IX Bieg Rzeźnika – Komańcza-Cisna

Budzik zadzwonił o godzinie pierwszej. Otworzyłem zaspane oczy i niemrawo zacząłem się budzić. Mięliśmy godzinę do odjazdu autokaru, który miał zawieźć nas na start. Mieliśmy godzinę na przygotowanie się do startu w Biegu Rzeźnika. Już nie było improwizacji. Robiłem to, co zawsze przed każdym większym startem. Maszyna pod tytułem „Rzeźnik” już dawno ruszyła i toczyła się wartko do przodu. Nie było, co zmieniać.

REKLAMA

Autobusy zawiozły nas do Komańczy gdzie tradycyjnie ulokowany był start biegu. Nocny start robi wrażenie. Na placyku w Komańczy stało kilkaset osób z lampkami na głowach. Wszyscy spięci i opakowani w najróżniejsze, biegowe gadżety, które mają im pomóc dotrzeć do mety. Tu nie ma ludzi przypadkowych. Tu są sami twardziele. Jedni będą walczyć o czas, inni po prostu o dotarcie do mety. My, jako absolutni debiutanci w takiej zabawie, walczymy o to drugie.

IX Bieg Rzeznika - ja i Andrzej

O godzinie 3:20 rano, lub jak ktoś woli, w nocy, wyruszyliśmy na trasę. Jako, że interesuje nas tylko zmieszczenie się w limicie i ukończenie Biegu Rzeźnika, wystartowaliśmy w kompletnym ogonie.

Pierwsze kilometry biegniemy niemal po płaskim terenie. Do Perłuk trasa prowadziła lekko pod górę. Potem do Duszatyna było lekko w dół. Czołówki po starcie nie włączyłem. Dookoła było tylu innych biegaczy, którzy dawali tyle światła, że moja lampka nic mi by nie dawała. Włączyłem ją dopiero za Perłukami, gdzie było lekko w dół. Tam nogi odruchowo zaczynały przyśpieszać, wokół robiło się coraz luźniej i nie chciałem ryzykować, że czegokolwiek pod stopami nie zobaczę.

IX Bieg Rzeznika - przed startem

Jeszcze przed podbiegiem wciągnąłem pierwszy żel. Ogólna strategia żywnościowa wyglądała tak, że na starcie miałem w plecaku 1,5 litra rozcieńczonego izotoniku, 2 kanapki z serem, 2 batony i 3 żele energetyczne. Wodę i izotonik miałem uzupełniać do pełna na kolejnych przepakach. Kanapki i energetyki miałem przygotowane w paczkach w Cisnej i Smerku. Każda paczka zawierała dokładnie ten sam zestaw (2 kanapki, 2 batony, 3 żele), który miałem na starcie. W ten sposób miałem zamiar uzupełniać zapasy wody i węglowodanów.

Za Dusztynem wbiegliśmy w las. Nawierzchnia powoli zaczęła robić się coraz bardziej urozmaicona i zaczęła prowadzić lekko pod górę. Zaczął się długi podbieg na Chryszczatą (998 m n.p.m.).

Wielką niespodzianką były leśne strumienie, które u podnóża góry przecinały naszą drogę. Przez pierwszy przedostałem się gęsiego po kamieniach. W ten sposób oszczędziłem sobie wody w butach. Nie na długo. Kilometr dalej był kolejny strumień. Większy, szerszy i pewnie ciut głębszy. Lewą stroną idą Ci, którzy chcą mieć suche buty. Zrobił się korek. Nie chciało mi się czekać, więc zamiast bawić się w kamienie przebiegłem przez strumień na azymut. Zimna woda wlała się do butów. Na drugim brzegu poczekałem chwilę na Andrzeja i pobiegliśmy dalej.

IX Bieg Rzeznika - pierwsze kilometry

Zaczęło się pierwsze podejście. Przestajemy biec, a idziemy szybkim marszem pod górę. Od tego miejsca przestajemy tylko biegać, a zaczynamy „pokonywać trasę”. Jak jest pod górę to idziemy. Jak jest w dół lub płasko to biegniemy. Urozmaiceniem są kolejne małe strumyki przecinające i rozmywające szlak. Duży strumień, który przebiegłem na azymut jest już daleko w dole. Gołym okiem widać jak jesteśmy coraz wyżej i wyżej.

Trafiamy nad Jeziorka Duszatyńskie – zatopinone w zieleni stawy gdzieś pod Chryszczatą. Ten teren to rezerwat przyrody Zwiezło. Obiegamy do dookoła. Nawierzchnia pod stopami jest coraz gorsza. Rozpadające się kładki nad strumieniami, i korzenie wystające zewsząd to standardowy widok. Wokół stawu było płasko, ale biec się nie zawsze dało. Czasami trzeba było po prostu wchodzić lub schodzić pomiędzy korzeniami przytrzymując się konarów drzew.

Dopiero za stawem zaczął się właściwy podbieg, a raczej podejście na Chryszczatą. Noga za nogą, aby do góry. Niektórzy odtroczyli kijki i wspomagali się nimi we wspinaczce. Ja kijków nie miałem, więc musiałem liczyć tylko na swoje nogi. Ciężko się wchodziło. Gdzie był szczyt? Dokładnie nie wiem. Nie zauważyłem, kiedy teren się wypłaszczył. Szczyt Chryszczatej porośnięty jest drzewami, więc nie rzuca się w oczy. Po prostu był. Za szczytem był kawałek zbiegu, gdzie można było trochę pobiegać. A potem znowu pojawiało się podejście pod kolejną bezimienną górę.

Kolejnymi szczytami w 2:23:12 dotarliśmy do Przełęczy Żebrak. Tam był pierwszy przepak z wodą i izotonikiem. Uzupełniłem bukłak, wyrzuciłem opakowania po zjedzonych żelach i pobiegliśmy dalej.

IX Bieg Rzeźnika - przełęcz Żebrak

Po przepaku zaczęło się podejście pod kolejną górę – Jaworne (992 m n.p.m.). Była to pierwsza góra, kiedy to szczyt podejścia nachylał się momentami do kilkudziesięciu stopni. To była pierwsza góra, kiedy pomyślałem, że jest naprawdę stromo. Była to też pierwsza góra, na której szczycie las się przerzedzał.

Za Jawornem znowu zaczął się bieg granią od szczytu do szczytu. Szczyty, co prawda, porośnięte były drzewami, ale widok stromizn po obu stronach szlaku mówił jasno i wyraźnie, że jesteśmy gdzieś wysoko w Bieszczadach. Gdzie się dało to biegliśmy, gdzie się nie dało to szliśmy. Nawierzchnia, choć dobrze ukorzeniona i kamienista, była stabilna.

Kolejnymi górami, które przed nami wyrastały były Wołosań (1071 m n.p.m.) i Sasów (1070 m n.p.m.). Obie nieco wyższe od Jawornego, ale bez takich stromych podejść.

W międzyczasie wciągałem kolejne żele i kanapki. Przed startem obawiałem się czy nie przesadzam z ilością prowiantu, ale patrząc na to ile wchłonąłem przez pierwsze 25 kilometrów to jest akurat. Jak tak dalej będzie to do mety zjem wszystko.

IX Bieg Rzeznika - zbieg do Cisnej

To był czas pierwszych małych kryzysów i walki z własną motywacją. Zbiegając z każdego ze szczytów chciałoby się, aby to już był zbieg do Cisnej. Niestety przed nami pojawiały się kolejne szczyty. Mniejsze czy większe, ale kolejne: Berest (942 m n.p.m.), Osina (863 m n.p.m.) oraz Hon (820 m n.p.m.).

Straszną niespodzianką było zejście, czy może zjazd do Cisnej. Wyglądało to tak, że w pewnym momencie wypadało się z lasu na szczyt wyciągu krzesełkowego. Przed nami pojawiła się błotnista i bardzo stroma gładka ściana do zejścia w dół. Pierwszą myślą na jej szczycie było: „Tędy się nie da zejść!!”. Widzę jak sto metrów niżej jakiś biegacz ześlizguje się po tej na wpół pionowej ścianie. Zacząłem i ja schodzić. Schodziłem bokiem. Noga za nogą i asekurując się ręką, która podpierałem się czasami o zbocze. Nie było żadnych gałęzi czy korzeni, którymi można się ratować przed runięciem w dół. Jak mi grunt uciekał, to po prostu zsuwałem się razem z ziemią i błotem, aż złapałem jakieś podparcie. Na dół dotarłem ufajdany w błocie, ale bez uszczerbku na zdrowiu.

Dalej czekał nas jedyny asfalt na całej trasie Biegu Rzeźnika. Asfaltem tym mieliśmy zbiec ostatnie kilkaset metrów do przepaku w Cisnej. Widać już było zabudowania i z każdym krokiem byliśmy bliżej upragnionego przepaku. Dotarliśmy na niego w 4:25:33.

Rozpiska trasy

Etap Początek Koniec Długość etapu Długość trasy Limit czasu
I Komańcza Przełęcz Żebrak 16,7 km 16,7 km 3h
II Przełęcz Żebrak Cisna 15,4 km 32,1 km 6h:15min

Nasze wyniki

Etap Miejsce open Miejsce w kategorii Czas łączny Czas etapu Tempo etapu
I 187 158 2:23:12 2:23:12 8:34 min/km
II 152 128 4:25:33 2:02:20 7:56 min/km

Więcej o IX Biegu Rzeźnika:

REKLAMA

6 myśli na temat “IX Bieg Rzeźnika – Komańcza-Cisna

  • 11.06.2012 o 15:35
    Permalink

    Opisujesz, to tak plastycznie, że czuję jakbym tam był 🙂

    Odpowiedz
  • 11.06.2012 o 19:14
    Permalink

    Uwielbiam czytać relacje z Biegu Rzeźnika; wtedy trochę jakbym tam była:)

    Odpowiedz
  • 11.06.2012 o 20:16
    Permalink

    Jak Ty to zapamiętujesz wszystko? Zawsze podziwiam takie szczegółowe relacje. Czekam na cd ale już oczywiście gratuluję ogromnie!

    Odpowiedz
  • 12.06.2012 o 12:54
    Permalink

    Paweł, wielkie gratulację 🙂 Ukończenie tego biegu to jest coś. Jesteś „rzeźnikiem” 🙂
    Czekam na dalszą część relacji, która jak zawsze jest bardzo ciekawa.

    @bo – Paweł biega z dyktafonem i na bieżąco zapisuje ważne myśli 😉

    Odpowiedz
    • 12.06.2012 o 13:20
      Permalink

      A wiesz, że koncepcja by biec z dyktafonem i coś z tego zmontować, już mi przez myśl przeszła 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *