netto* tempo*
1 12. Poznań Maraton 3:28:29 4:56
2 33. Maraton Warszawski 3:33:17 5:03
3 VI Cross Maraton 3:48:16 5:25
4 X Cracovia Maraton 3:52:42 5:31
5 Łódź Maraton 3:59:32 5:41
6 29. Wrocław Maraton 5:35:52 7:58

Półmaratony

lp. zawody czas netto* tempo*
1 XXVIII Półmaraton, Sochaczew 1:44:20 4:57

10km

lp. zawody czas netto* tempo*
1 Ekobieg Niepodległośći 46:21 4:38

Rozkład zawodów bardzo „racjonalny” – 6 maratonów na 8 startów łącznie. Ale jak widać, to właśnie w maratonie mam zdecydowanie najwyżej podniesioną poprzeczkę. W tym roku swój rekord w maratonie biłem 4 razy, kolejno w: Krakowie, Sielpi, Warszawie i wreszcie w Poznaniu. Wyniki z krótszych dystansów są do poprawienia „z maszu” tym bardziej, że podczas drugiej połowy maratonu w Poznaniu biegłem szybciej niż podczas półmaratonu w Sochaczewie. Dyszka też była biegana „z biegu” – w bojówkach, w trakcie roztrenowania i w pożyczonych butach.

Jeszcze można powiedzieć słowo o psującym pierwszą tabelę wrocławskim maratonie. To był jedyny maraton, który mi „nie wyszedł”, a raczej wyszedł mi aż za dobrze. Przeszedłem, co najmniej 10 kilometrów. Antybiotyki i upał to mordercza mieszanka. Cieszę się, że mogę wpisać sobie jakikolwiek czas z Wrocławia.

Trening

Mając już pojęcie o wynikach przyjrzyjmy się, jak wyglądały moje treningi. Łącznie w 2011 roku przebiegłem 3 474,50 km w czasie 316 godzin 41 minut i 36 sekund, co daje średnie roczne tempo 5:28 min/km. Progres ilościowy i jakościowy z porównaniu z poprzednim rokiem jest znaczny.

Objętość treningowa kolejnych miesięcy

miesiąc treningów dystans* czas* tempo*
Styczeń 20 271,64 25:04:18 5:46
Luty 17 217,56 20:26:30 5:38
Marzec 18 226,35 20:38:59 5:28
Kwiecień 23 299,63 27:03:56 5:25
Maj 21 319,72 28:32:56 5:21
Czerwiec 21 298,17 27:04:24 5:27
Lipiec 27 394,39 35:38:40 5:25
Sierpień 28 388,11 34:24:20 5:19
Wrzesień 24 348,97 32:20:27 5:34
Październik 15 225,36 19:39:19 5:14
Listopad 19 234,07 21:31:41 5:31
Grudzień 17 250,55 23:16:06 5:34
Razem 2011 250 3474,50 316:41:36 5:28

Równy rok. Miesięczny kilometraż nigdy nie spadł poniżej 200 km. Po mocnym styczniu dwa kolejne miesiące słabsze. Luty słabszy z powodu tygodniowej przerwy spowodowanej przeziębieniem i drobną kontuzją. W marcu również nie udało się obejść bez problemów. Kolejna tygodniowa przerwa tym razem spowodowana chorobą. Trening zaczął się układać dopiero od kwietnia. Od kwietnia zacząłem też starty w wiosennych maratonach. Ostatni z nich biegłem w czerwcu i w tym miesiącu zrobiłem krótką 5-dniową przerwę regeneracyjną po morderczym łódzkim maratonie.

Po przerwie trening nastawiony na jesienne maratony. Obyło się bez przerw. Lipiec był najlepszym miesiącem pod względem objętości treningu. Tego miesiąca przebiegłem nie tylko największą ilość kilometrów (394,39 km), ale też spędziłem na bieganiu najwięcej czasu (35:38:40). Kolejne miesiące nie były gorsze. W sierpniu i wrześniu również łączny kilometraż nie schodził poniżej 300 km. Był to okres nie tylko najcięższego treningu, ale też pierwszy trening według planu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już we wrześniu zbliżyłem się do magicznej granicy 3:30, by ostatecznie w październiku ją złamać.

Październik, z racji właśnie rekordowego poznańskiego maratonu, został najszybszym tegorocznym miesiącem (5:14 min/km). Październik był też miesiącem, kiedy rozpocząłem okres roztrenowania. Tydzień całkowitego odpoczynku od biegania i kolejne trzy poświęcone na bieganie rekreacyjne. Od listopada powolny powrót do treningu. Grudzień miał być czasem, kiedy to przebiegnę znaczną ilość kilometrów, lecz przez kontuzję kolana straciłem półtora tygodnia. I trochę kilometrów.

* dystans podany w kilometrach, czas w formacie godzin:minut:sekund, tempo w minutach na jeden kilometr

REKLAMA

Skomentowali

  • Marcin
    05.01.2012 at 21:12
    Permalink

    Ilość kilometrów robi wrażenie. A ktoś tu kiedyś pisał na tym blogu o „nabijaniu kilometrów” 😉
    Naprawdę wielkie gratulacje, ciezka praca, ilość treningów i poprawa wyników robi duże wrażenie. Brawo 🙂 Wydaje mi się, że ustawiles sobie poprzeczkę wysoko.

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      05.01.2012 at 21:22
      Permalink

      No bo ja nie nabijam 😉 Ja tylko realizowałem swój plan i kolejne cele 🙂 A że wszystko się udało zrealizować to i kilometrów sporo, i poprzeczka wysoko. Poprawić 3:28 nie będzie lekko…

      Odpowiedz
  • Michał K
    05.01.2012 at 22:22
    Permalink

    Jak zwykle , super artykuł 🙂
    i cieszę się dodatkowo ,że miałem okazję święcić twoj Poznański triumf osobiście 🙂
    JD też się cieszył w pociągu 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *