Moje pierwsze roztrenowanie

Po maratonie zacząłem się wdrażać w idee Jurka Skarżyńskiego. I tak miałem sam z siebie postanowienie, że dam sobie na luz po Maratonie Warszawskim, więc dałem. Literatura zalecała podobnie. W książce pisało, żeby odpocząć od biegania i nie biegać w ogóle, ale w moim przypadku to nierealne.

REKLAMA

Tuż po maratonie miałem dylemat, bo z jednej strony czułem, że potrzebuję odpoczynku, a z drugiej chciałem dalej biegać. Pamiętając czas z Warszawy i moją żałosną taktykę, podświadomie chciałem się już przygotowywać na następny rok.

Dziwne to bieganie było, bo w domu miałem chęć biegać, a jak wychodziłem i już biegłem to przypominałem sobie boleśnie (nadwyrężone ścięgna podkolanowe), że jestem tuż po maratonie. Zrobiłem dwa takie biegi bezpośrednio po maratonie. Oba były liche i w sumie tylko na zasadzie, by się nie zasiedzieć. Po tych dwóch razach stwierdziłem, że to jednak nie jest bieganie i trzeba odpoczywać. Zafundowałem sobie najdłuższy bezbiegowy weekend, odkąd regularnie trenuję, czyli od roku. Taki najdłuższy to on nie był, bo to tylko/aż 4 dni bez biegania. Tylko, że dla mnie to i tak szmat czasu. Jest październik, a nawet 3 dni bez biegania, zdarzają mi się bardzo rzadko. Ostatnie 3 dni przerwy, to połowa czerwca.

Przerwa pomogła, bo po przerwie czułem, że znowu biegam, a nie tylko ledwo szuram po ziemi. Dotarło do mnie, że trzeba trochę odpocząć. Znów podparłem się książką, która zakładała cały październik na takie roztrenowanie. No dobra, niech będzie. Nie dałbym rady przestać biegać, więc biegałem na zasadzie, ?kiedy mi się chce?. A chciało mi się często. Zresztą mi i tak często chce się biegać.

Buty Kalenji na podłodze

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w trzecim tygodniu tego roztrenowania, zrobiłem, niby na luzie, ale 4 treningi (czyli swoją normę) i 37,5 km (tu akurat udało się zrobić mało) w łącznym średnim tempie 5:36 min/km (czyli dużo za szybko). Jednym słowem – przesadziłem. To był ten tydzień, kiedy po raz kolejny próbowałem biegać z muzyką. Przy muzyce nie umiem trzymać tempa i zawsze przyśpieszam, więc tak wyszło. Do jakiegoś opamiętania skłoniły mnie znowu moje ścięgna podkolanowe, które z każdym z tych czterech treningów wysyłały mi bardziej znaczne sygnały, że jeszcze nie wróciły do normalnej dyspozycji.

Sygnały odebrałem, zrozumiałem i pozostałe dwa tygodnie już były pod każdym względem słabsze. I mniej treningów, bo po 3, i mniejszy kilometraż, bo w granicach 20-25 km. Na te dwa tygodnie udało się chyba zrealizować w pełni założenia odpoczęcia od treningu. Było mało, raczej krótko i spokojnie. Ogólnie, pełna swoboda. Już nie wpadałem na takie pomysły jak zabieranie muzyki na trening. Przerabiałem za to koncepcje, które mój bieg spowalniały, takie jak bieganie z aparatem fotograficznym i robienie jesiennych zdjęć lasu.

W międzyczasie odliczałem też czas do listopada, kiedy to zacznę znowu biegać z jakąś ideą, czyli trenować. I znowu wczytywałem się w to , co Jurek napisał. Wczytywałem, wczytywałem i wczytywałem? I podjąłem kilka nowych założeń, czy postanowień. Zacznijmy od tego, że jedną z rzeczy, która mi się tu podoba jest to, że nie jest to plan treningowy, tylko założenia jak trenować. Nie ma rozpisanych długości treningów, czy tempa. W ten sposób mogę sobie to dostosować do siebie. Muszę tylko wpoić sobie, że będę biegał według tego schematu. Powinno być dobrze. Większość miesięcy jest tutaj rozpisana na sześć treningów w tygodniu. Przyzwyczajony do czterech treningów, nie będę szalał i przestawię się na pięć, a najwyżej za rok (kto wie , co będzie za rok) będzie sześć.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *