IX Bieg Rzeźnika – Cisna-Smerek

Na przepaku w Cisnej czekały na nas, oprócz wody i izotoniku, batony i własne rzeczy. W rzeczach miałem kolejny zestaw kanapek i żeli, więc szybko je spakowałem do plecaka. Na przepaku została czołówka, rękawiczki i lekka kurtka, którą to, przed startem w Komańczy, pożyczyłem Andrzejowi. Ani on jej nie chciał, ani ja. Więc została.

REKLAMA
Na koniec uzupełniliśmy bukłaki i bez większych odpoczynków, ruszyliśmy dalej.

Wybieg z Cisnej nastręczył nieco kłopotów. A raczej jeden kłopot. Za mostem kolejowym należało skręcić w prawo w las. Tylko nikt nie wiedział gdzie. Grupa przed nami też. Zatrzymaliśmy się razem z nimi przed mocno stromym podejściem. Znaków czerwonego szlaku nie było widać. Jeden z biegaczy zaczął się wdrapywać. Andrzej za nim. Ten pierwszy krzyczy do nas z góry, że nie ma oznaczeń szlaku. Że to nie ta droga. Stoimy, nie wiedząc co robić.

Kilka chwil później następna grupa skręca w las tuż za mostem kolejowym. Krzyczymy do chłopaków, żeby schodzili. Andrzej bardziej zjechał po błocie i korzeniach niż zszedł, ale wrócił na dół cały. Drugi kolega, który poszedł pod górę, miał zamiar zejść na skróty do tamtej drogi. I zszedł.IX Bieg Rzeźnika - podejście pod Połoninę Wetlińską

 

Ruszyliśmy dróżką wzdłuż strumienia. Od mostu szybko zbiegliśmy w dół nad sam brzeg, potem przez strumień po kamieniach i zaczęło się podejście. Początek błotnisty. Nogi uciekały i się ślizgały. Środek szlaku jest pięknie wyżłobiony przez wodę. Nie ma zbyt wielu stabilnych podparć dla stóp. Ciężko się idzie.

Im wyżej tym nawierzchnia lepsza, ale idzie się ciężej. Wspinamy się z uporem maniaków, ale po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach, zaczyna mi brakować pary do tego parcia pod górę. Zatrzymuję się na chwilę przy pierwszym lepszym drzewie. Patrzę w dół – zbocze nie ma końca. Patrzę w górę – również końca nie widać. Kiepska perspektywa.

Zaczynam iść dalej. Zatrzymuję się co jakiś czas, aby złapać trochę powietrza i uspokoić organizm. Potem brnę dalej aż do szczytu. Wchodzimy w końcu na pierwszy szczyt tej grani, czyli Rożki (943 m n.p.m.), gdzie jest chwila wypłaszczenia. Znowu zaczynamy biec.

Nie na długo, bo przed nami teren znowu idzie pod górę. Jest to samo, co przed Cisną tylko, że tam teren głównie opadał, a teraz głównie się wznosi i co kolejna góra to wspinamy się wyżej. Z problemami wdrapaliśmy się na Worwosokę (1024 m n.p.m.) i Małe Jasło (1102 m n.p.m.). Dalej zaczyna być na tyle wysoko, że na szczyty gór zaczynają pokrywać łąki. Lasy są pod nami.

IX Bieg Rzeznika - w okolicach szczytu Jasło

Ja już nie mam siły do gór. Co chwila się zatrzymuję, aby odsapnąć i złapać powietrza. Nie mam siły iść pod górę. Zaczynam wątpić w ukończenie tego biegu. Mam chęć zejść z trasy na najbliższym punkcie i po prostu odpocząć. Dzielę się wątpliwościami z Andrzejem. Wspinając się halami na Szczawnik (1098 m n.p.m.) i Jasło (1153 m n.p.m.) podejmujemy decyzję, że zejdziemy do Smerka i tam kończymy. Nie dam rady jeszcze dwóch długich podejść zrobić. Organizm nie wytrzyma.

Ciężkie chwile rekompensują widoki. Co prawda, mocno wieje od południa, ale krajobraz dookoła jest przecudny. Po obu stronach widzimy ciągnące się równolegle do naszego długie pasma gór porośnięte lasem. Patrzymy na Bieszczady z góry. Mamy je u stóp. Pamiętam z analizy mapy, że gdzieś tutaj zahaczymy o słowacką granicę. Patrząc na południe wiem, że widzę Słowację. Na północ jest Polska.

IX Bieg Rzeznika - widok ze szczytu Jasło

Wchodzimy na Okrąglik (1104 m n.p.m.), gdzie wita nas GOPR. Kilkaset metrów dalej mamy straż graniczną i słupek z napisem ” Národný Park Poloniny”. Biegniemy po granicy polsko-słowackiej.

Za Okrąglikiem teren zaczyna opadać. Ostatnio więcej idziemy niż biegniemy, więc moje siły uległy pewnej regeneracji i mam siłę biec. Znowu zaczynamy truchtać. Zaczynam też analizować to, co pokazuje mi Garmin i mój pulsometr. Przyjmując nawet duży margines bezpieczeństwa wychodzi, że w Semrku będziemy mieli ponad godzinę zapasu do zamknięcia przepaku. Zaczyna mi świtać w głowie, że trzeba próbować. Że jeśli mając taki zapas zejdziemy, to będzie to czysty idiotyzm i że będę sobie pluł w brodę, że nie spróbowaliśmy. Przyjechaliśmy tu zrobić Rzeźnika, więc go zróbmy!

IX Bieg Rzeznika - w drodze do Smerka

Teraz jeszcze tylko musiałem do tego pomysłu przekonać Andrzeja, który już nastawił się na zejście z trasy w Smerku…

Wchodzimy na Ferczatą (1102 m n.p.m.), ostatni szczyt na tym etapie. Za szczytem zaczyna się długi i stromy zbieg. Zbiegamy! Teren opada tak szybko, że jedyne co mnie interesuje na tym zbiegu, to koordynacja oko-stopa. Biegnę niemal na złamanie karku po korzeniach, kamieniach i błocie. Szlak co chwilę zakręca, lecz nie mam czasu na patrzenie co jest przede mną dalej niż 2 metry. Nie mam tym bardziej czasu na odwracanie się i patrzenie gdzie jest Andrzej. Tylko w dół i w dół.

Zbieg kończy się na „drodze Mirka”. Tam spotykamy Michała. Rozmawiamy chwilę. Andrzej rzuca, że schodzimy w Smerku. Ja mówię, że będziemy mieli spory zapas i że mimo tego, iż na podejściach mi odcina prąd, chciałbym próbować. Natomiast Michał opowiada nam o tym jak rok temu, też biegł Rzeźnika i w Smerku był ledwie na 15 minut przed zamknięciem przepaku. Był ledwo w limicie, ale wyruszył dalej na trasę i udało mu się go ukończyć. Przelicza z nami, że mamy jakieś 6 kilometrów do Smerka i że będziemy mieli około 1,5 godziny zapasu. Wystarczająco dużo, aby zdążyć do Ustrzyk przed zachodem słońca.

IX Bieg Rzeznika - trasa

Dzięki Michałowi udało się ostatecznie przekonać Andrzeja. Od tej chwili Smerek znowu stał się tylko kolejnym przepakiem.

Zostało nam tylko zbiec do niego słynną „drogą Mirka”. Droga ta jest charakterystyczna. Ma około 6 kilometrów długości, szutrowo-asfaltową nawierzchnię i jedną cechę, której chyba nikt nie lubi. Mianowicie, co 100-200 metrów łagodnie zakręca. Chyba nie muszę mówić jak to potrafi dobijać. Zawsze się wydaje, że to już koniec, a tu znowu zakręt, i znowu. W trakcie zawodów usłyszałem takie stwierdzenie o drodze Mirka, że „Jak Ci się będzie wydawało, że to już koniec, to będziesz dopiero w połowie.” Racja!

Droga Mirka ciągnęła się niemiłosiernie, ale do Smerka w końcu dobiegliśmy. Tuż przed przepakiem przecięliśmy szosę bieszczadzką i most na rzece Smerek. Przed nami była góra Smerek i kolejne podejście, o którym jeszcze próbowałem nie myśleć. Na razie liczył się przepak.

Do przepaku dobiegliśmy w 8:27:55. Dochodzi dwunasta a obsługa informuje nas, że musimy przed 13:30 wyjść z przepaku. Spokojnie! Mieliśmy ponad 1,5 godziny zapasu.

Rozpiska trasy

Etap Początek Koniec Długość etapu Długość trasy Limit czasu
I Komańcza Przełęcz Żebrak 16,7 km 16,7 km 3h
II Przełęcz Żebrak Cisna 15,4 km 32,1 km 6h:15min
III Cisna Smerek 24,0 km 56,1 km 10h

Nasze wyniki

Etap Miejsce open Miejsce w kategorii Czas łączny Czas etapu Tempo etapu
I 187 158 2:23:12 2:23:12 8:34 min/km
II 152 128 4:25:33 2:02:20 7:56 min/km
III 170 141 8:27:55 4:02:22 10:05 min/km

Więcej o IX Biegu Rzeźnika:

REKLAMA

2 myśli na temat “IX Bieg Rzeźnika – Cisna-Smerek

  • 12.06.2012 o 17:47
    Permalink

    Droga Mirka to faktycznie, według mnie, przynajmniej, najpaskudniejsza część trasy a za Cisna prawie wszyscy się gubią;) to już chyba taka rzeźnicza tradycja.
    Czekam na cd, bo bardzo plastycznie wszystko opisujesz; miło się czyta:)

    Odpowiedz
  • 12.06.2012 o 23:08
    Permalink

    Ja też czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg 🙂 bardzo fajnie się czyta!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *