Jak zostałem Szurkowskim!

Że jestem biegaczem, nie trzeba nikomu mówić. Czytelnicy bloga wiedzą to doskonale. Jest też kilka osób spoza bloga, które choć nie znają mnie osobiście, kojarzą mnie poprzez bieganie. Czasami nawet na treningu można coś miłego usłyszeć. Jest na przykład taki jeden gość, co zawsze na mój widok woła: „Trening, czyni mistrza!”. Dla tych ludzi jestem biegaczem. Ale są tacy, dla których jestem kolarzem! I to nie byle jakim kolarzem! Samym Ryszardem Szurkowskim!

REKLAMA

Wszystko zaczęło się jakieś 2 miesiące temu…

Wtedy leżał jeszcze śnieg. Byłem na swojej pętli. Robiłem jakiś bieg spokojny czy kros. Nieważne… Jak trening w śniegu, to na pewno wyszedł kros. Drugi raz tego dnia musiałem przeciąć budowę obwodnicy Żyrardowa. Miałem już w nogach jakieś osiem kilometrów. Przed sobą miałem już niemal prostą ścieżkę. Niemal oznaczało właśnie tą obwodnicę. Wbiegając na zamarznięty piach pokryty grubą warstwą białego równie zamarzniętego puchu, widziałem robotników. Stali po drugiej stronie budowy. Część z nich pracowała, a część (zapewne większa) stała przy ognisku. Jak niemal codziennie będę musiał przy nich przebiec.

Więc przedarłem się przez zamarznięte i zasypane koleiny. Przebiegłem ścieżką wzdłuż zbiornika na wodę, potem w prawo wzdłuż lasu i już tylko zostało odbić lekko w lewo do głównej utwardzonej drogi. W momencie odbijania na główną drogę, przebiegałem mniej niż 10 metrów od ogniska. Wtedy właśnie usłyszałem, padające z wianuszka budowlańców: „O! Szurkowski!”.

Szurkowski… Przecież to kolarz! Pobiegłem dalej…

Obwodnica żyrardowa zimą

Drugi raz zdarzył się kilka dni później. Znowu leżał śnieg, znowu było zimno i znowu panowie budowlańcy grzali się przy swoim ognisku. Ja jak gdyby nigdy nic: przez koleiny, wzdłuż zbiornika na wodę, wzdłuż lasu i na główną drogę. I nie byłoby w tym nic ciekawego, gdybym znowu nie usłyszał magicznego „Szurkowski!”.

Potem zima uderzyła. Temperatury spadły w dół na łeb na szyję i wypłoszyły drogowców z budowy. Przy -20°C widocznie ognisko już się nie sprawdza. Może im zaczął nawet ogień zamarzać…

Zapomniałem o Szurkowskim.

Mróz nie trwał wiecznie. Zimowa przerwa na budowie obwodnicy również wiecznie nie trwała. Robotnicy stwierdzili, że tym razem ognisko im nie zamarznie i że mogą pracować. Więc oni pracowali, a ja znowu miałem biegać im pod nosem. No cóż… Póki trwa budowa jest to najbardziej sensowne przejście przez obwodnicę w tym rejonie.

Więc biegłem po raz kolejny. Tym razem nie miałem już trzeszczącego śniegu pod nogami. Teraz miałem błoto. Dużo błota. Więc co: przez koleiny (o żesz kurka wodna, ale breja), wzdłuż zbiornika na wodę, wzdłuż lasu i na główną drogę. Znowu mijałem się z budowniczymi. Nie myślałem o Szurkowskim ani też o nikim i niczym innym. Biegłem i starałem się nie zaliczyć orła na tak niepewnej nawierzchni. Można by rzec, że byłem skupiony tylko i wyłącznie na biegu.

Byłem… Do momentu, kiedy usłyszałem: „O! Znowu ten Szurkowski!”.

Aż poślizgnąłem się z wrażenia. Uśmiechnąłem się i pognałem dalej. Zaczęło mnie to zastanawiać. Jak można, biegając, stać się Szurkowskim? Ja rozumiem, że można stać się Forrestem Gumpem, wariatem, czasem nawet złodziejem, ale Szurkowskim? Miło być porównanym do kogoś, kto tyle osiągnął, ale jak? Ale dlaczego?

Wyjaśnienie znalazłem jedno. Otóż, panowie nie znając żadnego biegacza, czy to dawnego, czy to współczesnego, rzucili nazwiskiem jednego z najwybitniejszych Polskich kolarzy. Kolarstwo i bieganie jakiś wspólny mianownik ma. W sumie, z grubsza chodzi o to, by jak najszybciej przebierać nogami. A potem, jak było słychać, załapali wątek i tak na te kilka chwil stawałem się Szurkowskim.

Tak na marginesie, chciałbym pozdrowić pana Ryszarda Szurkowskiego.

Budowa obwodnicy żyrardowa

Całkiem ostatnio, biegłem przez to miejsce z bratem. Dokładniej to ja biegłem, a on jechał za mną rowerem. Albo przede mną. Nieważne… Robotnicy znowu byli, lecz tym razem już bez ogniska. Teraz już jest zdecydowanie za ciepło na ognisko.

Zastanawiałem się, czy to czasem nie są Ci sami fani Szurkowskiego, co w zimę. Chyba nie, bo tym razem nic nie słyszałem. Przebiegliśmy (przejechaliśmy) tamtędy dwukrotnie, więc mieli podwójną szansę na doping. Niestety…. Cisza.

A może nie potrafili rozwikłać, który z nas jest Szurkowski? Skoro Szurkowski to ten, co biega, to kim jest ten co jedzie rowerem? Rowerem powinien jechać właśnie Szurkowski! Tyle, że kto wtedy biegnie?!

To, który z nas jest teraz Szurkowskim?!

REKLAMA

3 myśli na temat “Jak zostałem Szurkowskim!

  • 24.04.2012 o 21:15
    Permalink

    🙂 No proszę! Chyba jesteś jedynym mężczyzną zaglądającym do mnie. Jaki mi miło! Naprawdę bardzo się cieszę. To ja też do Ciebie pozaglądam, choć nie biegam, a Ty nie szyjesz to chyba jednak mamy coś wspólnego – pasję! Nie ważne, że inną. Pozdrawiam Cię „Szurkowski” 🙂
    koronka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *