Mroźne wybieganie i zamarznięte powieki

Ostatnia niedziela. Ta ostatnia niedziela, tego ostatniego tygodnia. Tego tygodnia, kiedy siarczyste mrozy dewastowały plany treningowe większości biegaczy. Tego tygodnia, kiedy średnia temperatura moich treningów wyniosła -15,2?C. Tego tygodnia, który nie tylko biegacze zapamiętają na długo.

REKLAMA

W planie miałem 2-2,5 godziny długiego wybiegania. Planowałem zrobić po raz kolejny tą samą etatową trasę na magistralę kolejową. Najpierw 8 km rozbiegania, a potem wbiec na swoją etatową górkę kilka razy. Pętla na magistrali to jakieś 1,2 km z czego 400-500 metrów to podbieg.

Plan zaczął się chwiać w ciągu tygodnia. Z dnia na dzień temperatura spadała coraz niżej. W piątek, po powrocie z osiemnastostopniowego mrozu, poddałem pod wątpliwość weekendowe długie wybieganie. W takim mrozie nie da się tak długo biegać. Nastawiałem się, że w niedzielę zamiast długiego wybiegania zrobię spokojną godzinkę.

Lecz w weekend zrobiło się nieznacznie cieplej. W niedzielę przed południem na termometrze widniało zaledwie -14?C. Pomyślałem, że nie zaszkodzi spróbować.

Ubiór

Na tak niskie temperatury trzeba się odpowiednio ubrać. Oczywiście, większości nie trzeba przypominać, że odpowiednio w tym przypadku oznacza „na cebulkę”. I tak też byłem ubrany.
Góra to:

  • techniczna koszulka, sprawdzona, żeby nie obcierała podczas długiego biegu,
  • cienka bluza z długim rękawem, czyli pierwsza warstwa grzewcza,
  • grubsza bluza z długim rękawem, czyli druga i zasadnicza warstwa grzewcza,
  • lekka kurtka, jako ochrona przed wiatrem i zimnym powietrzem.

Dół również na cebulkę:

  • bielizna, bez niej biega się, co najmniej dziwnie,
  • krótkie obcisłe spodenki, czyli dodatkowa ochrona „członków”,
  • długie lekkie spodnie, jako pierwsza warstwa grzewcza,
  • długie polarowe spodnie, czyli druga i główna warstwa grzewcza.

Do tego komplet buffów na głowie:

  • pierwszy, złożony na trzy, wsunięty pod kołnierz pierwszej bluzy, jako szalik i ochrona szyi,
  • drugi, jako komin chroniący uszy, policzki i kark,
  • trzeci, jako chusta na twarz,
  • czapka, jej obecności nie trzeba uzasadniać.

No i oczywiście:

  • podwójne skarpetki, obie pary dosyć grube. Stopy, jako elementy daleko od serca, na obrzeżach układu krwionośnego, wychładzają się bardzo szybko.
  • podwójne rękawiczki, bliżej ciała lekkie i cienkie, na wierzch drugie, polarowe. Dłonie tak samo jak stopy i z tych samych powodów wychładzają się najszybciej. Podwójne rękawiczki to element niemal obowiązkowy.
  • buty (tak wiem, obecność butów może zaskakiwać). Buty normalne, te same, w których biegam na co dzień.

Zaraz się pewnie ktoś zapyta, czy w takim zestawie ubrań da się biegać. Odpowiadam, że się da! Jest grubiej, ale przynajmniej jest mi ciepło i mogę biegać tyle, ile mi się podoba.

Twarz w buffie

Tam

Będąc już odpowiednio opakowanym, wyruszyłem w drogę. Trasa o tyle dobra , że zawsze na magistralę biegam tak samo.

Trening zaczął się normalnie, choć z każdą minutą biegło mi się coraz ciężej. Przemykało mi przez myśl, że może organizm nie wypoczął po poprzednim, wcale nie lekkim treningu i teraz się buntuje.

Dobiegłem do drugiego kilometra, potem do trzeciego… Cały czas było ciężko. Jakbym walczył z przeciwnym wiatrem. Jakby mnie coś hamowało. Przemknęło mi przez głowę, że muszę zrewidować swoje dzisiejsze plany treningowe. Dobiegłem do czwartego kilometra. Ściągnąłem buffa z twarzy. Wiem, że powietrze jest mroźne, ale może zacznie mi się biec lepiej.

Od czwartego kilometra zaczął się odcinek równego asfaltu. On plus dodatkowe powietrze w płucach sprawiło, że z każdym krokiem biegło się lżej. Zaczęło mnie to zastanawiać, bo przecież biegałem w buffie bez problemów po 11-12 km. A tu już od samego początku miałem w nim pod górę?! Było to , co najmniej dziwne.

Podbiegi

Dobiegłem do magistrali o minutę, dwie wolniej niż zazwyczaj. Byłem lekko zmarznięty, lecz nie było powodów do obaw. Zbiegłem dół i zacząłem swoje podbiegi. Pomyślałem o pięciu powtórzeniach. Tyle samo zrobiłem tydzień temu. Poza tym taka ilość gwarantuje, że cały trening zajmie 2 godziny. Na więcej w tym mrozie się nie odważę.

Więc podbiegałem. Podbiegi jak zawsze dawały w kość, choć z każdym kolejnym tygodniem podbiega się je łatwiej. Dziś podbiegało się średnio. Nie było bardzo ciężko, ale też bywały dni, kiedy pod górę biegało mi się dużo lżej. A jeszcze na podbiegu miałem lekko pod wiatr.

Zbieg za to był rewelacyjny. Pod słońce, z wiatrem i w dół. Nie dość, że biegło się leciutko, to jeszcze słońce grzało w twarz tak, że na tą minutę czy dwie zapominało się o mrozie.

Z powrotem

W końcu obiegłem magistralę 5 razy i nastał czas powrotu do domu.

Wtedy po raz pierwszy poczułem coś , co mnie lekko zaniepokoiło. Miałem wrażenie, że kąciki oczu mi zamarzły. Nie wiem jak było naprawdę, lecz tak czułem. Nie próbowałem nic z tym robić, bo to nie ma sensu. Tak samo jak nie ma sensu próba pozbywania się lodu z zamarzniętych rzęs. A lód na rzęsach miałem niemal od samego startu. Na szczęście rzęsy bardzo szybko odtają po powrocie do domu. Nie trzeba nic z nimi robić. W terenie bywa, że lód z nich spada po dłuższym biegu pod słonce.

Leśna droga zimą

Tak więc, nie przewidywałem większych problemów, lecz jeden kącik oka uparcie był jakby zamarznięty. Zacząłem żałować, że ubierając te wszystkie kilogramy ciuchów, nie założyłem okularów. W nich na pewno by mi oko nie przymarzło. Poza oczami byłem wychłodzony, ale cały czas czułem się komfortowo.

Pierwsza połowa powrotnego rozbiegania bez przygód. Oko uparcie było zamarznięte, lecz biegnąc po słońcu miałem uczucie, że lekko odtaje i jest lepiej. W rzeczywistości nie było lepiej. Oczy zaczęły mnie lekko szczypać i łzawić, tak jak łzawią każde podrażnione oczy. Moje najwidoczniej podrażnione były blaskiem śniegu i lodowatym powietrzem.

Ale to jeszcze nie było nic.

Zamarznięte powieki

Najgorsze zaczęło się, gdy ze słonecznego asfaltu skręciłem w las. W nim nie było promieni słonecznych. W nim było na pewno zimniej. Wtedy oczy zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Zacząłem mieć wrażenie, że zamarzają. Miałem lekkie problemy z wzrokiem. Dobrze, że ścieżka była szeroka i dobrze znana, bo zacząłbym obawiać się o upadek.

Z każdym zakrętem było coraz gorzej. Czy to łzy mi tak zamarzają? Czy łzy mogą zamarznąć? Nie wiedziałem, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Chciałem już się nawet zatrzymać i coś zrobić z oczami. Tylko nie wiedziałem, czym te „coś” mogłoby być. Najrozsądniejsze było nie zatrzymywanie się i jak najszybsze wracanie do domu.

Gdzieś pod przydrożnym krzyżem znaczącym, że zostało mi 3 km zorientowałem się, że mam problem z mruganiem oczami. Tego było już za wiele. Powieki mi zamarzają! To przestaje być śmieszne. Ale, to by tłumaczyło wszystkie powrotne problemy. One pewnie już przy wybiegu z magistrali były przemarznięte, ale dopóki biegłem po słońcu, to zamarzały powoli. Dopiero, gdy wbiegłem w las zaczęły przemarzać szybciej. A skoro przemarzały, to rzadziej mrugałem. A skoro rzadziej mrugałem, to poprzez brak łez, oczy się wysuszały i bolały. I bolą dalej! A nieustanny lodowaty pęd powietrza nie pomaga!

Wiele bym dał by mieć jednak swoje okulary! Dlaczego ich nie wziąłem!?

Biegłem już tylko z myślą „aby szybciej do domu”. Chciałem też jakoś pobudzić krążenie w powiekach, więc co moja prawa stopa dotykała ziemi, to mrugałem. Minąwszy trasę Skierniewicką zostały mi do domu 2 km. To jest jakieś 10-11 minut biegania.

To były długie dwa kilometry.

W końcu dobiegłem i zatrzymałem stoper. Tym razem nie robiłem żadnego schłodzenia. Pobiegłem prosto do domu, by się ogrzać i by oczy wróciły do normalności.

Zamarznięte powieki

Po treningu

Oczy dochodziły do siebie około 15 minut. A przynajmniej tyle czasu siedziałem w fotelu z ręcznikiem zakrywającym twarz. Oczy potrzebowały ciemności. Były podrażnione do tego stopnia, że byle blask je raził.

Potem zacząłem się zastanawiać jak można było temu zapobiec. Przede wszystkim mogłem nie biegać tak długo w takim mrozie. Mogłem po prostu dobiec do magistrali i wrócić. Oszczędziłbym te 20-30 minut, podczas których miałem problemy z oczami. Mogłem też zrobić którąś ze standardowych leśnych pętli. Mogłem…

Mogłem też zabrać okulary. Przed wyjściem miałem dylemat buff czy okulary. Obydwa na raz nie działają dobrze. Okulary zdecydowanie za szybko parują od powietrza spod buffa. Musiałem wybrać czy wolę chronić twarz czy oczy. Wybrałem niestety twarz…

Mogłem zrobić jeszcze jedną rzecz, którą podsunął mi kolega już po powrocie z treningu. Mogłem posmarować czymś twarz a w szczególności powieki. Nigdy twarzy przed treningiem niczym nie smarowałem. Jedyne, co w tym kierunku robiłem, robię i będę robił to smarowanie ust pomadką. Często mi pękają, nie tylko na mrozie, więc się zabezpieczam. Mogłem tą samą pomadką posmarować powieki. Tylko, kto wiedział, że to właśnie powieki będą piętą achillesową…

Teraz jestem (teoretycznie) mądrzejszy…

REKLAMA

2 myśli na temat “Mroźne wybieganie i zamarznięte powieki

  • 15.08.2013 o 08:23
    Permalink

    Bardzo ciekawy blog. Czy w zimie biegasz w takich samych butach do biegania jak w lecie? Czy stosujesz jakiś inny zimowy model? Biegam od niedawna stąd moje pytania. Biegam głównie po leśnych ścieżkach i różnie bywa z ich odśnieżeniem. Zastanawia mnie również czy buty nie przemakają Ci przy padającym śniegu?

    Odpowiedz
    • 19.08.2013 o 22:40
      Permalink

      Dziękuję.

      Nie mam specjalnych butów na zimę. Biegam w tych samych modelach co w innych porach roku. Na odśnieżnone drogi wystarczają jak najbardziej. Natomiast na pluchę i głębszy śnieg upodobałem sobie Shieldy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *