II bieg „Biegam, bo lubię” w Książenicach

Nigdy nie biegałem na 5 km. Nigdy też nie miałem tak kiepskiego ostatniego półrocza. A w dodatku do Książenic pojechałem z przeziębieniem. Miało być bieganie na żywioł i zacząłem trochę zbyt żywiołowo. Natomiast skończyłem nienajgorszym wynikiem, ale najbardziej mnie zaskoczyło, że dało to 5 miejsce w kategorii M30!

REKLAMA

Prolog, czyli to co przed biegiem

Miasteczko i całe centrum biegu zorganizowane było na terenach Szkoły Podstawowej w Książenicach. Tam było biuro zawodów, szatnie, łazienki, tam po biegu wydawany był posiłek. Nowoczesny, przestronny budynek świetnie się nadaje do takich zawodów. Biuro zawodów sprawne i szybkie. Dojechaliśmy w sumie na ostatnią chwilę, ale wszystko udało się bez problemu.

Bieg w Książenicach - biuro zawodów
fot. materiały organizatora

W pakiecie startowym znalazło się kilka drobiazgów. Przede wszystkim koszulka techniczna, czym Książenice zaplusowały w stosunku do zeszłego roku. Poza tym to co zawsze, czyli zestaw ulotek reklamowych i numer startowy. Biegacze na dychę mieli numery zielone. Biegacze na piątkę – czerwone. Ja miałem czerwony i trochę się z tym głupio czułem.

Ale to nie wszystko. W ramach „Biegam bo Lubię” w Książenicach oprócz głównego biegu na 5 i 10 kilometrów zorganizowany był również marsz nordic-walking oraz biegi dla dzieci. Zawody te rozegrane zostały przed biegiem głównym. Jako że przyjechałem przeziębiony, a aura nie była zbyt łaskawa, wolałem nie wychładzać się ponad miarę i cały czas do startu przesiedzieliśmy w szkole. O zajęcie zadbała pani, która namówiła nas do wypełnienia maratońskiej ankiety. Ankieta liczyła całe 10 stron tekstu, więc trochę czasu przy niej spędziliśmy.

Przed biegiem zorganizowana została też grupowa rozgrzewka. Ja obejrzałem ją przez okno a lekko rozgrzałem się w szkole. Na linię startu potruchatałem dopiero jakieś 5 minut przed startem. W sam raz, aby strzelić sobie fotkę i złapać sygnał GPS.

Bieg w Książenicach - przed startem

Bieg

O przebiegu samego biegu napiszę krótko, bo dystans 5 kilometrów to „tylko” 5 kilometrów i raczej o spektakularne kryzysy i zrywy ciężko. Zryw miałem na samym początku, bo za bardzo wziąłem sobie do serca owe bieganie na żywioł i pognałem od początku tempem 4:00 min/km. Pierwszy kilometr tak się dało biec. Na drugim zaczęło być ciężko…

Zaczynając 3 kilometr wiedziałem, że nie utrzymam 4:00 do samego końca. Opcje miałem dwie. Albo iść w zaparte i paść pewnie gdzieś pod szkołą w Książenicach. Albo… Zwolnić nieco. Wybrałem opcję zwolnić i z 4:00 zrobiło się 4:15-4:20. To było tempo dużo bardziej komfortowe. Przez to przebiegając koło szkoły w Książenicach wyglądałem i czułem się względnie rześko.

To, co mi się podobało na trasie to oznaczenia kilometrów. Nie były to suche tabliczki 1, 2, 3, 4 kilometry, ale każda taka tabliczka to była grupa dzieciaków, która ową tabliczkę trzymała i kibicowała. Gdzieś też, nie wiem na którym kilometrze kibicowały mi dwie połówki Stadionu Narodowego. To mi się podobało!

Końcówka była najtrudniejsza. Kilkoro biegaczy węsząc już zapach mety mnie dosyć łatwo wyprzedziło, ale ja biegłem swoje. Przyspieszyłem dopiero nieco przed samym finiszem i do mety dobiegłem w czasie 21:31.

Bieg w Książenicach - medal
fot. datasport.pl

Czas ten dał mi 27 miejsce w klasyfikacji generalnej biegu na 5 kilometrów i, co mnie bardzo zaskoczyło, 5 miejsce w kategorii M30. To jest dla mnie pewną niespodzianką. Na szczęście miłą.

Największe gratulacje należą się tacie

Tak, mój tata pobiegł i przebiegł dziś pierwsze w swoim życiu zawody. Biegając od kilku miesięcy i mając 59 lat na karku udowodnił, że bieganie to sport dla każdego i że na bieganie nigdy nie jest za późno. Tata bieg na 10 kilometrów ukończył w 56:14, z czego jestem bardzo dumny! Tym bardziej jestem dumny, bo szybko kończąc swój bieg na 5 kilometrów mogłem tacie na jego drugim okrążeniu kibicować osobiście. To było bardzo fajne uczucie. Tym bardziej, kiedy biegnąc przez chwilę z tatą ramię w ramię na moje pytanie:

– I jak?

Usłyszałem wesołym głosem:

– Biegnę na złamanie godziny!!

Mam nadzieję, że niebawem tata napisze swoją relację na bloga. A tymczasem…

Gratulacje Tato!!

Epilog, czyli to co po biegu

A tymczasem wracając do sedna zawodów to wracam jednak z tarczą. Nigdy piątki nie biegałem. Przyjechałem z przeziębieniem. Ostatnie pół roku było strasznie dziurawa, jeśli chodzi o bieganie i myślałem, że kompletnie nie mam formy. Forma jednak jakaś jest. Wynik 21:31 mnie cieszy. Cieszą mnie również całe zawody w Książenicach. W porównaniu z poprzednim rokiem było lepiej i bardziej na bogato. Mam nadzieję że za rok będzie równie dobrze.

Bieg w Książenicach - na mecie

Do zobaczenia!

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *