Na co dzień w butach minimalistycznych – od chodzenia też nogi bolą…

Generalnie łydki mam mocne. A przynajmniej na tyle, że jeśli już mnie jakieś mięśnie po aktywnościach fizycznych bolały to raczej dwugłowe czy czwrogłowe uda. Łydki?! Praktycznie nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek miał z nimi jakikolwiek problem. A teraz wystarczyło zacząć chodzić na co dzień w butach minimalistycznych…

REKLAMA

Dzień pierwszy…

Zaczęło się od „a gdybym”… A gdybym tak zamiast rano do pracy założył normalne (czyli biegowe) buty założył te minimalistyczne?! Najnowsze Vapor Glove to taki już ultra minimializm. Amortyzacji mają mniej od moich domowych kapci. A tak na prawdę jedyne co mają, to kawałek bieżnika marki Vibram przytroczony do stopy.

Skarpetki?! A gdzie tam! Niby można, ale do butów, które pracują jak ludzka stopa założenie skarpet wydawało mi się zbrodnią.

Tak spędziłem pierwszy dzień w butach minimalistycznych. Idąc rano na pociąg miałem wrażenie, że idę pokracznie i że wszyscy się na mnie patrzą. Tym bardziej, że o ile na równym chodniku było jeszcze jako tako, to tam gdzie chodnik wyglądał jak po bombardowaniu było strasznie. A moja droga z domu na stację PKP prowadzi właśnie takimi „skrótami”. Tak więc czułem każdy kamień, każde łączenie płyt chodnikowych i każdy okrągły kamień ulicy sprzed kilkudziesięciu lat…

Merrel Vapor Glove 2

W pracy nie zmieniłem minimalistycznych Merrelli na amortyzowane Asicsy. Zakleiłem tylko profilaktycznie prawego achillesa, bo buty zaczęły mi w tym miejscu przecierać skórę. Ale poza tym choć było dziwnie nie było źle.

Dzień drugi…

Drugiego dnia wstałem z lekkim bólem w łydkach. Spokojnie. Chodzisz w butach minimalistycznych więc będzie trochę bolało – mówiłem sobie. A potem wychodząc do pracy znowu założyłem Vapor Glove’y.

Znowu przeszedłem swoją ścieżkę zdrowia po rozbitych chodnikach i kocich łbach… Znowu w pracy zakleiłem profilaktycznie prawego achillesa plastrem.

Zauważyłem też, że w takich butach lepiej się chodzi krótszymi krokami. Dłuższe kroki powodują mocniejsze uderzanie pięty o nawierzchnię. A to, kiedy mam buty bez jakiejkolwiek amortyzacji i ochrony – boli. Jak nie po 2 minutach to po 20 na pewno.

Dodatkowo na kamieniach i innej wątpliwej nawierzchni trzeba bardziej uważać jak i na co stawia się stopę… Jak staniesz ze dwa razy na ten sam kamień który wbije ci się w stopę to zapamiętasz.

Dzień trzeci…

Wieczorem dnia drugiego i rankiem trzeciego czułem łydki. Tak jak nigdy. Do tego każdy z nas w łydkach po ich zewnętrznej stronie ma taki mały mięsień – nazywa się mięsień płaszczkowaty. Ja ten mięsień czułem cały: gdzie się zaczyna, gdzie kończy i jak biegnie. Po dwóch dniach w butach minimalistycznych był napięty jak struna. Nigdy podczas biegania nie dostał tak w kość jak teraz.

Wniosek?! Nie znam się na anatomii, ale skoro bolą mnie zupełnie inne mięśnie niż normalnie to znaczy że zaczęły pracować.

A co z bieganiem?! W bieganiu czy jeździe na rowerze obolałe łydki i mięśnie płaszczkowate mi praktycznie nie przeszkadzały. W większości nawet tego nie czułem…

Czułem natomiast amortyzację w butach do biegania. W każdych. Niezależnie czy założyłem coś leciutkiego od NB typu 1980 czy 980 czy najbardziej miękkiego buta na rynku – Nimbusa, to każdy z nich był pieruńsko miękki. Każdy z nich izoluje stopę od podłoża wręcz w stopniu niesamowitym – każdy jest miękki i w większości w ogóle nie czuję po czym się idę i biegnę. Magia?! Nie. Taką amortyzację mają praktycznie każde byty do biegania. Tylko normalnie tego nie czuć.

Wniosek numer dwa?! Podczas chodu (pawie na boso) pracują inne mięśnie niż podczas biegania i jazdy na rowerze.

Merrel Vapor Glove 2 na codzień

Dzień piąty…

Po pięciu dniach już do chodzenia niemal boso zacząłem się przyzwyczajać. Już mięśni płaszczkowatych nie czuję. No może minimalnie, ale nie jest to taki ból jak ten po trzech dniach. Łydki też mnie nie bolą. Na zewnątrz w butach minimalistycznych czuję się coraz bardziej naturalnie.

Jeśli coś mnie boli czy sprawia dyskomfort, to najbardziej śródstopie kiedy chodzę po bardziej nierównej nawierzchni. Ale do tego to potrzebowałbym chyba słoniowej skóry na podeszwie stopy…

Dzień dziesiąty…

Minęło 10 dni od kiedy zacząłem. Nie wiem który już raz chodzę w minimalistycznych. Mięśnie już mnie nie bolą – przyzwyczaiły się. Na pewno też wzmocniły i zaadaptowały do nowej sytuacji. Podeszwy stóp czasami bolą ale mam na to sposób w postaci wymoczenia ich wieczorem w misce z wodą. Plaster na achillesa który naklejałem pierwszego i drugiego dnia już mi nie jest potrzebny.

Za którymś razem pewnie z ciekawości się w nich przebiegnę. Zrobię kilometr dwa i będę z siebie dumny. A potem pewnie znowu będą mnie bolały łydki i mięśnie płaszczkowate…

Ale póki mamy ciepło i mogę chodzić w krótkich spodenkach to będę chodził w butach minimalistycznych. Wzmocnię sobie łydki, a przy okazji… oszczędzę na skarpetkach bo od 10 dni używam ich tylko do biegania i jazdy na rowerze 😉

REKLAMA

Skomentowali

  • littlelychee
    15.06.2015 at 17:29
    Permalink

    Też czasem chodzę w minimalach no i biegam, ale albo robię coś nie tak, albo moje łydki bardzo szybko się przyzwyczaiły po kilku pierwszych treningach. Robię w nich po 10-15 km i nic O.o

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      15.06.2015 at 21:51
      Permalink

      Organizm szybko się przyzwyczaja 🙂 Poza tym jak biegasz i chodzisz w „minimalach” regularnie to mięśnie masz zahartowane i nie bolą 🙂

      Odpowiedz
      • littlelychee
        17.06.2015 at 21:59
        Permalink

        No! To pora strzelić w nich połówkę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *