Pełnia księżyca

Znowu wyszedłem w noc. Godzina 21:10, piątek – czas, który normalni ludzie spędzają w barach sącząc piwo. Ja, natomiast w tym czasie zakładam czołówkę i lecę najkrótszą drogą do lasu. Plan zakłada 30-40 minut biegania po ciemku przy świetle czołówki. Więcej nie jest mi potrzebne. Chodzi tylko o oswojenie się z nocnym bieganiem. Bez patrzenia na tempo czy puls.

REKLAMA

Po ciemku trzeba tylko patrzeć pod nogi.

Najgorszy jest pierwszy kilometr po ciemku. Ma się wrażenie, że ciemność cię otacza i przytłacza. Oczy, nieprzyzwyczajone do mroku, początkowo nie widzą wszystkiego dokładnie. Światło czołówki wydaje się niewystarczające do rozproszenia otaczających ciemności. Ale trzeba biec przed siebie. I patrzeć pod nogi.

A, to jest ważne, bo pierwsze, co się rzuca w oczy w bieganiu z czołówką, to inne postrzeganie nawierzchni. W dziennych warunkach światło pada z wielu stron. Widać cienie korzeni pełzających po ziemi. Widać luźne szyszki oraz górki i dołki na ścieżce. Przy świetle czołówki tego nie widać. Światło pada niemal z tego samego miejsca co nasz wzrok, więc na zobaczenie jakichkolwiek cieni, zdradzających niespodzianki nawierzchni, nie mamy co liczyć. Trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić i uważnie przyglądać się ziemi.

Po pierwszym kilometrze jestem z lasem oswojony. Początkowa niepewność zostaje przełamana, a oczy przyzwyczajone do mroku i światła czołówki. Teraz już mogę biegać. Już mi ciemności nie przeszkadzają. Zaczynam widzieć zarysy lasu. Kształty pojedynczych drzew na tle nieco jaśniejszego nieba. Widzę prześwity w miejscach, gdzie las dostał się w ręce drwali.

W połowie trasy, tuż za zakrętem widzę na wprost siebie księżyc. Wielką jasną kulę. Jest pełnia. Oczy już bardzo dobrze radzą sobie w świetle czołówki i mroku, więc dostrzegam, że w lesie wcale nie jest ciemno. Gaszę na chwilę czołówkę i biegnę w świetle księżyca. Uśmiecham się. Zaczynam czuć ciszę i spokój nocnego lasu. Zaczynam się upajać pełnym księżycem.

W końcu zapalam z powrotem czołówkę, by nie ryzykować za bardzo. Znowu biegnę w jej świetle, ale nie rozprasza ona już mroku. Nie ma mroku. Jest piękna księżycowa noc.

Przebiegając przez zamarznięte mokradła widzę jak w lodowych taflach odbija się księżyc. Zerkam w górę. Księżyc przemyka pomiędzy pojedynczymi konarami drzew. Jego światło miesza się ze światłem czołówki. Widok jak z horrorów, ale nie boje się go. Ja się nim upajam. Aż się chce znowu zgasić lampkę na chwilę.

Nie gaszę. Nawierzchnia mi na to nie pozwala.

Dobiegam do obwodnicy. Mimo blasku czołówki widzę, że jest coraz jaśniej. Im większy prześwit między drzewami tym księżycowa poświata coraz bardziej oświetla świat. Wiem, że nawierzchnia tutaj jest bezpieczna, więc drugi raz gaszę czołówkę. Jest pięknie! Jest tak jasno, że nie potrzebuję dodatkowego światła. W świetle księżyca widzę każdy korzeń, każdy patyk i każde zagłębienie w ziemi. Widzę to wszystko dużo lepiej i wyraźniej niż, gdybym zapalił czołówkę. Poza tym ta cisza… Ciemność, cisza i księżyc na bezchmurnym niebie. Po prostu… cudownie.

Tak cudownie, że gdy w końcu wybiegłem na obwodnicę, to się zatrzymałem. Wszedłem na nasyp i patrzyłem się w pełnię księżyca. Byłem jak wilkołak, który pragnie księżycowego blasku. Przed sobą miałem jego wielką tarczę, za sobą młodnik, a gdy spojrzałem w dół, widziałem swój cień na ziemi. Cień machał do mnie, ciesząc się, że jest tu ze mną. Cień tak samo jak i ja uwielbia las podczas pełni.

I mógłbym tak stać godzinami, gdyby nie jedna rzecz. Że… muszę wracać do domu.

REKLAMA

3 myśli na temat “Pełnia księżyca

  • 10.03.2012 o 19:44
    Permalink

    I właśnie dla takich wrażeń uwielbiam bieganie; żadna noc w klubie przy piwku tego nie zapewni:)
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
  • 11.03.2012 o 19:13
    Permalink

    Swoją czołówkę kupiłem ponad rok temu i wożę ją ze sobą w sportowej torbie na wszelki wyjazdy. Ale jeszcze nie miałem okazji jej użyć… A wcześniej zdarzyło mi się biegać w takich ciemnościach, że o tym czy biegnę jeszcze po ścieżce orientowałem się patrząc na czubki drzew (a dokładnie na przerwę tuż nad ścieżką) niżej nie było widać NIC. Czyli: czołówka, fajna rzecz…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *