Motywatory: Nie dajmy się zwariować

W dzisiejszych czasach jeszcze zanim dopijesz poranną kawę już cię motywują. Już się pytają czy biegałeś. Albo ile biegałeś. Od samego rana widzisz te hasła, że najtrudniej jest wyjść z domu, że nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery, że poranna przebieżka doda ci energii na cały dzień. Super!! Patrząc na takie hasła chce się szybciej dopić kawę i iść biegać!! Taka motywacja jest zdrowa i jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

REKLAMA
Ale ludzie się uodparniają. To tak ze wspomnianą już kawą. Kiedy ktoś kawy nie pije, wystarczy jedna łyżeczka kawy do porannego pobudzenia organizmu. Ale kiedy organizm przyzwyczai się do jednej łyżeczki, przestanie ona działać. Potrzebne będą dwie łyżeczki. Potem trzy… i tak dalej aż do szatańskich mikstur w których łyżka staje bo więcej w nich kawy niż wody.

Z motywacją jest podobnie. Na nią ludzie też się uodparniają. A przynajmniej z takiego założenia wychodzi wiele osób prowadzących różnego typu fanpage na facebooku. Dlatego szukają one coraz bardziej oryginalnych metod, aby nie tyle zmotywować, co przyciągnąć użytkownika. Trzeba zaskakiwać i szokować, aby się przebić. Dlatego motywatory stają się coraz mocniejsze. Zwykle i zdrowe hasła oczywiście też istnieją, ale przebijają się głównie te ekstremalne. Te, które szokują i których wręcz nie wolno brać na poważnie. Ostatnio wszyscy jak jeden mąż wrzucali jakże zabawny motywator:

131214_trzy_powody

Czy ludzi trzeba straszyć śmiercią, aby ich zmusić do biegania?!

Oczywiście staram się zrozumieć ironię tego pseudomotywatora, ale też boję się co się może stać jeśli ktoś bez kompletnej znajomości własnego organizmu zacznie brać takie hasła do serca. Zmotywuje się, co najwyżej do zrobienia sobie krzywdy. Pójdzie biegać, choć wszelkie znaki na niebie i ziemi będą mówić mu, że biegać nie powinien. Raz się uda. Drugi raz się uda. Sto dwunasty raz się uda. A potem podczas kolejnego razu wróci do domu z bólem. Bólem?! Jaki ból? Następnego dnia i tak trzeba iść biegać, bo przecież od rana na facebooku wisi hasło, że „Ból jest tylko chwilowy. Chwała trwa wiecznie!”. Kontuzje wywołane takim brakiem rozsądku też mogą trwać wiecznie. Ortopedzi już zacierają ręce z ta myślą.

Motywatory są dobre, ale własny rozum też trzeba mieć. Możesz posłuchać motywatora i skoro żyjesz wyjść na kolejny trening. Ale co to ci da? Zadaj sobie pytanie czy tego potrzebujesz? Czy ci ten bieg nie zrobi krzywdy? Bo to, że ktoś w Internecie udostępni motywator nie znaczy, że masz zacisnąć zęby i biegać. Jeśli coś pójdzie nie tak to będzie tylko i wyłącznie twoja wina. Wina twojego braku rozsądku, głupoty i tego, że zamiast słuchać się siebie posłuchałeś jakiegoś durnego motywatora. To nie będzie wina kogoś, kto wrzucił motywator. On nie jest tobą i nie bierze odpowiedzialności za to jak i ile biegasz. Zrobisz sobie krzywdę? Twój problem!!

Dlatego nie dajmy się zwariować motywatorom. Tak, niektóre są fajne i motywujące, ale w bieganiu, tak jak i w każdym innym sporcie, trzeba wszystko robić z głową. Nie trzeba być biegaczem, który biega średnio 15 kilometrów dziennie, aby mieć plan treningowy. Jak biegasz 3 razy w tygodniu po 30 minut to też jest plan. Plan dostosowany do twoich własnych możliwości i ograniczeń. Te 3 dni to jest twoja regularność i objętość. I tego należy się trzymać. Dzień wolny to dzień wolny. Motywatory można mieć w głowie, ale głupotą jest wychodzić z założenia, że skoro dożyłem do wieczora to wyjdę i pierdyknę jeszcze z 20 kilometrów. To nie o to chodzi.

Natomiast, jeśli ktoś sobie przyklei na lodówce Clinta Eastwooda z pytaniem „Czy zrobiłeś już swój trening?!” czy nawet w lodówce kartkę „Zakaz objadania się po 18:00!!” to jestem za. To jest jego własna motywacja. Taki motywator może pomagać i jeśli komuś pomaga to super! Ale to ma być jego własna motywacja, a nie takie codzienne facebookowe wzywanie do wypruwania sobie flaków, które robione bez planu przyniesie więcej złego niż dobrego.

Motywatory – tak! Ale biegamy przede wszystkim dla siebie i z zgodzie z własnym organizmem.

REKLAMA

6 myśli na temat “Motywatory: Nie dajmy się zwariować

  • 15.12.2013 o 11:35
    Permalink

    Bardzo mądrze napisane 🙂 Wiadomo, plan planem, ale regeneracja też jest potrzebna, żeby zwyczajnie się nie zajechać. Osoby które biegają od jakiegoś czasu doskonale o tym wiedzą, ale początkujący nie zawsze – i wtedy może pojawić się kontuzja, zwłaszcza jeśli ktoś mocno weźmie sobie do serca takie właśnie motywatory, o których piszesz.

    Odpowiedz
  • 16.12.2013 o 11:53
    Permalink

    Paweł – bardzo dobry, zdroworozsądkowy tekst zgodnie z założeniem, że bieganie jest dla (wszystkich) ludzi :)Rzeczywiście w ostatnich tygodniach tych motywatorów coś jakby za dużo. Do w/w zestawu dodałbym jeszcze nieśmiertelny „Weekend – ile kilometrów zrobiliście?” Kurcze, bieganie to nie praca na akord 🙂

    Odpowiedz
  • 16.12.2013 o 12:05
    Permalink

    Na motywatory trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, a w bieganiu kierować się rozsądkiem i słuchać własnego organizmu przede wszystkim. Bo gdybym biegała pod dyktando motywatorów niektórych stron, czy portali biegowych… to w sumie nie wiem, czy bym jeszcze biegała 🙂

    Odpowiedz
  • 16.12.2013 o 15:23
    Permalink

    Dobrze prawisz:) Ja na FB niektóre portale to wręcz przestałem lajkować, bo mnie już to wkurzało..

    Odpowiedz
    • 16.12.2013 o 19:43
      Permalink

      O widzisz!! O tym nie pomyślałem! To może ja też kilka profili odlajkuję. Będzie spokojniej 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *