Łódź Maraton “Dbam o Zdrowie” 2014

Maratonów trochę już przebiegłem, ale to pierwszy taki przypadek żebym wracał do jakiegoś miasta po większej przerwie. Pierwszy mój łódzki maraton pamiętam miło, choć na mecie było 40 stopni w cieniu… To było trzy lata temu. Drugi raz do Łodzi zawitałem w tym roku. I to kompletnie nieprzygotowany.

REKLAMA

Nieprzygotowanie wzięło się tego, że kiedy na początku listopada zacząłem biegać, już na drugim krótkim rozbieganiu strzeliło mi coś w kolanie. Odpoczynek nic nie dał więc uśmiechałem się do fizjoterapeutów przez cały listopad i grudzień. Biegałem tyle, co nic. W styczniu znowu miałem problemy zdrowotne i znowu miałem kolejną przerwę. A żeby było lepiej gdzieś tak po półmaratonie w Żywcu, czyli jakieś 1,5 tygodnia temu przeziębiłem się tak na fest. Miałem mix kaszlu, kataru i zapalenia zatok… Świetnie!!

Plan był prosty: przebiec maraton. Wynik, który brałbym w tym przypadku w ciemno to 3:59 bo złamanie 4h jest dla mnie taką granicą przyzwoitości. Nie chciałem też biec z pacemakerami. Tacy byli zarówno na czas 4:00 jak i na 3:45. Wolałem być gdzieś po środku. Ustawiłem więc VP w Garminie na 5:30 min/km, czyli biegnąc idealnie jak po sznurku dobiegnę w jakieś 3:55… Wystarczy! To wystarczająco ostrożna prognoza.

Łódź Maraton "Dbam o Zdrowie" 2014 - start

No to lecimy!

Startowaliśmy z Aleii Unii. Miejsce bardzo dobrze znane. Trzy lata mnie tu nie było ale miejsce startu się nie zmieniło. Zmienił się za to kierunek. Kiedyś startowałem na południe. Dziś na północ.

Pierwsze kilometry spokojne jak nigdy. Pierwszy kilometr w 5:20, drugi w 5:20… Niby za szybko ale biegnę to na tętnie 144-146. Jeszcze nigdy tak lajtowo nie zacząłem maratonu. Nie ma sensu zwalniać do 5:30…

Tak mijają kolejne kilometry. Baloniki na 3:45 widzę cały czas, ale trzymam się tempa 5:20. Pal licho Garmina i jego 5:30. Nie ma co zwalniać. Dłuży mi się tylko strasznie droga. Co chwilę mamy jakieś zakręty. To w prawo to w lewo. Kiedy mam wrażenie że wybiegamy poza centrum to robimy nawrót i do niego wracamy. Nie znałem tej części Łodzi, więc dłużyło mi się to strasznie. Tym bardziej, że biegło mi się bardzo lekko i tylko jeden kilometr (ten między 8 a 9) przestrzeliłem z tempem, bo wyszło 5:09. Na tym kilometrze wiedziałem gdzie jestem. Plac teatralny. Patrząc w lewo widziałem las dźwigów budowlanych budujących nową stację Łódź Fabryczna.

Cały początek trasy to też małe zwiedzanie Łodzi. Z jednej strony stoją nowoczesne i wyremontowane budynki fabryczne, z drugiej stare rudery ze swoimi mniej lub bardziej zapuszczonymi lokatorami. Chyba najbardziej obrazujący to widok to bieg przy manufakturze. Z jednej strony wyremontowany, wypiaskowany i zrobiony na wysoki połysk budynek fabryczny przerobiony na hotel. Z drugiej równie okazała kamienica z pozabijanymi dyktą oknami i odpadającym tynkiem. Cała Łódź.

Łódź Maraton "Dbam o Zdrowie" 2014 - start

Gdzieś koło 10-12 kilometra pojawił się pierwszy problem – pasek od Garmina. Obcierał!! Zdjąć? Nie zdjąć? Oto jest pytanie. Wygodniej będzie bez niego ale nie będę miał tętna. Zsunąłem go niżej na klatce piersiowej. Tętno nadal miałem. Pomogło!

Swojsko poczułem się gdzieś po 12 kilometrze. Wybiegliśmy, bowiem na drogę, która prowadzi do autostrady i którą do Łodzi przyjechaliśmy. Wiedziałem gdzie jestem, wróciło mi poczucie kierunków świata i wiedziałem gdzie biegnę. Poza tym jak mi idzie to wolę jednak długie proste od kręcenia się po mieście. A szło mi dalej dobrze.

Dobiegliśmy do lasu Łagiewnickiego. Tam z płaskiego maratonu zrobił się maraton… hmmm… górski to za dużo powiedziane… ale pagórkowaty na pewno. Już w mieście co chwilę było albo lekko w górę albo lekko w dół – tegorocznej trasy Łódź Maratonu na pewno nie można nazwać płaską! Natomiast w tym lasku była górka za górką. A każda jakby większa od poprzedniczki. Tempo w okolicach 5:20 jednak pozostawało niezagrożone. Gorzej z tętnem bo zaczęło szybko rosnąć. Za szybko…

Gdzieś w okolicach półmetka las się skończył. Zaczęło mocniej wiać i zaczął się powrót do centrum. Na półmetku według zegarka miałem 1:54 czyli było dobrze. Mogłem ciągnąć dalej. Tym razem widokowo bez szaleństw. Tereny magazynowe, przemysłowe, jakaś elektrownia… To był zdecydowanie najmniej urokliwy odcinek trasy.

Do 30 kilometra dobiegłem bez większych problemów. Robiło się coraz ciężej, ale było OK. problem był tylko z tętnem, bo przekroczyło już 170. Niby jeszcze nie jest źle, ale zostało jeszcze 12 kilometrów i może być źle. W każdym razie na 30 kilometrze zjadłem trzeci żel i pobiegłem dalej swoje. Wbiegliśmy na ulicę Maratońską. To gdzieś na niej będzie zawrotka i powrót pod Atlas Arenę.

Do 34 kilometra trzymałem się tempa. Natomiast coraz gorzej z tętnem. Zaczynając 35 kilometr bieglem już ze średnim tętnem 180, a to grubo za dużo. Tętno zawsze będzie na maratonie rosło, ale nie w takim tempie. Normalnie zaczynam maraton na tętnie 150-158, kończę około 180. Teraz zacząłem niżej a już na 7 kilometrów przed metą miałem tętno jak na finiszu. Gdyby tętno rosło dalej w tym tempie musiałbym dobiegać do Areny na tętnie 200 a tego się zrobić po prostu nie da. Ewidentnie brakowało mi wytrzymałości.

Natomiast na trasie tego nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że już nie mam siły biec. Zwalniałem od 35 kilometra. Z 5:20 zrobiło się 5:50-6:00 min/km. Na bufetach przechodziłem w marsz. Czasami nawet poza bufetami. Generalnie starałem się biec najwięcej ile się da wychodząc z założenia, że „wolno, ale biegnij”. Jakoś to działało.

Łódź Maraton "Dbam o Zdrowie" 2014 - finisz
fot. datasport

Tak wróciłem w rejon Areny. Uratowały mnie pomarańcze dawane gdzieś na 39 kilometrze. Złapałem dwie i przeżułem najpierw jedną potem drugą. Jeść nie chciałem. Chciałem cukru, najlepiej w postaci Coca-Coli ale pomarańcze również się nadawały. Organizm dostał cukier, więc zaczęło się biec lepiej.

Gdzieś na Srebrzyńskiej usłyszałem:
– Dawaj! Dawaj! Czytam twojego bloga!
Głupio się opitalać po takim dopingu więc biegłem. Pomarańcze, a raczej cukier w nich zawarty, dały mi kopa, więc z okolic 6:00 znowu wskoczyłem na 5:20 min/km. Jakbym wiedział że to tak zadziała to wziąłbym całą garść tych pomarańczy.

Kiedy zabrakło mi pomarańczy znowu zwolniłem do 6:00 min/km. Zerwałem się dopiero na ostatnich metrach na zbiegu do Atlas Areny. Choć tempo na ostatnich 7 kilometrach mi spadło to wyrobiłem sobie taki zapas, że bieg poniżej 4 godzin nie był zagrożony. Na metę wbiegłem w czasie 3:51:01.

Na uwagę zasługuje też oprawa wizualna na Atlas Arenie. Dym, przygaszone światło a także krążące i wycelowane w dach reflektory,sprawiało takie wrażenie jakby się wchodziło na parkiet NBA. Niczym Michael Jordan wchodzącym na mecz Chicago Bulls z Utah Jazz. Fajne uczucie, fajny klimat, fajna oprawa!

Łódź Maraton "Dbam o Zdrowie" 2014 - meta

Podsumowując

Było mega! Dzień po mam takie zakwasy jakbym biegł pierwszy maraton. Do każdego z wcześniejszych byłem przygotowany i odpowiednio wybiegany. Teraz ostatnim wybieganiem ponad 21,1 kilometrowym był… Poznań Maraton w październiku 2013 roku. Potem kontuzja, nawrót kontuzji, problemy zdrowotne a ostatnio półtora tygodnia przeziębienia i zapalenia zatok. Generalnie biegałem bardzo mało i krótko i dlatego sił mi na samą końcówkę zabrakło. Ale i tak jestem zadowolony, że do 32 szło dobrze, a potem na tyle dobrze, że nie musiałem gonić 4h a dobiegłem w 3:51.

Było mega!! Tylko ledwo łażę…

REKLAMA

6 myśli na temat “Łódź Maraton “Dbam o Zdrowie” 2014

  • 14.04.2014 o 23:17
    Permalink

    Mimo trudności udało się złamać 4h! 🙂 Gratulacje 🙂

    Odpowiedz
  • 15.04.2014 o 07:56
    Permalink

    Brawo! Widać wytrenowanie kumuluje się gdzieś w organizmie, skoro dałeś radę tak dobrze pobiec mimo kontuzji 🙂 Jeszcze raz gratulacje 🙂 A z tym tętnem to wszystko jest możliwe, ja ostatni km dyszki w Łodzi biegłam z tętnem 200 właśnie 😉

    Odpowiedz
  • 15.04.2014 o 09:11
    Permalink

    Gratulacje 🙂 🙂 Szkoda, że nie udało się spotkać przed startem.

    Odpowiedz
    • 16.04.2014 o 00:30
      Permalink

      Trudno. Ja nawet zaczepiłem jakąś dziewczynę na mecie… Numer startowy mi się jakoś zgadzał, ale to nie byłaś ty 🙁

      Odpowiedz
  • 15.04.2014 o 21:08
    Permalink

    heh, gratulacje 🙂
    masz dar do pisania tych relacji z biegu!
    w pon w sklepie nie wygladales na zmordowanego 🙂

    pozdr!
    asia i gozdek

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *