Moje najlepsze momenty 2014 roku

Na koniec roku nie wypada życzyć aby następny był lepszy. Wypada życzyć aby następny był jeszcze lepszy od tego który właśnie się kończy. Bo dla mnie choć przebiegłem w tym roku mało kilometrów to ten rok był dla mnie dobry. Oto co się w nim zdarzyło najlepszego, najbardziej wartego zapamiętania.

REKLAMA

Tata maratończykiem!

Debiut mojego taty w maratonie to chyba najważniejsze wydarzenie tego roku. Przynajmniej z mojej perspektywy. Tata debiutował w tym samym biegu co i ja. Dla obu nas Maraton Warszawski na zawsze już będzie tym pierwszym. Tata nie dość, że pobiegł maraton po niecałym roku biegania to jeszcze osiągnął rewelacyjny czas – 4:08. Ja pięć lat temu debiutując miałem 4:22. No i ja pięć lat temu miałem 25 lat, a mój tata w debiucie miał tych lat 59. Tym bardziej wielki szacunek.

Tak było: Maraton Warszawski – Jak zostałem maratończykiem

Ojciec z synem na mecie Maratonu Warszawskiego

Impreza w Krynicy

W Krynicy już wcześniej byłem. Jednak w tym roku wizyta była inna od poprzedniej. W tym roku była to dla mnie tak na prawdę jedna wielka trzydniowa impreza. Biegania zaplanowałem sobie mniej, bo tylko (albo aż) Koral Maraton. Natomiast niezależnie od tego większość czasu spędziłem na Expo. W większości na stoisku Nessi, gdzie spotkałem masę znajomych i nieznajomych mi osób. Fajnie było Was wszystkich spotkać w jednym miejscu.

No i dziękuję organizatorom za hotel na górze z widokiem na Krynicę. Nawet jeśli kląłem że po maratonie muszę się na tą górę wdrapać.

Tak było: V Festiwal Biegowy, czyli to, co przed maratonem

Przed startem na expo

Zającowanie na Pradze

Pragę zapamiętam przede wszysckim z zającowania. Generalnie nie planowałem biec w Półmaratonie Praskim. Kiedy dostałem pakiet, nie miałem na ten bieg pomysłu i planu. Pomysł wpadł mi do głowy dosłownie na chwilę przed biegiem.

Pobiegłem z Jolą, która była oficjalnym zającem i prowadziła grupę na 1:45. Gadałem z biegaczami. Podawałem im wodę. Raz nawet inny biegacz mi wodę podał bo się zagapiłem. Jak się ktoś z grupy o coś pytał do odpowiadałem czy opowiadałem. Podawałem tempo i starałem się go pilnować. Na nawrotce, kiedy do mety zostało 10 kilometrów prostej drogi, żartowałem że to już ostatnia prosta i trzeba sprężać poślady. Patrzyłem jak inni walczą z czasem i jak mogłem to im pomagałem. I owszem odpowiedzialność jest duża, ale frajda z prowadzenia grupy i wiedza, że dzięki tobie choć co dziesiąty z tych co biegli z tobą z początku, zrobił swój wymarzony czas jest ogromna.

W 2015 chciałbym poprowadzić grupę oficjalnie jako pacemaker. Zobaczymy czy się uda.

Tak było: BMW Półmaraton Praski – czyli jak zostałem “prawie” zającem

BMW Półmaraton Praski - na trasie

Organizacja Biegu Chełmońskiego

Bieg Chełmońskiego to bieg który zorganizowaliśmy jako Stowarzyszenie „Żyr.A.F.A”. Szkoda tylko, że nie pobiegliśmy w moim rodzinnym Żyrardowie, a w sąsiednich Radziejowicach, ale taka lokalizacja też ma sporo plusów. Ten bieg to nasza pierwsza tak duża impreza. Roboty było sporo ale i satysfakcja spora. Mimo fatalnej pogody (mokłem pięć razy) impreza się udała. Udało się też kilka rzeczy przy organizacji spaprać ale… nie myli się tylko ten co nic nie robi. W następnym roku będzie lepiej. Już nad tym myślimy…

Tak więc zapraszam już teraz do Radziejowic na drugą edycję Biegu Chełmońskiego.

Tak było: Bieg Chełmońskiego już za nami

Bieg Chełmońskiego - czołówka

A na koniec… zrobiłem setkę!

A dokładniej zrobiłem 100 kilometrów na rowerze jednego dnia. Dla tych jeżdżących regularnie setka to nic, ale dla mnie to coś. Tym bardziej że cały czas jeżdżę na rowerze o za małej ramie na którym wyglądam jakbym zajumał go młodszemu bratu (pozdrawiam cię Michał). Nie muszę chyba dodawać że na takim maluchu jeździ się ciężko. A tym bardziej kiedy do przejechania jest 100 kilometrów.

Tak było: Wycieczka rowerowa do Kampinoskiego Parku Narodowego

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - w Zamościu

Wtedy podczas wycieczki z Żyrardowa do Puszczy Kampinoskiej przejechałem 103,5 kilometra. Pobiłem w ten sposób rekord trasy sprzed notabene 10 lat, który wynosił 100 kilometrów jednego dnia. Można rzec że owe 103,5 to teraz moja życiówka. W 2015 można by ją poprawić. Choćby o kilometr…

I tyle… Niech kolejny rok będzie równie dobry!!

REKLAMA

Skomentowali

  • Leszek
    01.01.2015 at 17:44
    Permalink

    Fajne podsumowanie i fajny rok, oby kolejny był lepszy. To znaczy jeszcze lepszy 😉

    Odpowiedz
  • Basia z Dietmap
    05.01.2015 at 10:42
    Permalink

    Przyjemnie się czyta wpisy ludzi zadowolonych z siebie i z tego co udało im się zrobić. Ja przygotowałam sobie podsumowanie roku, niemniej musze wykonac jeszcze wiele pracy, żeby osiągnąć taki poziom zadowolenia. Na szczęscie zaczyna się 2015 i wszystko tak naprawdę przede mną 🙂 Gratuluję postawy i życzę dalszych sukcesów!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *