II Ciechanowskie Święto Biegania – upał i górki z zamkiem w tle

Ciechanów – miasto położone na północnym Mazowszu. Teoretycznie płaskim Mazowszu. Podczas półmaratonu okazało się, że północne Mazowsze wcale takie płaskie nie jest. Było sporo górek, które dały ponad 100 metrów przewyższeń i dużo słońca na obwodnicy Ciechanowa.

REKLAMA

Plan? W sumie to właściwie nie miałem planu. Wiedziałem że jestem w stanie pobiec 10 Dwudziestki ze średnią poniżej 5:40 min/km robiłem czyli mam podstawę na 2 godziny. Nie na więcej i o więcej nie miałem cię o co bić. No chyba, że pierwsze 10 czy 15 km wejdzie lekko to zrobię swoje BNP na ostatniej piątce. Ale urwę wtedy może minutę czy dwie. Przy śniadaniu i bardzo smacznej jajecznicy, na pytanie o czas odpowiedziałem, że tak biegnę dla funu i że jedyny plan jaki mam to te #breaking2.

Napędzany jajecznicą udałem się na start. Właściwie od pierwszej chwili wiadomo było że będzie patelnia. Niebo było bez ani jednej poważnej chmurki a o trasie zaczynały krążyć legendy:

– Na trasie są dwa podbiegi..

– Są cztery większe podbiegi na trasie…

– Na Śmieciowie, kilometr za wiaduktem jest podbieg…

Jak się wysłuchało ich wszystkich to można było odnieść wrażenie że cała trasa półmaratonu w Ciechanowie to jeden wielki podbieg. Jak się później okazało wcale nie było to takie przesadzone określenie. Poza tym trasa nie należała na papierze do tych skomplikowanych. Ot, wybiegamy na obwodnicę Ciechanowa i biegniemy dookoła. W międzyczasie zaliczamy jeszcze małe kółko przez Gąsin. Wtedy jeszcze nie widziałem obwodnicy Ciechanowa, ale po obwodnicy należy się raczej spodziewać nudnych prostych i pełnego słońca.

Półmaraton w Ciechanowie - trasa

Choć z nieba nam grzało to zrobiliśmy też krótką, piętnastominutową rozgrzewkę. Poprowadził Rafał – nasz trener. Nic wielkiego, trochę truchtania, rozciągania i dwie szybsze przebieżki. To była tylko rozgrzewka, a już się spociłem jakbym dyszkę przebiegł. Dlatego też ostatnie dziesięć minut przed startem spędziłem w cieniu. Trochę na uboczu od prostej startowej. Kolejni biegacze ustawiali się na starcie, a ja czekałem do ostatniej chwili. Nie wiem czy mi to pomogło, ale chociaż przed startem oszczędziłem sobie palącego słońca.

W efekcie wystartowałem z samego końca bo kiedy trwało przedstartowe odliczanie ja dopiero szedłem w stronę linii startu. Start z samego końca w zupełności mi nie przeszkadzał.

Trasa okazała się wymagająca jak na to że Ciechanów leży na teoretycznie płaskim Mazowszu. Pierwszy kilometr – ok, drugi też. Na czwartym przed nami za zakrętem pojawił się pierwszy duży podbieg, ten najgorzej wyglądający na wiadukt kolejowy.

Dalej wcale nie było lepiej. Za wiaduktem kolejowym było Śmieciowo. Przed startem słyszałem że tam też jest podbieg. Nie był na pewno tak spektakularny jak ten na pierwszy wiadukt ale nie dało się ukryć że przez dobre dwa czy trzy kilometry biegliśmy cały czas lekko pod górę. A z góry mieliśmy piękny widok na okolice Ciechanowa. Piękny tyle, że w nogach już nie było tak pięknie. Ciężko też było się spodziewać że dalej nagle zrobi się płasko…

Półmaraton w Ciechanowie - przewyższenia

 

Za górką zbiegliśmy z obwodnicy Ciechanowa na małą pętlę na Gąsin. Znowu było raz lekko w górę, raz lekko w dół. Nadal nie było lekko. Na Gąsinie był też półmetek oznaczony żółtą bramą. W rejonie półmetka miałem prawie minutę do ideału. Ideał oznaczał że co kilometr dodawałem sobie w głowie 5:40. I tak potem miałem 11:20, 17:00, 22:40 i tak dalej.

Półmaraton w Ciechanowie - medal

Na Gąsinie miałem też ostatnie upalne ale jeszcze w miarę komfortowe kilometry. Na 15 pomyślałem o chłopakach którzy prawdopodobnie wpadali już na metę (jak się okazało mieliśmy 3 zawodników w pierwszej dziesiątce!!), a potem się skończył Dzień Dziecka. Od agrafki na obwodnicy i piętnastego kilometra zrobiło się ciężko. Na treningach czasami w takich momentach jeszcze sobie lekko podkręcałem tempo i robiłem górkę do 2 godzin. Tutaj nie miałem z czego.

Siedemnasty kilometr wypadał na kolejnym wiadukcie. Liczę w głowie czas od kilometra do kilometra i wiem, że biegnę na styk. Raz mam 20 sekund do przodu, a raz 10 do tyłu. Albo tabliczki nie stały idealnie, albo ja już nie liczyłem idealnie. Słońce natomiast ani myślało się nad nami zlitować.

Na kilometr przed metą wróciliśmy po obwodnicy do punktu wyjścia. Stamtąd było już tylko około kilometra do mety, a ja miałem jeszcze 6 minut, aby zmieścić się w 2 godzinach. Ostatecznie w zakładanym limicie udało mi się zmieścić a do 2 godzin miałem raptem… 14 sekund zapasu.

Półmaraton w Ciechanowie - meta

Myślałem, że będzie dużo łatwiej…

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *