Od minimalizmu do maksymalizmu – ze skrajności w skrajność

W ostatnich latach słysząc Hoka widzimy buta na kilkucentymetrowej podeszwie. Wiele osób wątpiło i nadal wątpi czy da się w tym biegać, jednak liczby mówią same za siebie. Ten trend cały czas rośnie. Wcześniej jednak było coś kompletnie przeciwnego – minimalizm.

Dawno, ale nie tak dawno temu…

Pamięć biegowej społeczności jest dość krótka. Jeszcze osiem-pięć lat temu trend minimalizmu miał swój złoty okres. Powstał z dążenia do naturalności i zerwania z tym co nasze stopy nauczyła cywilizacja. A nauczyła je lenistwa.

Cywilizacja wpakowała ludzi w buty. Różne buty, najczęściej na obcasie i z komfortową podeszwą chroniącą stopę od niebezpiecznego podłoża. Wyższa pięta powoduje automatyczne skrócenie ścięgna Achillesa, co z jednej strony je odciąża… Z drugiej osłabia, bo ścięgno nie ma możliwości pracy w pełnym zakresie ruchu. Podeszwa oraz izolacja pięty od podłoża spowodowała też inną pracę stopy i jej osłabienie. Buty nauczyły ludzi używać pięty, która sama w sobie nie jest w stanie niczego zamortyzować. Nie do tego została stworzona. Spróbuj poskakać na pięcie, to się przekonasz!

Aby oderwać ludzi od tych nawyków i przywrócić stopom sprawność powstał minimalizm, który skupił się w jednym produkcie – butach Vibram FiveFingers. Pojawiły się na rynku w 2005 roku i były kwintesencją buta minimalnego: bez amortyzacji, bez obcasa pod piętą, bez stabilizacji. Dla jeszcze lepszego zbliżenia go do gołej stopy miał nawet miejsce na każdy palec oddzielnie. To właściwie tylko taka gumowa skarpeta chroniąca stopę jedynie przed skaleczeniem.

Vibram Five Fingers

Takie buty miały i (moim zdaniem) mają cały czas wzmacniać stopy, a co za tym idzie czynić je bardziej odpornymi na kontuzje. Niemniej jednak powinno być to robione bardzo świadomie. Niestety w pewnym momencie ten trend przyjął taką skalę, że na buty minimalistyczne rzucali się wszyscy, którzy bez jakiejkolwiek głębszej analizy i wiedzy chcieli „wzmacniać swoje stopy”. But minimalistyczny stał się panaceum na słabe stopy i rozwiązaniem na ich wzmocnienie. Ot, kupię buty minimalistyczne i nic więcej nie będę musiał robić! Będę miał rewelacyjnie mocne stopy i już nigdy nie złapię kontuzji! Mało kto chciał słuchać o poprawnej technice, nikt nie chciał nad nią pracować. Mało kto chciał słuchać o tym, że na takie buty powinno się przechodzić stopniowo. Ludzie, którzy przez „dziesiąt” lat chodzili i biegali w butach na obcasie, które skutecznie izolowały ich od podłoża nagle zakładali z dnia na dzień buty które nie mają właściwie nic… To się nie mogło dobrze skończyć.

Merrel Vapor Glove 2

W wielu, jak nie większości przypadkach okazało się, że nieprzygotowane mięśnie i ścięgna stóp sobie z tym nie radzą. Okazało się, że nie jest to coś dla wszystkich. Okazało się, że nie wystarczy tylko założyć minimalistycznego buta, aby mieć mocne stopy… Okazało się, że coś co miało pomóc, szkodzi i powoduje kontuzje. Finał tej historii był spektakularny i zakończył się w 2014 roku wyrokiem amerykańskiego sądu i łącznym odszkodowaniem dla użytkowników FiveFingersów w wysokości 3,75 miliona dolarów.

I wtedy wchodzi się on – maksymalizm!

Maksymalizm narodził się na peryferiach tej historii. Dostał na imię Hoka, na nazwisko One One i przyszedł na świat we Francji w 2009 roku, by w 2010 wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Narodził się w momencie kiedy trwał boom na minimalizm, ale był od niego zupełnie niezależny.

Jego ideą było przeciwieństwo minimalizmu: wysoka, bardzo dobrze amortyzująca podeszwa zapewniająca niespotykany dotychczas komfort a przy tym lekkość. Tylko tyle i aż tyle. Nie stały za tym żadne obietnice mocniejszych stóp. Z bardziej naturalnych elementów został tylko obniżony drop do 4-5 minimetrów. Poza tym było to rozwiązanie tak dalekie od naturalności i minimalizmu, że większość patrzyła na buty tego typu bardzo sceptycznie. Kto chciałby biegać w butach na koturnie?!

Hoka One One Challenger ATR 3

Kiedy po 2014 roku następował odwrót od minimalizmu, jej kompletne przeciwieństwo zaczęło zyskiwać szacunek. Polegał on nie na obietnicach mocnych stóp, ale na komforcie jaki zapewniał. Okazało się, że maksymalizm daje komfort niespotykany nigdzie indziej. Pierwsi zaczęli doceniać to ultrasi. Najpierw jeden, potem drugi i dziesiąty…

Tak kula zaczęła się toczyć a z każdym przekonanym biegaczem była większa. Minimalizm w tym czasie wygasał a że życie i rynek biegowy nie znosi próżni, po kilku latach zaczęto więcej mówić o maksymaliźmie niż minimaliźmie. Kolejne kilka lat później mamy czas, kiedy to maksymalizm jest na topie i nadal cały czas rośnie. Cały czas leci niczym wspomniana kula śniegowa i zabiera ze sobą kolejnych przekonanych biegaczy.

Minimalizm miał jeden istotny minus – musiał być wdrażany i stosowany świadomie. Nie działał tak, że zakładając buty minimalistyczne od razu miałeś mocne stopy. Nie! Do tego potrzebny był czas, umiar i pokora czego klientom nastawionym na natychmiastowe rozwiązania brakowało. Chcieli to już i teraz. O technice czy zastrzeżeniach butów bez amortyzacji mało kto chciał słuchać.

Maksymalizm natomiast jest zupełnym przeciwieństwem – jest dla każdego tu i teraz. Nie musisz słuchać o technice czy zastrzeżeniach. Jedynym pytaniem jest to czy chcesz go spróbować. Jeśli tak to załóż buty maksymalistyczne. Maksymalną amortyzację i komfort masz zapewnioną od razu. Nie musisz przesiadać się na niego z dnia na dzień. Możesz wsiąść w niego zawsze i niezależnie od tego kim jesteś. Amatorem czy zawodowcem? Grubym czy chudym? Wysokim czy niskim? Biegającym dobrze technicznie lub niekoniecznie? Jest dla wszystkich!

Hoka One One vs Magical Shoes

Ile potrwa czas maksymalizmu? Myślę, że długo, bo to na tyle nowa idea, że ma jeszcze przed sobą wiele lat wzrostu i rozwoju. Nie ma też w jej przypadku takich zastrzeżeń jak w przypadku minimalizmu. Nie widać na chwile obecną, żadnego argumentu aby pociągnąć ją w dół. Więc rośnie i rosnąć będzie nadal. A to, że maksymalizm wraz z Hoką pojawił się w momencie kiedy idea minimalizmu Vibrama pikowała w dół, tylko jej pomógł.

REKLAMA

Jeden komentarz

  • Tomasz
    04.11.2018 at 18:11
    Permalink

    Skrajności są złe w każdej dziedzinie. Za jakiś czas może sie okazać, że ten maksymalizm, o ktorym piszesz też ma wady. Myślę, że najbezpieczniej jest po środku tym bardziej, że inwestując w buty inwestujemy w zdrowie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *