Maraton Metodą Hansonów – recenzja

Wystarczy zacząć w Google pisać „Bieganie metodą…” i zaraz wyskoczy Gallowaya, Skarżyńskego, Danielsa, ewentulanie Romanova. Do tego jeszcze ostatnio na polskim rynku pojawiła się książka pt. „Maraton metodą Hansonów”. A więc kolejna metoda. Czym się różni i dla kogo jest?

REKLAMA

O co chodzi u Hansonów?

Metoda Hansonów to chyba najbardziej brutalna metoda biegania. Już na początku książki pada, może trochę zaowalowany, zarzut, że większość planów biegowych jest zła. Że większość planów stawia na długie wybiegania po 20 mil (32 kilometry) bez żadnego logicznego wyjaśnienia (poza tym że 20 to okrągła liczba). Że większość planów stawia na niski kilometraż, który nijak nie przygotuje do przebiegnięcia maratonu. Że większość planów nastawia się na dopasowanie do biegacza i wpisuje mu długie wybiegania w weekend, czyli wtedy kiedy ów biegacz ma najwięcej czasu.

Metoda Hansonów z zasady sprzeciwia się tym „przestarzałym metodom treningu” i proponuje:

  • wysoki kilometraż, nawet w wersji dla początkujących jest to 80 km,
  • wysoka dyscyplina i podporządkowanie się planowi, niby czytałem to wszędzie ale tutaj mam wrażenie autorzy najmniej piszą o modyfikacjach i zmianach w planie,
  • długie wybiegania do maksymalnie 26 kilometrów,
  • trening na ciągłym zmęczeniu, czyli że pomiędzy treningami nie wypoczniesz do końca,
  • 5-6 dni treningowych minimum,
  • nastawienie przede wszystkim na maraton raczej bez startów „po drodze”.

A więc jeśli nie chcesz zasuwać na treningach, nie chcesz podporządkować życia dla biegania i nie chcesz biegać po 80 kilometrów tygodniowo to… możesz po wstępie zamknąć książkę i napalić nią w piecu.

U Hansonów od samego początku musisz nastawić się na ostre zasuwanie.

Maraton metodą Hansonów - okładka

Zawartość książki

W książce zawarte jest tak na prawdę wszystko co być powinno zawarte. Jest o fizjologii maratonu, są dokładne opisy jednostek treningowych, są bardzo szczegółowe rozpiski temp poszczególnych treningów, są plany treningowe, ćwiczenia rozciągające, siłowe, jest spora cześć poświęcona odżywianiu, doborowi sprzętu czy rytuałowi dnia statu. W maratonie oczywiście.

Do tego tam gdzie to możliwe większość wiedzy jest nastawiona na jej naukowe wyjaśnienie. A więc jest i naukowo wyjaśnione dlaczego owe 26 kilometrów to maksymalny zalecany dystans biegu. Odżywianie też mamy ujęte w tabelki i wzory. Tak samo tabele temp treningowych. Są mocno rozbudowane i zajmują czasami nawet i całe strony książki. Generalnie wszystko co się da cyframi opisać u Hansonów tak jest opisane. Z jednej strony ma to służyć jak najlepszej kontroli treningu. Z drugiej jeśli kogoś przeraża takie aptekarskie podejście to nie ma tu czego szukać.

Co ciekawe najmniej w tym wszystkim zajmują same plany. Takowe są dwa. Jeden dla początkujących drugi dla zaawansowanych. Dwa plany – dwie tabelki. I koniec. Cała reszta to tempa, odżywianie i regeneracja (która z zasady jest niewykonalna bo kolejne treningi biegamy mając w nogach jeszcze poprzednie treningi).

Dla kogo?

Książka pod kątem ilości i jakości wiedzy jest przydatna dla każdego. Nie ma tutaj lania wody i jest dużo konkretów przydatnych każdemu kto chce świadomie biegać. Natomiast jako całość książka i metoda Hansonów skierowana jest raczej do tych chcących poprawiać swoje wyniki i chcących oddać się w reżim wcale nie prostego planu treningowego. Jest to też książka, jak sama nazwa wskazuje, przede wszystkim dla maratończyków i potencjalnych maratończyków. Do biegu na 10 czy 21 kilometrów raczej się z tą książką nie przygotujesz. Albo inaczej mówiąc – przygotujesz się ale nie jest to plan i metoda dedykowana takim dystansom.

Natomiast jeśli biegasz dla zdrowia, dla siebie, dla zrzucenia wagi czy na zasadzie „biegam bo lubię” to Hansonów możesz sobie odpuścić.

Podsumowanie

Bieganie metodą Hansonów to książka warta uwagi. Ale nie dla każdego. Z ilością i jakością wiedzy nie będę polemizował bo książka napisana jest dobrze i zawiera sprawdzoną i rzetelną wiedzę. Inna sprawa że metoda Hansonów nie nadaje się dla każdego. To metoda przede wszystkim dla maratończyków bo temu dystansowi jest ona dedykowana. To też książka dla tych ambitnych i gotowych na ciężki trening. Chcesz biegać lub biegasz rekreacyjnie? Odpuść sobie Hansonów.

REKLAMA

4 myśli na temat “Maraton Metodą Hansonów – recenzja

  • 20.12.2014 o 22:01
    Permalink

    Właśnie biegam wg Hansonów pod wiosenny maraton i z prawie wszystkim co piszesz się zgadzam. Nie jest do końca tak że trzeba ostro zasuwać na treningach bo tempa nie są wyśrubowane i dystanse biegów też nie są duże. Za to tak jak piszesz – jest ich dużo bo aż 6 w tygodniu (!) więc kilometraż tygodniowy jest duży. To racja że trzeba najpierw mieć przygotowanie bo nawet w piku 100km tygodniowo wychodzi a ponad 70 to chyba zawsze.
    Jednak jeśli możemy wygospodarować 50-60 minut w ciągu dnia to ten plan wygląda super – nie ma tych bardzo długich wybiegań, tempa jak pisałem nie są zabójcze więc myślę że w sumie wyjdzie na to że można wskoczyć na zupełnie nowy poziom dzięki regularności i unikaniu kontuzji (które mogą być gdy tempo się ma za szybkie albo biega tylko 3x w tyodniu za to raz 32km).
    Zobaczymy jak to zadziała – 15 marca biegnę maraton to opiszę jak poszło oczywiście 🙂

    Odpowiedz
  • 20.12.2014 o 22:19
    Permalink

    80 km dla początkującego? Przygotowując się do maratonu nigdy nie przebiegłam więcej niż 40 km tygodniowo. Przy 80 skrobali by mnie z ziemi…

    Odpowiedz
  • 18.06.2015 o 15:59
    Permalink

    Przerobiłem cały dla zaawansowanych, pobiegłem OWM, upragnioną 3 złamałem a „nowy poziom” odkrywam do teraz na różnych dystansach. Polecam

    Odpowiedz
  • 27.06.2015 o 13:28
    Permalink

    Połamać w maratonie 3:30 h próbowałem ponad dwa lata. Po przeczytaniu Hansonów okazało się to możliwe – i to wg planu dla początkujących. Przy okazji poprawiłem też wyniki na 10 i 21,1 km (nie zastosowałem się do zakazu startów kontrolnych, ale też nie są one konieczne).
    Przed Hansonami biegałem wg Skarżyńskiego 4 jednostki treningowe i co roku w lecie miałem jakieś kontuzje. Mimo zwiększenia kilometrażu (średnio 80 km w tygodniu, w szczycie ponad 90) i ilości treningów (6 tygodniowo)sezon zimowo-wiosenny przeszedł bez problemów zdrowotnych.
    Książkę zdecydowanie polecam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *