Mam 3 lata!

Trzy lata to szmat czasu. W sam raz, aby przepoczwarzyć się z „couch potato” w „forrest runnera”. Nie, nie, nadwaga nigdy nie była dla mnie jakąkolwiek motywacją. Ciężko by mnie motywowało coś, czego nigdy nie miałem.

Ale faktem jest, że dokładnie 3 lata temu, siedząc na kanapie pomyślałem, że może by tak iść pobiegać.

REKLAMA
Potem wstałem, wyszedłem na dwór i pobiegłem przed siebie, czyli do lasu. Tak to się kiedyś zaczęło i tak to już od trzech lat trwa. Niemal każdy trening zaczynam od dobiegnięcia do lasu. Las był i jest integralną częścią mojego biegania.

Najpierw biegałem powoli, lecz z czasem okazało się, że potrafię biegać coraz szybciej i dalej. Więc biegałem coraz dalej i dalej, aż przesadziłem. Pewnego tygodnia przebiegłem na raz zdecydowanie za dużo i kolano odmówiło posłuszeństwa.

Pierwsze treningiPrzymusowa przerwa sprawiła, iż nie dość, że się prywatnie poukładałem, to zatęskniłem za przebieraniem nogami. Więc pewnego dnia znowu wstałem, przeprosiłem swoje nieco zakurzone obuwie biegowe i znowu zacząłem biegać. Znowu się rozpędzałem. Byłem mądrzejszy, pokorniejszy i znowu coraz szybszy.

Tak minął rok, pierwszy rok

Rok po zostaniu truchtaczem nadal byłem truchtaczem. Znowu, tak samo jak rok temu, zaczynałem biegać niemal od zera. Miałem już za sobą pierwsze biegowe doświadczenia, lecz bardzo skromne. Lepsze jednak były takie, niż żadne. Przynajmniej wiedziałem, czym grozi nadmiar ambicji. Z bieganiem oswojony byłem też do tego stopnia, że nie miałem oporów przed truchtaniem po osiedlu w dresikach.

W końcu zatęskniłem za zawodami. Postanowiłem zadebiutować w jednych z nich. Chciałem by było to wielkie wydarzenie, by zapamiętać je na resztę życia. Wybrałem… Maraton Warszawski. Rozpoczęcie przygody z bieganiem od maratonu to było coś w sam raz jak dla takiego narwanego biegacza jak ja. To było prawdziwe, choć nierozsądne, wyzwanie. Zacząłem biegać z myślą o maratonie.

Zacząłem też wertować sieć pod kątem biegania. Odkurzyłem swój profil na facebooku i zacząłem na nim pisać o bieganiu. Szybko się okazało, że jest na świecie więcej takich wariatów jak ja. Okazało się też, że świetnie się z nimi rozumiem, więc z biegiem czasu zaprzyjaźniłem się z nimi. Stali się w pewien sposób moją motywacją i to jest jedna z najlepszych rzeczy, jakie przez te pierwsze trzy lata przyniosło mi bieganie. Nowe przyjaźnie.

32 Maraton Warszawski - finisz

W końcu zadebiutowałem w maratonie. Chciałem być ambitny, ale rzeczywistość i ludzka fizjologia zrobiły swoje. Zapłaciłem frycowe, lecz z 20 minutowym opóźnieniem, maratończykiem zostałem. Od tej pory, gdy wspominam tamten dzień czuję się wyjątkowo. Żaden późniejszy start nie może się z nim równać. Żaden późniejszy nie był tym pierwszym. Ten pierwszy medal będzie zawsze jednym z najbardziej cennych.

Tak minęły dwa lata

Po dwóch latach biegania czułem się już kimś. Miałem za sobą debiut w maratonie i od wielu miesięcy biegałem regularnie. Wreszcie przepracowałem biegowo cały rok. Zacząłem snuć plany i marzenia związane z poprawianiem wyników i startami w kolejnych maratonach. Chyba bieganie mnie wciągnęło.

Wiosną atakowałem 4:00 w maratonie. Udało się za pierwszym podejściem w Krakowie. Nawet z dalszej perspektywy to był jeden z najbardziej udanych moich maratonów. Tak jak wtedy nie cieszyłem się nigdy. Wtedy uwierzyłem, że jednak mogę biegać i że mogę poprawiać wyniki. A przede wszystkim, łamiąc barierę czterech godzin, znalazłem to, o co w tym wszystkim chodzi ? o walkę z samym sobą i z własnymi ograniczeniami.

X Cracovia Maraton - finisz

Tydzień przed maratonem w Sielpi poznałem Artura – najlepszego biegacza i nie tylko biegacza w okolicy. Poznaliśmy się na basenie, a tydzień później jechaliśmy razem do Sielpi. Gdyby nie zawody to nie wiem, kiedy bym się w tej miejscowości pojawił. Pewnie nigdy. Bieganie stało się w ten sposób również sposobem na poznawanie miast i miejsc, do których normalnie pewnie bym nigdy nie trafił. A odwiedzić je warto!

Wreszcie też dojrzałem do planu treningowego. Inspiracją do takiego kroku było kupno „Biegania metodą Danielsa”. Czytałem wcześniej o innych szkołach treningowych, ale żadna z nich nie trafiła do mnie. Dopiero formuła Jacka Danielsa trafiła. Od lata zacząłem trenować według jego planu i, co ciekawe, sprawiało mi to przyjemność. Wprowadzenie planu treningowego to był dobry krok.

Efektem był szybki wzrost formy i próba atakowania wyniku 3:30 w maratonie. Miałem trzy podejścia. Pierwsze, to oddzielna, momentami dramatyczna, historia i nauczka, że podczas kuracji antybiotykowej bieganie maratonu w upale to igranie z własnym zdrowiem. Odmieniając słowo ?wyczerpanie? przez wszystkie możliwe przypadki, cieszyłem się, że do mety w ogóle dotarłem. To nie był heroizm, to była głupota. Tą ciężką lekcję zapamiętam na zawsze, ale ze złamania wymarzonego wyniku nie zrezygnowałem.

W drugim starcie, dwa tygodnie później w Warszawie, już będąc w pełni sił, zabrakło mi trzech minut do złamania wymarzonej granicy. Ale nie to było tego dnia najważniejsze. Zrobiłem coś, z czego jestem do tej pory dumny. W dwa tygodnie poprawiłem się o dwie godziny w maratonie ? z 5:35 na 3:33! To było i nadal jest coś niesamowitego i potwierdzającego, że nie wolno się poddawać. Że jedna porażka nie przekreśla całości. Że porażki też uczą.

33 Maraton Warszawski - meta

W trzecim starcie, czyli w Poznaniu ? pobiegłem, jak dotychczas, na pewno najlepsze zawody i złamałem 3:30 mając w zapasie ponad półtorej minuty. I to było piękne!

Jesienią zaprzyjaźniłem się z Klubem Maratończyka „Aktywni” Sochaczew. Przez kilka miesięcy spotykaliśmy się przy okazji różnych biegowych imprez, aż w końcu wstąpiłem w ich zacne szeregi. Ciekawą rzeczą jest, że klub jest moim rówieśnikiem. Trzy dni temu miałem przyjemność uczestniczenia w Gali z okazji trzylecia Klubu, a dziś sam obchodzę swoje biegowe trzylecie. Sporo tych trójek.

Tak właśnie minęły trzy lata mojego biegania

Trzy lata od pierwszego treningu czuję się już biegaczem pełną gębą. Stałem się tym, na kogo jeszcze rok temu patrzyłem z uznaniem i marzyłem o jego wynikach. Teraz z jednej strony nadal patrzę na tych przede mną i myślę, że skoro w ostatni rok zrobiłem postęp o jakim wcześniej nawet nie marzyłem, to czemu w kolejnym roku nie może być podobnie. Wiem, że teraz poprawiać się będzie coraz trudniej, ale trudno nie znaczy niemożliwie!

A jeśli nie, to chcę po prostu biegać. Bo bez biegania byłoby już teraz tak… pusto.

REKLAMA

2 myśli na temat “Mam 3 lata!

  • 15.12.2011 o 22:52
    Permalink

    Gratulacje 🙂 moje 2 lata były w sierpniu tego roku i tak mnie wciągnęło że teraz bez biegania nie potrafię żyć!. 

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *