Olsztyn ’11 – Dookoła Olsztyna

Jak co roku w ramach letniego urlopu wybrałem się do Olsztyna. Połowę mojej torby stanowił biegowy ekwipunek: buty, spodenki (tylko krótkie, bo w końcu mrozu nie zapowiadają), zestaw koszulek, bluza, deszczak, czapka i cały biegowy majdan. Biegowych rzeczy miałem prawdopodobnie więcej niż tych normalnych.

REKLAMA

Do Olsztyna dotarłem w poniedziałek pierwszego sierpnia i z trudem się powstrzymałem, by tego dnia nie biegać. Wjeżdżając do Olsztyna widziałem las, po którym biegałem, znajome drogi i przede wszystkim – zabudowania kampusu Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na Kortowie, gdzie znajduje się lekkoatletyczny stadion AZS-u.

Pierwszy trening zrobiłem we wtorek. Tak mi się Kortowo kołatało po głowie, że postanowiłem się tam przebiec. Plan był by pobiec na spokojnie i przy okazji przetestować nową, krótszą, drogę na dotarcie do stadionu. Początek w miarę spokojnie, choć bieganie sztywno według tętna na nawet lekkich pagórkach jest niemożliwe. W połowie drogi zbiegałem ze skarpy. Ostro w dół, po ziemi pooranej spływającą wodą i z kupą piachu na samym dole. Słodko. Wesoło będzie wracać pod górę.

Na stadionie nie planowałem nic specjalnego, więc zrobiłem sobie takie mały bieg ciągły. Zacząłem biegać po 2:00 na koło. Stadion praktycznie pusty. Oprócz mnie jeszcze tylko dwójka. Z biegaczem miałem okazję zamienić w biegu kilka słów, a że rozmawialiśmy między 8 a 9 okrążeniem to zamiast zakończyć jak planowałem na ośmiu pętlach zrobiłem dziesięć. Czas 2:00 na koło to tempo 5:00 min/km, ale w ogóle tego na tartanie nie czułem. Po prostu leciałem. Dla mnie to była intensywność może tylko trochę większa niż standardowe luźne biegi, które faktycznie robię w granicach 5:20-5:40 min/km.

Powrót był cięższy, gdyż trzeba było pod tą całą skarpę się wdrapać. Wydmy do przy tej skarpie pikuś. A no i co ciekawe to, że MapMyRun pokazał mi, że podbiegając pod skarpę zrobiłem „podbieg 5 kategorii”… Było ciężko, ale żeby aż tak?! No niech będzie. Swoją drogą to ciekawe jak się podbiega coś, co jest oznaczone kategorią 4, 3 lub nawet 2, bo o 1 i HC nawet nie ośmielam się myśleć.

Profil trasy z Kortowa na Jaroty

No i zamiast spokojnego biegu zrobiłem trening dużo mocniejszy. Nie dość, że tempo szybsze niż zakładane, to jeszcze ta skarpa.

Podsumowanie:
Dystans: 15,39 km; Czas: 1g:21m:28s; Tempo: 5:18 min/km

W środę postanowiłem sobie nieco ulżyć i wybrałem się na „standardową” pętlę dookoła jeziora Bartąskiego. Pętla dookoła jeziora nie należy do najłatwiejszych, gdyż dwa razy się zbiega w dół i dwa razy trzeba się wdrapać z powrotem na górę. Pierwszy dół to Łyna, drugi to plaża nad jeziorem. Biegałem ją w obie strony jednak chcąc odpocząć i się nie zajechać znowu wybrałem wariant łatwiejszy, czyli Bartąg-Bartążek albo inaczej mówiąc najpierw Łyna potem jezioro.

Obiegłem je dosyć szybko i sprawnie pilnując tętna, które co prawda na podbiegach szło w górę, ale gdy droga prowadziła w dół spadało do prawidłowego poziomu (czyli poniżej 150bpm).

Suma summarum byłem zaskoczony, że poszło tak dobrze, lekko i… szybko.

Podsumowanie:
Dystans: 13,70 km; Czas: 1g:12m:55s; Tempo: 5:19 min/km

Czwartek ta dzień na wywiązanie się z planu Jacka Danielsa. Czyli znowu pobiegłem na kortowski stadion. I znowu musiałem zbiec po skarpie. Tyle że teraz już wiedziałem jak ten zbieg wygląda i obyło się bez jakichkolwiek niespodzianek.

Na stadionie ruch niemrawy. Tylko jakaś dziewczyna się rozgrzewa przy barierkach. Ja też się rozgrzałem i ustawiłem się na pierwszym torze gotowy na 4 x 1200 metrów. Czas start i poszedł! Jedna minuta czterdzieści sekund na koło, trzy minuty dwadzieścia sekund na dwa koła i pięć minut na trzy, koła czyli na 1200 metrów. Potem 400 metrów odpoczynku w truchcie i od nowa. I tak cztery razy.

Pierwsze 1200 poszło szybko, aż za szybko, bo w 4:51. Uff!! Ciężko, ale pierwszy raz zawsze jest najcięższy. Następne będą lżejsze. Na drugim chciałem pobiec wolniej, ale wyszło tak, że w końcu pobiegłem aż za wolno. Oho! Ludzie się zaczynają schodzić na stadion, a tamta dziewczyna dalej się rozgrzewa. Odpoczynek na zewnętrznym torze, chwila koncentracji i trzecie powtórzenie. Tym razem wyszło idealnie co do sekundy. Idealnie 5 minut. Super! Znowu chwila truchtu, a dziewczyna rozstawia na drugim torze płotki. Czas na ostatnie powtórzenie. Ciężko idzie, ale finalnie minimalnie poniżej celu, więc jest OK. Jestem zmęczony, ale zadowolony. Tym razem zbiegłem już całkiem na zewnętrzny tor, przetruchtałem koło i zacząłem się rozciągać. Na stadionie już oprócz mnie, który już skończył trening i dziewczyny-płotkarki, która cały czas się do niego przygotowuje, naschodziło się jeszcze z sześć osób.

Odsapnięty i rozciągnięty mogłem wracać do domu. Na luzie, choć podbieg pod skarpę znowu dał się we znaki.

Podsumowanie:
Dystans: 17,28 km; Czas: 1g:29m:27s; Tempo: 5:11 min/km

Wreszcie piątek i kolejna podwójna pętla wokół jeziora. I mimo że już ją znam to coraz bardziej mi się podoba. Jest spokojna, ładna i malownicza, a jednocześnie z pazurkiem w postaci podbiegów i ziemnej, momentami piaszczystej drogi wzdłuż jeziora. Ale lubię ją. Mam wrażenie, że mógłbym ją biegać na okrągło, gdy jestem w Olsztynie.

Pętla wokół jeziora Bartążek

Tego dnia też mogłem, ale mimo że czułem się dobrze i czułem, że jest moc i siła, to starałem się na podbiegach odpuszczać. Po prostu wiedziałem, a raczej przeczuwałem, co mnie czeka jutro. Jutro będzie wielki, ale też ciężki dzień. Więc niby zwalniając biegałem wokół jeziora wolniej jedynie o 2 sekundy na kilometr.

A wieczorem wcześniej spać…

Podsumowanie:
Dystans: 13,59 km; Czas: 1g:12m:42s; Tempo: 5:21 min/km

Więcej o wakacjach w Olsztynie ?11

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *