II Rzeźniczek – młodszy i krótszy brat Rzeźnika

Po raz drugi dzień po Biegu Rzeźnika rozegrany został Rzeźniczek. Bieg górski po Bieszczadach, dla których Rzeźnik to za dużo oraz dla tych, którym z rożnych względów na Rzeźniku noga się podwinęła. Bieg rozgrywany jest na 26 kilometrowej trasie z Balnicy, poprzez przełęcz Roztoki aż do Cisnej. Jego druga, trudniejsza, cześć prowadzi pod prąd Biegu Rzeźnika.

REKLAMA

Dlaczego Rzeźniczek?

Pomysł zapisania się na Rzeźniczek podsunął mi pewien kibic. Kiedy po zejściu z trasy Biegu Rzeźnika szedłem przez Cisną zatrzymał mnie biegacz w samochodzie. Pytał się o to gdzie dokładnie są kolejne przepadki. Jako, że rok temu bieg ukończyłem to wytłumaczyłem. Przy okazji zamieniliśmy kilka słów. To właśnie wtedy przypomniał mi o Rzeźniczku i powiedział ze chyba „rozbitkowie” mogą wystartować za free czy jakoś tak. Postanowiłem to sprawdzić i po raz kolejny udałem się do biura zawodów.

Okazało się ze kolega z samochodu miał rację. Mogę pobiec jako „rozbitek”. Oczywiście nie za darmo, ale kwota 50 zł to i tak o połowę taniej niż cena normalnego pakietu. Zapytałem o medal. Jest! Medal z Rzeźnika przeszedł mi kolo nosa, wiec chociaż o ten z Rzeźniczka powalczę. Zapytałem o trasę. Lekko nie będzie. Zaczynamy niebieskim szlakiem wzdłuż granicy i potem czerwonym do Cisnej. Na końcu miał być ten paskudny zbieg, który tak tragicznie podchodziłem i który był moim ostatnim podejściem podczas Biegu Rzeźnika.

Wszystko wiedziałem. Teraz tylko musiałem to przetrawić i się ewentualnie zapisać.

Nie chciałem wracać do domu bez medalu, wiec postanowiłem pobiec. Trasa mnie trochę przerażała, bo znowu będę na Małym Jaśle, Jaśle i Okrągliku. Nie wiedziałem też jak jutro rano będą się czuły moje nogi. Niemniej jednak chęć przywiezienia jakiegokolwiek medalu wzięła nade mną górę. W końcu to tylko 26 km i w limicie 5,5 godziny nawet idąc spokojnie się zmieszczę. Biegnąc, liczyłem na wynik około 4 godzin. Taki czas osiągnął w zeszłym roku środek stawki Rzeźniczka.

Kolejką do Balnicy

Zbiórka przed Rzeźniczkiem wyznaczona została na 7:50 w biurze zawodów. Na starcie stanęło 137 osób. Z osób znajomych jest Krystian i Jola. Z nieznajomych na pewno jeszcze co najmniej jeden „rozbitek”, który tak jak ja nie ukończył wczorajszego Rzeźnika.

Dziesięć minut później wystartowaliśmy w starcie honorowym. Do przebiegnięcia był dystans pomiędzy biurem zawodów a przystankiem kolejki wąskotorowej Cisna. Łącznie jakieś 100 metrów. Może troszkę więcej. Potem wsiedliśmy do wagoników. Było ich 5 lub 6, ale jak to zwykle bywa wszyscy wsiadali to tego pierwszego z brzegu. W efekcie w tym właśnie wagoniku był największy tłok, ale nie narzekam. Chwile później dosiadły się do nas „Wiewiórki na Drzewie”. Dzięki temu całą drogę przejechaliśmy w rytmie bębnów, grzechotek i naszego klaskania.

Bieszczadzka kolejka wąskotorowa

Dojazd do Balnicy na polsko-słowackiej granicy zajął nam jakieś 40-45 minut.

Trzy, dwa, jeden, Rzeźniczek

Start w Balnicy nie był specjalnie przygotowywany. Ot wysiedliśmy przy sklepie o dźwięcznej słowackiej nazwie POTRAVINY i stanęliśmy sobie przy torach na skraju lasu. Nastąpiło odczytanie listy obecności, na której oczywiście najpierw śmiałem się z tych, którzy tak się zamyślili, że przegapili swój numer startowy, a potem… sam tak zająłem się swoim zegarkiem że przespałem swoje 160.

Linii startu tez nie było. Na pytanie gdzie jest start, jeden z organizatorów powiedział, że tutaj i to było wszystko. Potem nastąpił strzał startera i pognaliśmy w las.

Pierwszy kilometr czy dwa były ciężkie. Zrozumiałem, o co chodziło, kiedy pisało, że „na tej trasie szlak częściowo trawersuje południowe zbocze pasma granicznego”. Biegliśmy w ten sposób w poprzek zbocza górskiego i co jakiś czas przeprawialiśmy się tudzież przeskakiwaliśmy przez górskie potoki. Wyprzedzać nie było jak, więc trzymałem się gościa przede mną. Ten za mną pewnie trzymał się mnie. Jolę widziałem gdzieś na horyzoncie.

Później trasa się normowała. Zaczęło się długie podejście czy też podbieg na pasmo szczytów granicznych. Zaskakiwała łatwość nawierzchni. Nie było tyle błota, co dzień wcześniej. Prawdę mówiąc było go bardzo mało. Większość szlaku to po prostu ubita, lekko mokra ziemia. Biegło się dosyć lekko. Było też szerzej i stawka zaczęła się tasować. Ja wyprzedziłem jakiegoś biegacza. Mnie też jakiś wyprzedził. Przy okazji zbliżałem się do Joli.

Rzeźniczek - zbieg do przełęczy
fot. M. Kamiński

Lekkie podejście pod pierwszy szczyt pasma granicznego – Czerenin – to była najtrudniejsza cześć pierwszej połowy trasy. Oczywiście pod górę wchodziłem. Wszyscy wchodzili, zarówno ci przed, jak i ci za mną.

Potem wzdłuż pasma górskiego. Dogoniłem Jolę. Razem z nami biegł jeszcze jeden biegacz. Ja tak sobie wziąłem do serca, że mam biec na luzie, że jak tylko był ktoś w pobliżu, to z nim rozmawiałem. Kolega biegnący z nami mówi, że chciałby pobiec 3:20. Nic nie mowie, ale liczyłem na 4h… Chyba biegnę z za szybkimi sobie…

Biegnie się dobrze. Nie jest zimno. Nie ma błota. Większość kolejnych szczytów jest zalesiona i niezauważalna z naszego punktu widzenia. Są tylko kolejnymi podejściami. Na niektórych szczytach są polany, które otwierają przed nami widoki na Bieszczady zarówno te po Polskiej jak i Słowackiej stronie.

Pierwsza część trasy prowadziła niebieskim szlakiem, ale tak na prawdę oznaczeń szlaku nie widziałem ani jednego. Nie dlatego, że ich nie było. Pewnie były, ale dużo lepszym i bardziej widocznym oznaczeniem były betonowe słupki graniczne. To dzięki nim wiedziałem czy dobrze biegnę.

Jeszcze też na pierwszej części trasy zaliczyłem glebę. O cos się potknąłem czy poślizgnąłem. Nie wiem. Wiem ze leżałem. Na szczęście wszystko było OK, więc pobiegłem dalej.

Punkt z wodą przelecieliśmy jak burza. Wszystko przez Roberta i Michała. Stali przed punktem i kiedy zbiegaliśmy na dół szybkim zbiegiem, oni krzyczeli. Najpierw na Jolę, żeby biegła. Potem na mnie żebym gonił Jolę. Tak się darli, że ledwo wypiłem kubek izotoniku a pobiegłem dalej. Dali taka moc, że z rozpędu zaczęliśmy biec na podejściu. Dopiero po chwili naszło otrzeźwienie, że to przecież podejście. Przeszliśmy w marsz.

Wejście na Okrąglik to najgorsza cześć trasy. Jest długo i stromo. Tam nie dało biegać. Tam się nie dało szybko maszerować. Tam trzeba było po prostu jakkolwiek podejść.

Gdzieś w połowie podejścia Jola ma mały kryzys. Wygrzebuje z plecaka lekko sfatygowanego Marsa, którego nie zjadłem dzień wcześniej. Mi dziś nie będzie potrzebny wiec częstuje. Zjadła go chyba na raz. Jest lepiej. Idziemy dalej.

W końcu docieramy na Okrąglik. Pytam się jeszcze turystów czy to na pewno ten szczyt. Potwierdzają. Na szczyt razem z nami dociera jeszcze jeden biegacz. Częstuje się od niego wodą popijając żelka. Na Okrągliku robi nam fotkę i lecimy dalej. Teraz będzie w dół.

Rzeźniczek - na Okrągliku

Gdzieś za Okrąglikiem zaliczam kolejna glebę. Mam wrażenie, że chcę trochę za mocno i że przez to nie zwracam uwagi na to, po czym biegnę. Za Okrąglikiem zaczyna się też błoto. Szczególnie w tych bardziej zakrzaczonych odcinkach. Widzę, że ktoś obchodzi błoto przez krzaki. Ja omijam tylko te największe bajora. Przez te mniejsze błoto biegnę środkiem. Wczoraj było tego dużo więcej.

Małym zgrzytem w organizacji był kolejny za Okrąglikiem szczyt. Bodajże Jasło. Żółta taśma zagradzała lewą ścieżkę sugerując bieg w prawo. Kilku biegaczy przed nami pomyliło w ten sposób drogę. Ja wiedziałem, że szlak prowadzi szczytami wzdłuż pasma górskiego, wiec mimo ze było to nieco dziwne przeskoczyliśmy przez taśmę i pobiegliśmy dalej. Taśma ta pozostała z wczorajszego Biegu Rzeźnika i o ile w przeciwna stronę była pomocna to, dla nas Rzeźniczków była mocno myląca.

Gdzieś za Jasłem, Jola zaczyna mi uciekać. Nie gonie, bo biegnie mi się coraz gorzej. Biegnę po prostu swoje. Podchodzę wolniej, na zbiegach staram się truchtać. Popijam izotonik i wciągam ostatnie pół żelka. Ciągnę tak przez kilka kolejnych szczytów. Ledwo pod góre i biegiem w dół. Tempo podejść wygląda słabo, ale wychodzę z założenia, że aby do przodu. Na płaskich odcinkach jest lepiej. Na zbiegach jest dobrze.

Na którymś zbiegu zaliczam kolejną, trzecia już tego dnia, glebę. Jak będę się tak przewracał na zbiegach to się w końcu zabiję! Nic mi nie jest, ale wstaje i idę po płaskim. Mam dużo zapasu do 4h wiec mogę i dojść do mety. Mija mnie kilku biegaczy, przed sobą widzę trzy dziewczyny i słyszę pytanie – „Może ciasteczko?”. Nie pogardziłem. Wziąłem dwa. „Może herbaty?” Owszem, poproszę. Postałem z minutę z dziewczynami, zjadłem ciasteczka, wypiłem kubek gorącej herbaty. Pogadałem, podziękowałem i poszedłem dalej. Chwilę potem zaczął się zbieg a ja zacząłem biec.

Rzeźniczek - na trasie biegu
fot. wasylfoto.pl

Od herbaty biegłem już niemal cały czas. Co prawda jeszcze mnie ktoś wyprzedził ale herbata dala mi jakieś takie przyjemne orzeźwienie. Mogłem biec i zbiegać puszczając się pędem w dół.

W miejscu, w którym dzień wcześniej zrezygnowałem z Biegu Rzeźnika byłem po 3 godzinach i 16 minutach. Świat i ludzie by dobiec w 4h. Przede mną jeszcze tylko zbieg, po którym jak twierdziłem wcześniej, nie da się zbiec.

Zbieg jest strasznie karkołomny, ale jakoś daję radę. Kilka razy wyhamowuję na pniach drzew. Jacyś turyści mi kibicują. Nie słucham ich. Patrzę pod nogi i na kolejne drzewa – to było najważniejsze. Skrzyżowanie z szutrówką pojawia się szybciej niż planowałem. Dalej już tylko błoto na wyjściu do Cisnej.

Na błocie biegnę z innym biegaczem. Zmieniamy się na prowadzeniu, ale dzięki temu, że znalem już tą wąska dróżkę wzdłuż rzeki wyprzedzam go. Przez strumień przebiegam na azymut, chlapiąc woda.

Na nasypie czekają ludzie. Widzę ich, słyszę i ku ich uciesze, szybko wbiegam na nasyp. Potem już tylko przez most i w dół do mety. Dobiegam do niej w 3:34. Jestem 37 na 137 zawodników. A przede wszystkim dają mi medal, który jest tym cenniejszy, że wczorajszego Biegu Rzeźnika nie ukończyłem. Dzięki niemu nie wyjadę z Bieszczad z niczym. A jeszcze co do wyniku… Chciałem dobiec w 4h i dobiegłem z prawie półgodzinnym zapasem. Jestem zadowolony!

Rzeźniczek - na mecie
fot. R. Kamiński

Jola tymczasem tak mi uciekła, że zajęła drugie miejsce wśród kobiet.

Gratulacje!

REKLAMA

8 myśli na temat “II Rzeźniczek – młodszy i krótszy brat Rzeźnika

  • 06.06.2013 o 11:04
    Permalink

    Jola połyka całe batony jednym kęsem ??? 🙂
    Pawełku na Rzeżniku na milion procent nie byłes tam po 3:16 🙂
    Fota z mety robiona przez Roberta, ja w tym czasie jarałem szlugi z Jolą 🙂

    Odpowiedz
    • 06.06.2013 o 11:17
      Permalink

      Wiem, że na Rzeźniku nie byłem tam po 3:16. Na Rzeźniku byłem tam po 4:49:29 (na tylu zatrzymałem zegarek). Czas 3:16 to czas kiedy byłem w tym samym miejscu na Rzeźniczku 😉

      A co do zdjęć, to przecież i tak wszystko zostaje w rodzinie 🙂

      Odpowiedz
      • 06.06.2013 o 12:37
        Permalink

        Rodzina biegowa coraz większa 🙂

  • 06.06.2013 o 11:41
    Permalink

    każdy z nas dał sobie czasowy zapas i każdy z nas jest zadowolony:) ja planowałam zmieścić się w 5h a Rzeźniczka pokonałam w 04:09
    do zobaczenia na kolejnych biegach:)

    Odpowiedz
  • 06.06.2013 o 12:36
    Permalink

    Baton, baton…. o żesz Ty… 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=i53C7uQkpig
    Paweł, dzięki za towarzystwo – Rzeźniczek to był jeden z najfajniejszych biegów!!! Jest medal, jest radość, oby takich udanych biegów było jak najwięcej 🙂
    Do zobaczenia na MGS.

    Odpowiedz
  • 06.06.2013 o 22:09
    Permalink

    Gratulacje! Grunt to walczyć do końca! 🙂

    Odpowiedz
  • 07.06.2013 o 23:08
    Permalink

    Witam wszystkich RZEŹNICZKÓW :), opis biegu świetny 🙂 przypomniała mi się sytuacja za Okrąglikiem, słyszę ktoś popiernicza zdrowo z górki – (ładnie przepuściłem )nagle ta sama postać po chwili wyłania się za krzaków – zrobiła sobie chwilowe leżakowanie – pomyślałem sobie dziwna strategia i zapytawszy czy wszystko ok. pobiegłem dalej … POZDRAWIAM 🙂

    Odpowiedz
    • 09.06.2013 o 08:47
      Permalink

      Faktycznie strategia miała kilka braków w postaci „gleb”, ale nie była taka zła. Gleba na której mnie minąłeś była na szczęście ostatnim takim incydentem.

      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *