Krótko, szybko i bez nudy! Takie są przygotowania do biegu na 10 km

Za chwilę start w Biegu Niepodległości. To mój pierwszy start w tym biegu i dopiero dziesiąty na dystansie dziesięciu kilometrów. Przygotowałem się do niego w zupełnie inny sposób. W sposób, którego może mi od przyszłego tygodnia brakować.

REKLAMA

Dlaczego?

Nie biegaj, trenuj!

Proste ale skuteczne przesłanie, które w ciągu ostatnich kilku tygodni realizowałem. Treningów na zasadzie rozbiegania, czyli luźnego zrobienia iluśtam kilometrów miałem raptem kilka. Maksymalnie jeden w tygodniu. Cała reszta to trening składający się z rozbiegania na rozgrzewkę, odcinków o różnej długości bieganych na różnych tempach oraz rozbiegania na schłodzenie. Zamiast „rozbiegań 10 km” robiłem „rozbieganie 3 km + 10x140m po 3:00/km + 3 km rozbiegania”. Z treningu na trening zmieniała się ilość moich „stoczterdziestek”. Zmieniały się długości odcinków: od „stoczterdziestek” do „dwukilometrówek”.

Główny efekt, mam nadzieję, że przyjdzie na Biegu Niepodległości. Pomniejsze efekty widzę z tygodnia na tydzień kiedy „stoczterdziestki” wchodzą coraz lżej i jestem w stanie biegać coraz dłuższe odcinki na coraz większych prędkościach.

Nie trzeba biegać często

Intensywne treningi do dychy mają też jeden plus. Nie trzeba (o ile nie chcesz się bić o wyniki rzędu trzydziestukilku minut) biegać codziennie. Wystarczy co drugi. Jednego dnia robisz trening, następnego dnia masz wolne. Organizm odpoczywa i się odbudowuje. Po dniu przerwy ruszasz na kolejny trening. Przy czterech treningach w tygodniu czasami zdarzają się dwa dni z rzędu, ale przy odpowiednim ustawieniu treningów nie stanowi to problemu. W ten sposób przy minimum nakładu dni w tygodniu (cztery) robię maksimum treningu. Z każdego dnia staram się wycisnąć jak najwięcej.

Treningi są krótsze

Nie jest wielkim odkryciem, że szybsze treningi są krótsze. A czas jest ważny szczególnie kiedy w ciągu dnia czeka cię jeszcze milion innych obowiązków. Przy treningach do dyszki właściwie wszystkie moje treningi mieściły się w godzinie. W tym czasie jestem w stanie zrobić cały treningowy rebus. Choćby taki z pierwszego akapitu „rozbieganie 3 km + 10x140m po 3:00/km + 3 km rozbiegania”. Godzina i jestem w domu. Prysznic, śniadanie i można zająć się codziennymi sprawami.

Nie ma nudy

Taki trening może być też świetną odskocznią od codziennego biegania w kółko tego samego. Wychodzenie codziennie na godzinkę luźnego biegu można się kiedyś znudzić. Przy treningach do dyszki luźne bieganie występuje głównie jako element rozgrzewki, schłodzenia czy przerw między powiedzmy tysiączkami. Jest tylko „opakowaniem”. Całą esencję robi się w środku. A że ta esencja jest co dzień inna to ciężko się nudzić. I szczerze mówiąc, łatwiej wyjść z domu na taki konkretny trening niż na kolejne takie same rozbieganie.

Dlatego właśnie ostatni miesiąc przygotowań do dychy jest jednym z lepszych okresów mojego biegania. Na bieganie poświęcam tyle samo dni w tygodniu choć wbrew pozorom na treningach spędzam mniej czasu niż gdybym tylko „robił kilometry”. Do tego właściwie każdego dnia i mam do zrobienia coś innego.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *