Merrell Bare Access 2 – moje pierwsze buty minimalistyczne

Merrell Bare Access 2 to moje pierwsze buty minimalistyczne. Pierwsze tak idealnie dopasowane, przewiewne i tak lekkie, że nie potrafię w nich biegać wolno. Pierwsze, w których różnica wysokości pomiędzy piątą a palcami (tzw. drop) wynosi 0 mm. Pierwsze niemal bez amortyzacji, w których podeszwa ma grubość raptem 4 mm. Pierwsze, dla których uczę się biegać ze śródstopia. I muszę przyznać, że warto.

REKLAMA

Podstawowe informacje

Parametry

Buty do testów dostałem, w ramach współpracy z marką Merrell, jakieś dwa miesiące temu. Od tego czasu biegam w nich regularnie, lecz nie codziennie. Ba! Nawet nie, co drugi dzień. W Merrellach biegam raz, góra dwa razy na tydzień. Dystans od około 8 do około 12 kilometrów. Nie więcej. To dla mnie wystarczająca na tą chwilę dawka biegania minimalistycznego. Więcej o samym bieganiu minimalistycznym możecie przeczytać w oddzielnym poście. Teraz będzie o butach.

Merrell Bare Access 2

Minimalna podeszwa

Podeszwa to element podstawowy. W Merrellach tak samo jak w większości innych butów minimalistycznych podeszwa charakteryzuje się kilkoma rzeczami:

– 0mm dropu, czyli zerową różnicą pomiędzy pieta a palcami. W klasycznych butach do biegania spadek, mniejszy bądź większy, zawsze występuje. W Merrellach jest płasko i to się czuje.

– 4mm grubością. To niewiele, ale mimo wszystko sporo jak na but minimalistyczny. Bare Acess 2 ze swoimi 4 milimetrami to jeden z grubszych butów w ofercie. Służy przede wszystkim do przejścia z klasycznych butów na te minimalistyczne. Kiedy stopa przyzwyczai się do bieganie na 4mm podeszwie będzie można (o ile ktoś ma ochotę) przejść na jeszcze bardziej minimalne buty.

– niemalże brakiem amortyzacji pod pieta. But jej nie posiada albo posiada jakąś bardzo minimalną ilość. Idąc w nich ma się naprawdę wrażenie ze zaczęło się tłuc piętami o ulicę. W butach nie ma też bieżnika wystającego poza obrys podeszwy. Podeszwa pod piętą jest zaokrąglona niemal tak samo jak pod palcami. W tym butach nie ma nic, co pomaga biegać z pięty.

– bieżnikiem firmy Vibram przypominającą słonecznik. Mi ona poza słonecznikiem przypomina również oponę samochodu. Jest dosyć gładka, co mnie trochę zaskoczyło, bo spodziewałem się bardziej agresywnego bieżnika. Podeszwa posiada również kilka większych nacięć mających tak jak bieżnik samochodu odprowadzać wodę. Jest też jednolicie płaska, bez przewężeń pod śródstopiem, przez co jeszcze bardziej kojarzy mi się z oponą.

Merrell Bare Access 2 - podeszwa

Lekka i dopasowana cholewka

Cholewka jest lekka i przewiewna a jednocześnie wytrzymała. W ciepłe dni zapewnia dobrą cyrkulację powietrza w butach, co zapobiega przegrzewaniu się stopy. Woda również nieźle w butach cyrkuluje. Po biegu przez mokra poranna trawę szybko poczułem wilgoć w butach. Na szczęście buty równie szybko przeschły.

Druga rzeczą, która w cholewce zwraca uwagę jest jej dopasowanie do stopy. But po zasznurowaniu ma być jak druga skóra i wychodzi mu to całkiem dobrze.

Zwraca uwagę sporo miejsca w palcach. Być może to z tego względu, że bieganie zbliżone do naturalnego angażuje całą stopę w tym również palce do biegu. Nie wiem. W każdym razie but w palcach jest wizualnie szeroki, a palce maja w nim sporo miejsca.

Śródstopie dopasowane jest perfekcyjnie. Wewnętrzna podeszwa jest tak wyprofilowana, że dopasowuje się do łuku stopy. Na samym początku było to trochę niekomfortowe, ale po dwóch miesiącach w Merrellach nie zamieniłbym owego profilu na żaden inny.

Pieta miękka i równie dobrze dopasowująca się do stopy, co reszta cholewki. Jak to butach minimalistycznych bez żadnego usztywnienia czy innej szeroko zwanej stabilizacji. Jedyne co to na zewnętrznej stronie cholewki znajduje się grubszy skórzany element, lecz bardziej służy wytrzymałości buta niż stabilizacji piety.

Merrell Bare Access 2 - pięta

Buty nie posiadają wkładki wewnętrznej. Pierwszy raz spotykam się z takim rozwiązaniem, ale Merrelle są na tyle odchudzone w stosunku do klasycznych butów, że wkładka i tak tylko by przeszkadzała.

Zwrotne i szybkie bieganie

W Merrellach biega się inaczej niż w klasycznych butach. Nie da się w nich biegać lądując na pięcie. Aby odkryć urok tych butów trzeba nauczyć się lądować na śródstopiu. Z początku jest to o tyle trudne, że nogi są do takiego biegania nieprzyzwyczajone i po treningu bola. Niektórych podobno bardzo. Większość też mówi, że po pierwszych dniach w butach minimalnych bolały ich łydki. Mnie nie bolały. Mi pierwsze kilometry szły w uda i pośladki. To one bolały. No cóż… Tak widocznie musiało być.

W Merrellach podobają mi się dwie rzeczy: zwrotność i lekkość.

Zwrotność ściśle związana jest z minimalizmem. Buty maja tak mało ulepszaczy, że większość pracy „zwalają” na stopę. Dzięki temu w bieganiu zakosami czy też po trudniejszym czy pochyłym terenie to ja (moja stopa) ma nad wszystkim kontrolę. Jak chce w ostatniej chwili skręcić to skręcam. Mam wrażenie, że dostałem do reki coś, co reaguje na każdy niuans mojego biegu. To mi się podoba!

Buty dobrze radzą sobie na wielu nawierzchniach. Na asfalcie ich nienawidzę, bo na asfalcie buty nie mogą pokazać swoich atutów i jedyne, co się rzuca w uszy to ich ?tapanie?. Dźwięk ten jest efektem płaskiej podeszwy i lądowania na śródstopiu. Podobne ?tapią? podczas biegu po asfalcie, bose stopy.

Merrell Bare Access 2

Na pozostałych nawierzchniach jest zdecydowanie lepiej. Dobrze się w nich biega po ziemnych drogach a także mniejszych meandrujących leśnych ścieżkach. Nie było też źle w lekkim błocie i piachu, ale na takich nawierzchniach już zaczyna brakować im przyczepności. W Merrellach lepiej trzymać się bardziej ubitych nawierzchni.

Podoba mi się też ich lekkość. Buty te są zdecydowanie lżejsze od ich klasycznych odpowiedników. Ich lekkość bardzo często prowokuje mnie do szybszego biegu niż planowałem. Tak prawdę mówiąc to chyba jeszcze nigdy średnie tempo w Merrellach nie spadło mi poniżej 5:00 min/km. A to na chwile obecna całkiem niezły wynik. Te buty są tak lekkie, że nie potrafię biegać w nich wolno. A tym bardziej po lesie.

Podsumowanie

Cieszę się, że pierwsze kroki w bieganiu minimalistycznym stawiam w Merrellach. But spełnił moje wyobrażenie o bucie minimalnym, a co najważniejsze udało mi się w niego bez większych problemów wdrożyć. Jest zwrotny i lekki, co w połączeniu z dobrze dopasowaną cholewką dało mi buta, który robi dokładnie to, co chcę. Zwrotność i pewność jest tym, co na leśnych drogach cenię najbardziej. Lekkość ma też jeszcze jeden efekt – buty są tak lekkie ze same prowokują do szybszego biegu.

Więcej zdjęć

REKLAMA

Skomentowali

  • Mateusz
    27.05.2013 at 20:19
    Permalink

    Miałem ostatnio możliwość sprawdzenia New Balance Minimus, dzięki temu mam pewne przemyślenia na temat butów minimalistycznych. Na ciężki teren, to ten but się nie nadaje (mam na myśli góry),ale nie tylko. Max. gdzie odważyłbym się w tym obuwiu biegać, to leśny dukt. Gdy sobie pomyślałem, że miałbym w takich butach biegać w cięższym terenie, czułem strach. Tyczy się to wiekszości butów mini, nie czarujmy się, że jest inaczej. Doszedłem do wniosku, że chcąc przejść na minimalizm, nie wydawałbym tylu pieniędzy na buty, jak to robię teraz, a zdecydowałbym się na zakup halówek za 20 zł. Miałbym wtedy bieganie minimalistyczne, odczucia takie same, jak w przypadku zastosowania butów,które opisujesz lub innych minimalistycznych za kilkaset złotych.

    Odpowiedz
    • Dominik
      14.07.2014 at 20:18
      Permalink

      Dość ciekawe tezy. Ja NB Minimus biegam po górach i bardzo sobie chwalę. Oczywiście jesienią przejdę na bardziej obudowane kopyto, ale po suchym terenie NB są nie do zdarcia.

      Odpowiedz
  • Jakub
    08.07.2013 at 23:40
    Permalink

    Mateusz, spróbuj teren z Merrell Trial Glove, albo Inov-8 Trailroc 235. Odkryjesz, że da się i minimalistycznie i po wertepach (w jednych i drugich biegam, wolę pierwsze bo paluchy mają gdzie żyć)

    Odpowiedz
  • Paweł
    27.03.2014 at 10:53
    Permalink

    Cześć Pawle
    Fajny tekst, wlasnie szukam swoich pierwszych minimalistycznych butow. Glowny mój cel wzmocnienie mięsni, mam silna pronacje i z tego powodu zaczynam cierpiec na kontuzje rozciegna i łydek w ogole. Czy czujesz że nogi są silniejsze i jeśli tak to po jakim czasie to nastąpiło? Czy lądowanie na śródstopiu „zrobi się samo” ?:) Biegam mocno na pięte i mam obawy czy nie będe powtarzał tego błedu nawet w takich butach…

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      27.03.2014 at 20:27
      Permalink

      Myślę, że nogi mam zdecydowanie silniejsze i że bieganie od czasu do czasu w takich butach jest świetnym uzupełnieniem dla biegania w klasycznych butach. Nie wiem kiedy to mogłem dokładnie zaobserwować ale wiem, że po kilku kilometrach w Merrellach bolą mnie takie mięśnie o których nie miałem wcześniej pojęcia. A jak bolą to znaczy, że pracują i się wzmacniają. Oczywiście ten ból był największy na samym początku. Stąd wniosek, że mam silniejsze nogi.

      Natomiast biegania z pięty ciężko się oduczyć. Ja normalnie biegam z pięty i biegając w butach minimalistycznych muszę się pilnować. Jak się rozkojarzam to się zapominam i zaczynam walić z pięty. Dobre jest tylko to, że w tych butach bieganie z pięty jest tak niekomfortowe, że od razu wracam na śródstopie.

      Odpowiedz
      • Paweł
        28.03.2014 at 17:59
        Permalink

        Dzięki za odpowiedź:)
        Czas pokaże, mam pobożne życzenie że przestawie się całkiem lub że chociaż ogranicze kontuzje.
        Pozdrawiam!

    • Kuba
      27.08.2014 at 00:26
      Permalink

      Ja się na bieganie ze śródstopia przestawiałem jakiś czas, ale biegając w zwykłych butach amortyzowanych z dużym dropem. I nie żałuję, bo już zmiana techniki biegu była dużym szokiem dla nóg. Jakbym do tego od razu wskoczył w minimalistyczne buty to pewnie szybko bym ideę porzucił 😉

      Natomiast w bieganiu ze śródstopia istotne są tez inne elementy. Bo wszystkie się ze sobą łączą. Pochylona nieco do przodu oś ciała, lądowanie na nieco ugiętej w kolanie nodze a nie wyprostowanej, stopa ląduję pod środkiem cięzkości (to klucz do wszystkieg), czyli niemal w osi ciała, a nie z przodu, wyższa częśtotliwość kroków czyli kadnecja, krok krótszy, noga przednia jest zawsze zgięta w kolanie i to ono jest najbardziej wysuniętą w przód cześcią także przy lądowaniu. No i lądowanie na śródstopiu nie znaczy że pięta ma nie dotykać ziemi w ogóle. Nawet nie znaczy że pięta ma dotykać w drugiej kolejności. Można opadać i śródstopiem i piętą równocześnie, ale istotne jest, żeby ciężar ciała i tym samym nacisk na podłoże, przypadał gł. na śródstopie, a nie piętę. Ale to się samo wymusza, kiedy ma się postawę lekko pochyloną w przód (chyba, że biegniemy do tyłu 😉 ), a stopa ląduje pod środkiem ciężkości. Wszystko się zazębia.

      A kiedy już nowa pozycja biegu wejdzie w krew, to potem nie ma już znaczenia jakie buty włożymy – biegamy ze śródstopia stale. Ja tak biegam a używam klasycznych mocno amortyzowanych butów i w niczym to nie koliduje – może poza tym, że im mniejszy drop tym łatwiej. Ale skoro nawet 12mm drop nie przeszkadza to problemu właściwie nie ma.

      Warto też sobie uporządkować, że bieganie ze śródstopia to nie to samo co minimalizm. Choć minimalizm je wymusza, z racji braku amortyzacji. Do tego: minimalizm gł wpływa na poprawę pracy samej stopy – mięśni i sicięgien – wzmacnia je i uodparnia na mechaniczne urazy. A to za sprawą minimalnego obuwia. A zakładając bieg ze śródstopia niesie ze sobą też wszystko to co taka technika nam daje. Mamy więc duże zdrowotne korzyści, ale niekoniecznie przekłada się to wprost na osiągi. Sam bieg ze śródstopia natomiast to prawidłowa (wg wielu) technika biegu, dzięki której aktywujemy więcej mięśni, unikamy kontuzji kolan i bioder, efektywniej wykorzystujemy siłę nóg do szybszego przemieszczania się. Ale pracy stopy nie poprawi wydatnie jeśli biegniemy w tradycyjnych butach.

      Czyli – minimalizm to tak de facto bieganie w minimalistycznych butach, a co za tym idzie konieczność biegania ze śródstopia. A bieganie ze śródtopia – to technika biegu, która minimalizmu wcale nie musi zakładać, bo można tak biegać w butach tradycyjnych.

      Ze swojej strony naukę biegania ze śródstopia polecam każdemu. Nie trzeba być ortopedą żeby sobie to przyswoić. A zupełnie inaczej pracują nogi, znika wiele problemów, kontuzji, wzmacniają się łydki, achilles, dwugłowe (podudzia), przestają boleć czworogłowe (potocznie: uda właściwe 😉 ), kończą się problemy z mięśniem przy piszczelu, krok staje się krótszy ale częstszy, nawet oddech się nieco zmienia. Ale co najważniejsze – wyniki szybują w górę. U mnie to był skok epokowy. Dużo mniejsze zmęczenie… przy pochyleniu w przód w zasadzie ja tylko nadstawiam nogę żeby się do przodu nie przewrócić, nie muszę wkładać tyle siły w kolejny krok. Powracająca noga jest rozluźniona, i tylko ją ciągnę żeby luźno żeby postawić pod sobą… Cały wysiłek idzie w przesuwanie ciała do przodu, a nie w podskakiwanie góra/dół, jak to jest przy biegu z pięty i długich krokach. Polecam wszystkim.

      Odpowiedz
      • Dawid Grabski
        04.10.2014 at 13:13
        Permalink

        Aż mnie nakręciłeś na bieganie ze śródstopia i chyba kupię opisywany model.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *