I bieg „Biegam, bo lubię” w Książenicach

Dzień po Biegu Łosia wraz z ekipą ?Żyrardów Biega? wybrałem się do Książenic. Tam właśnie, po raz pierwszy rozegrany miał być bieg pt: ?Biegam, bo lubię?. Do wyboru były dwa dystanse: 5 kilometrów i 10 kilometrów. Oba poprowadzone po tej samej pętli obiegającej osiedle w Książenicach.

REKLAMA

Biuro zawodów ulokowane zostało w szkole w Książenicach. Obsługa miła i sprawna i zanim zdążyliśmy się rozejrzeć gdzie są szatnie czy toalety, to już jakaś mila pani nas o tym poinformowała. Osób z obsługi było na tyle dużo, że miałem wrażenie, że cale Książenice ten bieg organizują.

Pogoda była idealna do biegania. Było chłodno, ale też świeciło słońce. Dobrze, że wiatru prawie nie było. Trasa biegu prowadzi po otwartym terenie i jeśli by tylko mocniej powiało to my, biegacze byśmy to bardzo mocno odczuli.

Oprócz pogody dopasali też biegacze. Na obu dystansach wystartowało łącznie 210 osób, z czego 166 na dystansie 10 kilometrów i 44 na dystansie 5 kilometrów. Było nas dużo jak na małe Książenice.

Bieg w Książenicach - przed startem
fot. Żyrardów Biega

Bieg

Wystartowaliśmy o 10:00. Wszyscy razem, zarówno biegnący 10 kilometrów jak i Ci wybierający dystans o połowę krótszy. Pierwszy kilometr to tradycyjne ustawienie się stawki. Michał, z którym pierwotnie startowałem narzucił takie tempo, że nie miałbym szans go utrzymać, wiec zostałem z tylu. Biegłem swoje. Trasa tymczasem wyprowadziła nas spod szkoły na osiedle domków jednorodzinnych.

Tam czekała na nas jedna z gorszych dróg na trasie biegu. Kilkaset metrów lekkiego błota i kałuż. Na szczęście było względnie równo i droga nie męczyła ponad miarę.

Malutki zgrzyt nastąpił pod koniec tej ziemnej drogi. Czołówka pobiegła inną ulicą niż trzeba. Ja biegłem wtedy za innym biegaczem i byliśmy pierwszymi puszczonymi prawidłową ulicą. Spowodowało to lekką konsternację, bo jak to? Tamci pobiegli prosto, a my mamy skręcać?

Potem już bez niespodzianek z powrotem w rejon szkoły. Dalej do ronda i na agrafkę. Na agrafce sporo wody, ale w bieganiu mi nie przeszkadzała. Przez mniejsze kałuże biegłem środkiem. Większe omijałem bokiem.

Zdziwiłem się tylko jak na półmetku zobaczyłem na zegarku 19:50. Jeśli to było 5 kilometrów, to znaczy, że biegnę poniżej 4:00 min/km! Coś było nie tak, ale byłem zbyt zmęczony, by się tym przejmować.

Druga pętla była zdecydowanie cięższa. Zmęczenie coraz większe, a sprawy nie ułatwił mi fakt, że na osiedlu wyprzedziłem kilku biegaczy i wybiegając na długą prostą przy szkole, nie miałem przed sobą absolutnie nikogo. Byłem tylko ja i długo nic.

Nie mając kolejnego celu przed sobą, skupiłem się na utrzymaniu własnego tempa i miejsca w stawce. A to przychodziło coraz trudniej. Całą prostą biegłem sam. Na agrafkę wbiegłem też sam i wtedy dopiero zobaczyłem, kto jest przede mną. To Michał, z którym startowałem. On, widać, ze lekko kuleje, ale dalej biegnie i ma jeszcze nade mną sporą przewagę. Ja po nawrocie za to widzę, że moja przewaga nad kolejnymi wcale nie jest tak duża jak przypuszczałem. Ale jeszcze mam siłę!

Tak ciągnąłem do samej mety. Wyprzedzić się nie dałem, ale też Michała dogonić mi się nie udało. Bieg skończyłem w 39:29 i wtedy się zaczęło…

Bo 39:29 oznaczało, że pobiłem życiówkę o 6 minut. To by znaczyło, że zrobiłem FENOMENALNY rezultat. To by znaczyło, że… coś jest nie tak. I było, bo jak się chwilę później okazało, trasa miała nie 10 kilometrów a 9,4.

Bieg w Książenicach - na mecie
fot. Żyrardów Biega

Brakujący dystans

Każdej pętli brakowało jakieś 300 metrów długości. Ten błąd powstał dzięki skróceniu trasy w ostatniej chwili. Droga, którą pierwotnie trasa miała prowadzić była cały czas pokryta śniegiem. Tak wiec organizatorzy poprowadzili trasę jedna przecznicą bliżej. W ten sposób uciekło te kilkaset metrów.

Trochę mi szkoda tego brakującego dystansu, bo biegłem na tyle mocno, że swoją życiówkę na dychę podciągnąłbym do poziomu 41-42 minut. To byłby bardzo dobry nowy rekord życiowy. A tak 39:29 jest tylko wartościowym wynikiem. I sygnałem, że trening idzie dobrze, bo jest spory progres.

16 miejsce w klasyfikacji generalnej!

Ale mimo tego niedosytu zawody oceniam bardzo dobrze. Organizatorzy nie uniknęli kilku drobnych wpadek, ale należy wystawić im dobrą ocenę. Jestem zadowolony i nie żałuję startu w Książenicach.

Bieg w Książenicach - medal

Jestem zadowolony tym bardziej, że w klasyfikacji generalnej biegu udało mi się zająć 16 miejsce na 166 zawodników. Do ścisłej czołówki, mimo wszystko daleko, ale i tak wysoko. Patrząc na to, w jakim miejscu stawki kończyłem dotychczasowe zawody to w Książenicach byłem najwyżej.

Tak wiec: jest dobrze!

REKLAMA

2 myśli na temat “I bieg „Biegam, bo lubię” w Książenicach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *