Maraton Warszawski – za tydzień pobiegnę po raz piąty

Już za tydzień 36. Maraton Warszawski. Kolejny już. Mój piąty i to piąty z rzędu. Trzeci raz z finiszem na Stadionie Narodowym. To właśnie tutaj debiutowałem w zawodach i w maratonie. I choć znam te zawody na pamięć to za tydzień znowu pobiegnę w Maratonie Warszawskim.

REKLAMA
Ten maraton to niejako cześć mnie i mojego biegania. Tutaj przede wszystkim debiutowałem w maratonie. Pamiętam jak dziś start z Krakowskiego Przedmieścia. Pamiętam rozmowy z Weroniką, Marianem, Sylwią i Jarkiem. Pamiętam jakąś taką dziwną mieszankę zdenerwowania i ekscytacji. Nie miałem pojęcia co mnie czeka ale stałem na starcie biegu który miał spełnić moje marzenie. Marzenie zostania maratończykiem.

Tamten maraton układał się różnie. Zrobiłem z nim wiele debiutanckich błędów. Za mało jadłem na trasie, za mało piłem. Za dużo wygłupiałem. Ale biegłem. Na trasie miałem świetnych kibiców: Maćka uganiającego się za mną z aparatem, Agnieszkę kibicującą mi w miejscu gdzie zderzałem się ze ścianą, a także rodziców, którzy czekali na mnie na Moście Świętokrzyskim, a potem na mecie. Dobiegłem w 4:22 ale czas nie był najważniejszy. Zostałem maratończykiem!!

Rok później startowaliśmy z Placu na Rozdrożu. To był wynikowo najlepszy Maraton Warszawski. Cyferki zagrały na trzy i 33. Maraton Warszawski przebiegłem w czasie 3:33. Szkoda, że jeszcze nie 33 sekund, ale nie można mieć wszystkiego. Wtedy to była moja (już nieaktualna) życiówka. Na mecie ledwo się ruszałem, ale maraton ułożył się jak po sznurku.

140921_warszawa

Później Maraton przeprowadził się tam gdzie jest teraz, czyli w okolice Stadionu Narodowego. Pierwszy finisz na narodowym okazał się jedną wielką klapą. Miał być dobry wynik, ale przeszarżowałem tak ze szkoda gadać. Na narodowy wbiegłem z niby z uniesionymi ramionami, ale dotarcie do mety zajęło mi jeszcze więcej czasu niż w debiucie. Bohater Narodowego ze mnie był ze mnie co najmniej wątpliwy.

Rok temu poszło prawie zgodnie z planem. Do 15 km szło jak po sznurku. Później złapały mnie problemy żołądkowe. Przez jakieś 10 kilometrów biegłem interwałowo od toi-toia do toi-toia. Koło 25 kilometra mnie puściło i poleciałem dalej. Nadgoniłem co się dało i dobiegłem w 3:38.

Jak widać przez cztery lata bywało różnie ale co by nie było to są moje śmieci. Moja Waszawa która czy lubię, czy czasami lubię mniej, oglądam niemal codziennie. Znam ulice, znam w skrzyżowania. Przebiegam obok miejsc które budzą skojarzenia jak moja uczelnia, czy knajpa w której imprezowałem. Znam większość z ulic którymi biegnę bo na nich już byłem. Najczęściej wielokrotnie…

Dlatego nie mógłbym teraz stanąć z boku. Nie, kiedy ten maraton budzi tyle pozytywnych skojarzeń i kiedy uważam go za swój. Nie, nie mogę stać z boku. Tym bardziej, że w tym roku w Warszawie w maratonie zadebiutuje mój tata.

I jak tu w Warszawie nie biegać?!

REKLAMA

8 myśli na temat “Maraton Warszawski – za tydzień pobiegnę po raz piąty

  • 23.09.2014 o 11:07
    Permalink

    Pawle, jaki plan na ten maraton? Oczywiście, bez względu na planowany wynik, powodzenia! 🙂

    Odpowiedz
    • 23.09.2014 o 12:16
      Permalink

      Bez spinki. Jak będę biegł sam to tak około 3:45. Generalnie na pewno poniżej 4:00, im więcej tym lepiej. No chyba, że pobiegnę z tatą…

      Odpowiedz
      • 23.09.2014 o 12:24
        Permalink

        Trzymam zatem kciuki i za tatę 🙂 Kto wie, może przydałby mu się taki zając, jak Ty?

  • 23.09.2014 o 19:51
    Permalink

    Też będę w Warszawie. Moja ekipa biegnie maraton, a ja skromną piątkę. Nie mogę się doczekać bo nasza meta też ma być na narodowym. Mam nadzieję że nic nie zmienią 🙂 Powodzenia

    Odpowiedz
    • 23.09.2014 o 20:30
      Permalink

      Piątka też dobra! Można i pobiegać, i pokibicować maratończykom 😉

      Odpowiedz
  • 25.09.2014 o 10:46
    Permalink

    W niedzielę mój debiut :). Jakiś czas temu myślałem, kalkulowałem na jaki czas biec, ale im bliżej tym mniej tym się przejmuję i chcę podejść na luzie i cieszyć się tym debiutem bez spiny. 🙂

    Odpowiedz
    • 25.09.2014 o 11:04
      Permalink

      I takie podejście mi się podoba 🙂 W pierwszym maratonie nie warto nastawiać się na konkretny czas.

      Powodzenia i do zobaczenia na starcie!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *