Jaworzyna zdobyta – teraz mogę wyjeżdżać z Krynicy!

– Idziesz? – zapytała.
– Już idę! – odpowiedziałem choć logika i zmęczenie kazało mi leżeć w łóżku dalej.

REKLAMA

Pobudki nie ułatwiał fakt, że wiedziałem co mamy zamiar zrobić, a raczej gdzie pobiec…

Jeszcze wczorajszego dnia wymyśliliśmy sobie cel. Biegnąc drogą przy dolnej stacji kolejki na Jaworzynę widzieliśmy pionową ścianę nad którą kursowała kolejka na szczyt. Pod nią wydeptana była niewielka ścieżka. Zmęczenie nie chciało, ale ambicja mówiła, żeby jutro po tym pionowym zboczu zaatakować górę. Tak też zrobiliśmy.

Pierwsze pięć kilometrów do dobieg od naszego domku do stacji kolejki. Oczywiście cały czas pod górę bo jakżeby inaczej było w górach. Kolejka jeszcze stała. Ci którzy wjeżdżali na szczyt kolejką jeszcze spali. Dwójka która chciała się tam wdrapać o własnych siłach, właśnie stała u podnóża góry.

Dalej zaczęło się wdrapywanie. Momentami bardzo hardkorowe bo nachylenie terenu rosło pewnie nawet i do ponad 30 stopni. Czasami co kilka kroków stawałem na chwilę. Mówiłem:

– Czuję się jakbym robił przysiady z workiem ziemniaków na plecach… Tylko, że worek ziemniaków można zrzucić by było lżej…

Całej góry zrzucić się nie dało.

W drodze na Jaworzyne

Gdzieś na półmetku, będąc kilometr dalej i dwieście metrów wyżej, pojawiło się małe wypłaszczenie. Nieopatrznie pomyśleliśmy, że to już szczyt. To by było jednak zbyt piękne. Choć to nie szczyt to już na tej wysokości zaczynają się piękne widoki. Na tym wypłaszczeniu przechodzimy też pod linami kolejki (nadal stoi) i wdrapujemy się dalej. Znów jest stromo, ale posuwamy się do przodu. Znów mam dosyć, a na propozycję że:

– Stąd się można sturlać!

Odpowiadam

– Nie proponuj mi takich rzeczy, bo zaraz będę miał chęć to zrobić.

W połowie podejścia na Jaworzynę

Wreszcie widać szczyt i górną stację kolejki. Ostatnie kilka kroków i około godziny dziewiątej stanęliśmy na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Całe 1114 m nad poziomem morza. Od dolnej stacji kolejki przebyliśmy jakieś raptem 2,5 km ale wspięliśmy się na ponad 400 metrów w pionie. Od naszego domku w Krynicy to już prawie 600 metrów w pionie. Przewyższenie zacne, ale było warto!

Szczyt Jaworzyny Krynickiej

Piękne jest morze gór o poranku:

Widok z Jaworzyny Krynickiej

Wykorzystaliśmy też fakt że na górze jest cywilizacja i kupiliśmy sobie po butelce coli. Może i mało „fit”, ale cukier w płynie to jest coś czego wtedy potrzebowaliśmy najbardziej.

W dół poszło szybko. Tych najbardziej hardkorowych trzydziestostopniowych spadów nawet nie próbowaliśmy zbiegać. Ale te mniejsze owszem. Droga w dół oczywiście była w ten sposób o niebo szybsza niż ta pod górę. Łącznie dotarcie od domku do szczytu zajęło nam 1:25, z powrotem 55 minut.

Wróciliśmy zmęczeni, ale też szczęśliwi. Może nie będę miał drugiej okazji żeby tam wbiec? Może to była jedyna taka szansa w życiu? Teraz nie ma się już co nad tym zastanawiać, bo stanęliśmy na szczycie Jaworzyny Krynickiej.

Po czterech dniach w Krynicy i trzech dniach na expo mogłem wreszcie wyjeżdżać do domu.

REKLAMA

Jeden komentarz

  • Darek
    17.10.2017 at 22:24
    Permalink

    Gratulacje! Poza tym świetny blog. Znakomite recenzje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *