Najważniejsze to wyjść z progu…

Najważniejsze to wyjść z produ, potem już jakoś leci – tą myślą błysnął bliski naszym sercom Adam Małysz. Tak, lub bardzo podobnie, wypowiedział się zapytany o jego tajemnicę tak długich skoków na skoczni. My biegacze, skaczemy co najwyżej przez korzenie lub w ramach ćwiczeń dodatkowych. Lecz jedna rzecz łączy Nas z Mistrzem. Każdy z nas ma swój własny, osobisty próg, od którego zaczyna się bieganie…

REKLAMA

Wyjdź z progu…

Czasami nie chce się wyjść na trening. Tak po prostu. I nie pomaga to , że w planie widnieje wolne rozbieganie. Nie pomaga to , że przecież dziś masz przebiec raptem kilkadziesiąt minut w spokojnym tempie. Po prostu nie chcesz biegać. Ani wolno, ani szybko. Ani nawet krótko… Może być nawet ładna pogoda, możesz mieć masę wolnego czasu, ale się nie chce? No, nie chce.

Czasami przeraża Cię myśl o tempie biegu. Wiesz, że aby szlifować formę musisz pobiec jakieś interwały. Wiesz dokładnie, jakie i w jakich czasach. Wiesz, że pierwsze będą całkiem przyjemne, lekkie i żwawe. Będziesz biegał jak młody bóg. Wiesz to, bo przecież co tydzień trenujesz interwałowo. Ale wiesz też, że ostatnie będą ciężkie. Bardzo ciężkie. Będziesz musiał wytężyć swoje siły, by je przebiec i skończysz je być może na miękkich nogach, łapczywie łapiąc powietrze. Ten trening nie będzie komfortowy. Będzie ciężki i męczący. A Tobie nie chce się dziś męczyć. Tobie się nie chce biegać.

Innego dnia o odruch wymiotny przyprawi Cię ilość kilometrów. Jeszcze pół biedy, jeśli miałbyś w planie 10 kilometrów. Dyszkę zawsze można jakoś przebiec. Dyszka nie zajmuje dużo czasu. To tylko niecała godzina szurania. Trochę gorzej jest z 20 kilometrami. Zajmują więcej czasu, ale myślisz, że też dałbyś radę. Ale nie! Dziś w planie masz całe 30 km! To grubo ponad 2 godziny biegania. Zastanawiasz się, co na siebie ubrać, a co wlać do bukłaka. Może zabrać żel energetyczny lub dla pewności dwa? Zastanawiasz się, co będziesz robił przez tyle czasu. Gdzie będziesz biegł? Chcąc stworzyć jakąś ciekawą trasę przeczesujesz w myślach okolice. Tu byłem! Tam byłem! A może? Nie, tam też byłem! Myślisz, że nie ma trasy, którą mógłbyś znieść i która mogłaby Cię zachęcić do treningu.

Wtedy musi zadziałać automatyzm. Tak jak Adam Małysz automatycznie wychodził z progu, tak i ty musisz po prostu automatycznie wyjść na trening.

Wiesz, co musisz zrobić przed wyjściem. Wiesz, co musisz założyć. Nie zastanawiaj się nad tym czy Ci się chce, czy nie. Nie myśl, co by było gdybyś odpuścił trening. Nie myśl o tym, co jest do zrobienia, albo gdzie wybiegać te cholerne 30 kilometrów. Rób to, co robisz zawsze. Ubieraj to , co ubierasz zawsze. Przestań myśleć! Zacznij robić!

A potem wyjdź. Po prostu wyjdź. Wyjdź z progu!

Start niski na bieżni

…potem już jakoś leci.

Zacznij biec przed siebie. Trening nigdy nie zaczyna się od startu z grubej rury. Zawsze na początku ma być spokojnie. Więc biegnij. Po kwadransie nie będziesz potrafił powiedzieć, dlaczego nie chciało ci się biegać.

Po kwadransie stwierdzisz, że ta godzina luźnego rozbiegania wcale nie jest taka zła. Stwierdzisz, że właśnie Ci się zachciało biegać i że już przebiegłeś jedną czwartą długości swojej pętli. To nadal jej początek a już blisko jej półmetka. Biegnąc dalej, okaże się nie dość, że nie skrócisz trasy, to jeszcze chętnie pobiegłbyś więcej niż masz zaplanowane. Bo przecież biegnie się tak lekko. Bo tak chce Ci się biegać!

Po kwadransie może dotrzeć do Ciebie, że na dzisiejszy dzień masz zaplanowany trening szybkościowy. Wiesz doskonale, jaki trening powinieneś wykonać, a jakiego jeszcze chwilę temu wykonać Ci się nie chciało. Wiesz, że po kilku rozgrzewkowych kilometrach masz do zrobienia 4 × 2,5 km w szybkim tempie. Przebiegłeś 3 kilometry na rozgrzewkę to teraz czas na interwały. Więc je robisz. Po dwóch pierwszych odcinkach jesteś zmęczony, lecz to jest przyjemne zmęczenie. Wiesz, że zaraz zaczniesz kolejne powtórzenia. Myśl „Nie chce mi się!” jest daleko. Po zrobieniu wszystkich czterech zmęczenie już nie jest przyjemne, ale jesteś już po treningu. Jeszcze tylko roztruchtanie i właśnie zrobiłeś trening, o którym jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej nie chciałeś słyszeć.

Automatyzm ma też bardzo fajną cechę. Kiedy masz trening szybkościowy on sam zaprowadzi Cię na stadion. Nawet jak myślisz, że Ci się nie chce, to w ten dzień, kiedy są interwały, pobiegniesz w stronę stadionu. Ani się obejrzysz, a się znajdziesz u jego bram. Jak automatyczny GPS. I to bez żadnych satelit!

Ten mechanizm działa również na długich wybieganiach. Po prostu zacznij biec przed siebie. Po kwadransie stwierdzisz, że wiesz, na jakiej trasie zrobić długie wybieganie. To, że 2,5 czy 3 godziny, to szmat czasu przestanie mieć dla Ciebie znaczenie. Będzie liczyło się tylko bieganie. A trasa? Trasa się tworzy sama. Na pierwszych skrzyżowaniach skręcasz instynktownie. Po kilku kilometrach już wiesz, w jakim kierunku biegniesz. Wiesz, że 10 kilometrów dalej jest leśniczówka. Dawno do niej nie biegałeś. Więc dziś pobiegniesz. Tak właśnie się stworzyła trasa Twojego dzisiejszego długiego wybiegania. Wybiegania, dodajmy, którego Ci się nie chciało robić. Wystarczyło tylko przekroczyć próg mieszkania…

Bo najważniejsze to wyjść z progu i zacząć biec. Reszta przyjdzie sama!

REKLAMA

5 myśli na temat “Najważniejsze to wyjść z progu…

  • 17.09.2012 o 19:54
    Permalink

    Trasa tworzy się sama…

    Kiedyś też tak pomyślałem i w rezultacie, kiedy dobiegłem do miejsca w którym dawno nie byłem, miałem 22 kilometry na liczniku i w perspektywie powrót do miejsca startu………… :]

    Odpowiedz
  • 17.09.2012 o 20:43
    Permalink

    Kiedy biegałam bez Garmina, starannie planowałam trasę przed wyjściem, żeby wyszedł taki dystans, jak powinien i nie urządzić się jak przedmówca 🙂 A z Garminem lubię wyjść z domu i po prostu zacząć biec. Zawsze trasa układa się dokładnie tak, jak powinna.

    Odpowiedz
  • 17.09.2012 o 21:21
    Permalink

    Zimą, kiedy długie wybiegania robię po własnej dzielnicy lubię, jak to światłą decydują, w którą stronę pobiegnę – jest zielone na wprost – biegnę prosto, jest zielone od skrętu – skręcam, wszędzie czerwone – odbijam od skrzyżowania.
    Na interwały moją ulubioną metodą jest „przebiegnę jeden i zobaczę w jakiej jestem formie, jak w złej i będzie bardzo bolało do odpuszczę”. Do tej pory jeszcze nie musiałem skracać treningu 🙂

    Odpowiedz
  • 17.09.2012 o 22:55
    Permalink

    No proszę, Małysz Adam, nie powiedziałabym….
    Jak się myśli „muszę” (czy to kilometry, czy to czasy, czy to interwały, itp.) to chyba często tak jest, że się człowiekowi nie chce… tak po ludzku, tak z lenistwa. Przymus jest przymus. Ja tak mam. Ale jak już pomyślę, że ewentualnie „mogę” to jakoś łatwiej mi idzie. Tak przyjemniej.To chyba kwestia nastawienia (i może celów? :)).

    Odpowiedz
  • 18.09.2012 o 22:37
    Permalink

    Dobry tekst 🙂 Mi na szczęscie prawie zawsze się chce- ale to chyba specyfika pracy w domu, lepiej wyjść pobiegać, świat obejrzeć niż siedzieć przed kompem i tyrać w samotności 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *