Gleba

Mieszkam na Mazowszu. Teren raczej nieprzyjazny biegaczom lubiącym góry czy chociażby pagórki. Lasu mam na przełaje, ale to zawsze są płaskie przełaje. Z mojego punktu widzenia jest tylko jedno sensowne miejsce, gdzie da się pobiegać pod górę ? Międzyborów.

REKLAMA

Miejscowość ta ma na swoim obszarze kompleks wydm. Mniejsze, większe i porośnięte w większości lasem. W większości nie oznacza, że wszędzie. Są miejsca jak na pustyniach, czyli piaszczyste zbocza. I co najważniejsze, pomiędzy drzewami są ścieżki tak strome, że ciężko podbiec, a nawet i wchodzenie męczy. Nie trzeba się od razu porywać na te najcięższe, to jest nawet niewskazane, ale w podbiegach można wybierać jak w ulęgałkach.

Dla mnie Międzyborów nie jest ulokowany idealnie, bo po drugiej stronie miasta. Ale to tez jest dobre, bo te 3-4 km do Międzyborowa jest niezłą rozgrzewką przed bieganiem po wydmach.

Las na wydmach

Kiedyś tak pobiegłem. Tyle, że rozgrzewka była kawałkiem ładnego biegu. Początek asfaltowy, a potem w pola. Na wydmy dotarłem, robiąc 10 kilometrów po okolicy i czasami po piachu. Tyle, że płaskim piachu, bez wzniesień. Starałem się oszczędzać na wydmy i chyba mi się to udało.

Wbiegłem w Międzyborowski las. Mam taką orientacyjną trasę biegnącą zygzakiem po wydmach. Omija wszystkie główne drogi i prowadzi między drzewami, po piachu. Nigdy jej nie odmierzałem, bo często improwizuję i to byłoby bez sensu. Trasa też się zmieniła. W szczególności od momentu, kiedy ktoś postanowił, że w środku tego lasu, ogrodzi kawałek terenu płotem. Logiczne jak nie wiem co. Przez ten teren właśnie, biegła jedna z ciekawszych ścieżek. Szkoda.

Zrobiłem, co miałem zrobić w lesie i dotarłem do torów. Nad torami jest najciekawsze miejsce. Piaszczyste wydmy. To jest dopiero trening, tak kilka razy przebiec z góry na dół i z powrotem, po tym piachu. Zrobiłem kilka powtórzeń. Na zegarze zbliża się półtorej godziny, więc czas wracać. Jeszcze jedno powtórzenie i jestem na górze. Na szczycie wydm. Lecę grzbietami w stronę, gdzie ścieżki przechodzą w ulicę. Koniec na dziś.

Wydma w Międzyborowie

W tym momencie, chyba się za bardzo rozluźniłem. Nie zauważyłem korzenia… (a może to było coś innego?!) i zacząłem lecieć. Niemal dosłownie lecieć, bo właśnie zbiegałem w dół. Jeden, drugi rozpaczliwy sus, by nie leżeć, ale i tak czuję, że padam. Odruchowo staram się obrócić na bok, by się, chociaż przetoczyć przez ramię. Byle nie lądować plackiem, bo zedrę się jak na tarce. Przetoczyć się udało, ale z górki wyszło tak, że przewinąłem się dwa razy. Po prostu, po pierwszym przewrocie nie udało mi się zatrzymać. Zatrzymałem się po drugim razie. O matko!

Analiza obrażeń. Kolana się zginają, choć bolą, czyli pewnie tylko obite. Z kostką i innymi stawami też jest dobrze. Nogi lekko pościerane i ufajdane w ziemi. Prawa ręka to samo. Dłoń ma jakieś dziwne skaleczenia, ale ogólnie nic mi się nie stało. Całe szczęście, bo wyglądało nieciekawie.

Założyłem czapkę, która spadła mi z głowy i wstałem. Z lasu i wydm wyszedłem. Na płaskim, zacząłem truchtać do domu. Wybrałem dłuższą, ale boczną drogę ? jakieś 5 kilometrów. Biegnąc, czuję, że mam kolana pościerane. No nic na to nie poradzę. Bardzo nie boli. Zaczęło boleć jakieś 2 kilometry przed domem. Po łydce popłynęła stróżka krwi. Przeżyję! Czy to musi być tak daleko?!

Na koniec, musiałem się przedrzeć między blokami. Usłyszałem wtedy jedne z ciekawszych słów pod swoim adresem. Mała dziewczynka, jakieś może 4 czy 5 lat, powiedziała do swojej mamy:

– Mamo, ale ten pan jest brudny!

Mama skarciła córeczkę, a ja uśmiechnąłem się niewyraźnie i poszurałem dalej. Moja trasa zakończyła się pod sklepem nocnym, do którego zajrzałem po najbardziej orzeźwiający napój świata, czyli piwo. Sprzedawca nie był specjalnie zdziwiony moim widokiem. Spytał tylko:

– Co? W nogę się grało?

– Nie, biegałem po Międzyborowie ? a co będę ściemniał.

Ślad na koszulce po wywrotce

Sprzedawca przyjął to do wiadomości, tak jak to, że jest dzień i świeci słońce. Spakował dwa piwa w torbę i tyle. Przynajmniej przez chwilę przestałem czuć się ufajdanym dziwakiem, wlokącym się przez miasto. Mając piwo poszedłem prosto do domu lizać rany.

Faktycznie wyglądałem nieciekawie. Cały w piachu, kolana lekko poharatane, a na plecach pięknie odbity ślad po Międzyborowskim igliwiu. Domyłem się, opatrzyłem, a co się dało, to uprałem. I siadając w fotelu z zimnym piwem wiedziałem jedno: Jutro będę mógł dalej biegać!

REKLAMA

2 myśli na temat “Gleba

  • 19.07.2013 o 01:43
    Permalink

    Czytałam, jakby o sobie 🙂 Cieszę się tym bardziej, że takim ładnym, niedzisiejszym językiem (czyli poprawnym i z polotem) opowiadanie zostało napisane 🙂 Czytając w gorący wieczór, mając obite kolano i zimne piwo w szklance zrozumiałam, że istnieją ludzie do mnie podobni. Dzięki!

    Odpowiedz
  • 08.01.2017 o 11:33
    Permalink

    Cześć mógłbyś podesłać trasę w formacie .gpx albo inny. Mieszkam w Grodzisku i z chęcią wybrałbym się na cross do Międzyborowa.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *