Garmin Forerunner 610 – krótka recenzja

Ekran dotykowy, przesyłanie bezprzewodowe, alerty wibracyjne czy funkcja Training Effect to tylko pierwsze pozycje z długiej listy zalet najnowszego Forerunnera 610. Ten niepozorny, lecz rozbudowany zegarek, kryje w sobie wszystko, czego tylko może potrzebować biegacz na treningu. I to zarówno ten zaawansowany jak i kompletny nowicjusz. Dzięki love2tri.pl miałem możliwość przetestowania jego możliwości.

REKLAMA

Wygląd

Otwierając czarne pudełko z napisem Garmin wyciągamy z niego całą masę elementów:

  • zegarek,
  • monitor pracy serca,
  • ładowarka,
  • bezprzewodowy czytnik +ANT,
  • skorconą instrukcje obsługi,
  • płytę z pełną dokumentacją.

Wszystko jednolicie czarne, ale sprawiające solidne wrażenie.

Garmin Forerunner 610 - zawartość zestawu

Natomiast sam Forerunner 610 jest dosyć niepozorny. Zakładając go na rękę nie ma się wrażenia, że ma się na ręku potężne narzędzie treningowe. Zakładając go, widzimy czarny blat z szarym wyświetlaczem na czarnym pasku. Można powiedzieć, że elegancko, acz bez błysku. Błysk czai się w środku. Ale o tym za chwilę.

Ergonomia i obsługa

Na ręku leży dobrze. Nie przeszkadza, nie uwiera. Jest nieco cięższy od mojego codziennego pulsometru, ale niezauważalnie. Podczas noszenia nie czułem różnicy.

Zegarek wyposażony jest w panel dotykowy. Operowanie opcjami za jego pomocą nie nastręcza większych trudności. Łatwo jest trafić nawet w mniejsze „klawisze”. Trochę problemów miałem z przewijaniem góra-dół. Takie przewijanie występuje w przypadku określenia czasu alertów, gdzie czas podany jest w formacie GG:MM:SS. Przewijanie o kilka pozycji jest bezproblemowe, ale z przeskakiwaniem o jeden miałem problemy. W warunkach domowych, jako pomoc w obsłudze niektórych opcji, sprawdzała się końcówka długopisu.

Garmin Forerunner 610 - menu

Pulsometr

Pulsometr działa bez zarzutu. Działa szybko i pewnie. Nie mam do jego działania żadnych uwag. Przypadł mi do gustu bardzo wygodny czujnik tętna na klatkę piersiową. Elektrody umieszczone na materiałowym pasku bardzo szybko łapią puls.

Zegarek pozwala na ustawienie 5 stref tętna. Jest to o tyle przydatne, że w trakcie treningu dokładnie wiadomo, w której strefie jesteśmy. Jak widzimy 3.2, to jesteśmy w dole strefy trzeciej. Jak 2.7, to w górnej strefie drugiej. Proste, logiczne i doskonale działające.

Garmin posiada też tajemniczą funkcję „Training Effect”. Wymaga ona wstępnego ustawienia wspomnianych stref tętna. „Training Effect” teoretycznie oblicza stopień wysiłku włożony w dany trening. Im dłuższy czy mocniejszy wysiłek, tym wartość TE jest większa. Wartość ta jednak nie jest tożsama ze strefą tętna, w której ćwiczymy i nie przypadła mi do gustu. Przyznaję, że nie lubię sztucznych wskaźników. Wiem co to czas, tempo, tętno ale TE… ani nie wiem co to, ani jak jest obliczane. Taki kot w worku.

GPS

Konieczność czekania na złapanie satelity to największa niedogodność korzystania z tego typu urządzeń. Zegarek włączony po raz pierwszy na zlokalizowanie satelit potrzebuje minuty, dwóch, trzech… Dla człowieka przyzwyczajonego do opcji „wyjdź przed dom i biegnij” to cała wieczność. Można się w tym czasie rozciągać czy rozgrzewać, ale… poczekać trzeba. Koledzy podpowiedzieli mi opcję „parapet”, czyli włączenie zegarka i zostawienie go na parapecie, tak by złapał satelity. Kiedy już je złapie, to nawet chwilowa utrata połączenia potrzebna na wyjście z budynku, nie powoduje długiego czekania na złapanie sygnału.

Dokładność GPS jest bardzo dobra. Porównywałem to, co pokazywał Garmin, z tym co mi na co dzień wychodzi na Endomondo i rozbieżność wynosiła maksymalnie 100 metrów. Owe 100 metrów było o tyle dziwne, że nieważne czy biegłem 15 kilometrów czy 5, to zawsze było to 100 metrów na niekorzyść Garmina. Forerunner zawsze pokazywał nieco krótszy dystans.

Podobnie było na Biegu Rzeźnika. Bateria wytrzymała do 51,3 km. Byliśmy wtedy około 1-1,5 kilometra od przepadku w Smerku, który według oficjalnej rozpiski znajduje się na 56 kilometrze. Garmin w trudnym górskim terenie skrócił trasę o około 3 kilometry.

Funkcje

Jako że nie zmieniłem swojego treningu pod kątem testowania Forerunnera, nie miałem okazji przetestować wszystkich zaszytych w nim funkcji treningowych. Zapoznałem się tylko z częścią. Tylko z tymi, które mogły mi w tym okresie pomóc.

Alert – chyba podstawowa funkcja. Zegarek „krzyczy” dźwiękiem i wibracją, kiedy osiągasz ustawione przed treningiem wartości. Możesz ustawić je na bardzo wiele sposobów. Proste odmierzają upływający czas, dystans i kalorie. Bardziej zaawansowane, pozwalają na ustawienie strefy tętna czy opcji „Galloway” – zegarek będzie odliczał czas biegu i czas marszu. Alarm czasowy można wykorzystać też jako alarm hydracyjny czy żywieniowy. Zegarek co określony czas (np. 30 minut) będzie przypominał o spożyciu płynów czy jedzenia. Bardzo dobra i przydatna funkcja.

Garmin Forerunner 610 - virtual partner

Inną bardzo ciekawą funkcją jest „Virtual Partner”. Polega na ustawieniu zakładanego tempa lub prędkości. Następnie zegarek informuje cię o tym, ile czasu i dystansu jesteś przed swoim „idealnym” partnerem. Zegarek pokaże też twoją przewagę lub stratę w formie graficznej. Ciekawy bajer.

Zegarek ma możliwość zdefiniowania własnych ekranów z danymi. Standardowo poza ekranem z godziną są dwa: jeden z czasem i dystansem, drugi z pulsem. Te dwa ekrany wyczerpują moje zapotrzebowanie na treningowe dane. Zawartość obu jest w pełni konfigurowalna i zarówno ich zawartość jak i układ można dowolnie edytować. Możemy wybrać sobie taki zestaw danych do wyświetlenia, jaki nam najbardziej odpowiada. Jeśli potrzebujemy dużo danych, możemy aktywować kolejne dwa ekrany i zapełnić je danymi. Możemy również włączyć „Virtual Partnera” i Lokalizację GPS. Wtedy będziemy mieli aż siedem różnych ekranów. Nie wiem, komu byłoby aż tyle potrzebne? Ale zrobić się da!

Bateria

Według instrukcji bateria wytrzymuje do 8 godzin, kiedy ćwiczysz z włączonym przez cały czas odbiornikiem GPS. A w praktyce? W praktyce sprawdziłem to we wspomnianym Biegu Rzeźnika. Biegłem z włączonym GPS, ale bez pulsometru. Forerunner wytrzymał dokładnie 8:17:42. Dane producenta są, więc wiarygodnie.

Garmin Forerunner 610 - po 8 godzinach treningu

Plusem jest też fakt, że pomimo braku zasilania, trening (a nawet zawody) nie został utracony, lecz zapisany w pamięci urządzenia. Tak więc nie trzeba pamiętać żeby wyłączyć Forerunnera. Jeśli bateria padnie, to trudno – ale co zapisze, tego nie straci.

Ładowanie Garmina jest dziecinnie proste. Wystarczy podpiąć go pod ładowarkę. Jest ona bardzo oryginalnie skonstruowana na zasadzie magnesu. Zegarek trzyma się ładowarki bez żadnych mechanicznych elementów a poprzez wbudowane łącze następuje ładowanie baterii.

Podsumowanie

Garmin Forerunner 610 to bardzo dobry zegarek. Dla osób, które bardziej potrzebują możliwości niż kosmicznego designu. Ilość funkcji sprawia, że jest on przeznaczony praktycznie dla każdego, kto biega. Przyda się grubaskom, bo ma funkcje przydatne w odchudzaniu. Przyda się zwykłym joggerom, którzy raz, że będą mieli porządny zegarek, to jeszcze ze sporą ilością gażdzetów. Przyda się także zaawansowanym, w długich i trudnych treningach, gdzie można w pełni wykorzystać jego możliwości.

Na moją uwagę zasłużył „Virtual Partner”. Funkcja raz, że pożyteczna, to jeszcze bardzo ciekawie rozwiązana graficznie. Natomiast „Training Effect”, innej ze sztandarowych funkcji Garmina, nie kupuję. Intensywność treningu wolę wyrazić w czasie, tempie, tętnie czy przewyższeniach, z czego Garmin wywiązuje się świetnie, a nie w jakimkolwiek sztucznym współczynniku.

Więcej zdjęć

REKLAMA

Zobacz także:

Garmin Forerunner 910XT – co mogę o nim powiedzieć po roku... Garmin Forerunner 910XT to jeden z pierwszych multisportowych zegarków na rynku. To taki pierwszy triathlonowy kombajn od Garmina. Jak dla m...
Timex Run Trainer 2.0 Timex Run Trainer 2.0 to aktualnie topowy zegarek Timexa. Jest ostatnio wszędzie, gdzie tylko w bieganiu pojawia się marka Timex. Pojawił si...
Timex Marathon GPS Timex Marathon GPS to pierwszy zegarek Timexa z którego, dzięki SportGuru, mam przyjemność korzystać. Wyposażony w GPS, lecz bez monitora se...
Pulsometr wielofunkcyjny z Biedronki Biedronka ostatnio rzuciła do swoich sklepów serię produktów związanych z aktywnością fizyczną. Były maty do ćwiczeń, koszulki, spodenki, dr...

Skomentowali

  • doogi
    03.07.2012 at 21:38
    Permalink

    ostatni tydzień rozmyślałem i rozczytywałem się o Garminach – którego wybrać i chyba właśnie tego wezmę zamiast 305tki.

    Odpowiedz
  • bo
    04.07.2012 at 12:33
    Permalink

    Ja przede wszystkim „nie kupuję” ceny – 1400 zł i to w promocji… Przynajmniej na razie 😉

    Odpowiedz
  • doogi
    04.07.2012 at 19:41
    Permalink

    cena jak cena, dla mnie też nie mało ale jak już kupić to coś co mi starczy na lata, 305tkę chciałem kupić ale jest dość sporych rozmiarów a ja mam chudą rękę więc wolałbym ten.
    nie przekonuje mnie też mówienie że lepsze endomondo i jakiś zegarek na ręku + dokupienie jeszcze paska do pomiaru tętna jak to gdzieś dziś wyczytałem, cena telefonu skromnie 500zł, stoper z międzyczasami coś koło 150zł, pasek do endomondo na bt jakieś kolejne 150zł razem jakieś 700zł, potem wychodzisz na wybieganie i na ramieniu telefon który musisz włączyć, na ręku zegarek który też włączasz, weź teraz kontroluj na telefonie tempo (oczywiście jeśli nie masz nokii, bo na nokie endomondo jest ubobie bez tempa) i kontroluj puls… czy nie lepiej mieć to wszystko w zasięgu na ręce ? mi wyszło że chyba lepiej 🙂 ale oczywiście zgadzam się z tym że drogi sprzęt, jednak jeśli ma służyć lata to wart tej ceny – tak myślę 🙂

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      04.07.2012 at 19:54
      Permalink

      To fakt, że kosztuje sporo, ale taki zegarek to inwestycja na lata. Endo nad Garminem ma chyba tylko tą zaletę, że zaplecze online Endomondo jest wizualnie ładniejsze 😉 Cała reszta to przewaga Garmina i tak jak mówisz, masz pod ręką wszystko czego potrzebujesz (a nawet trochę więcej).

      No i wygląda 100 razy lepiej od ?305?. W nim można chodzić praktycznie na co dzień, co oczywiście robiłem 🙂

      Odpowiedz
      • nindustrialny
        15.10.2012 at 09:08
        Permalink

        Szanowny Panie Pawle Biega. Mialem zamiar jakis czas temu kupic ten zegarek jednakze po dokladniejszym wczytaniu sie w rozne reviewy, testy itp okazalo sie ze zegarek ma DUZE problemy z dokladnoscia GPS. Ze przeklamuje, wydluza, skraca trasy itp. Jest gosc ktory nazywa sie dcrainmaker ktory napisal recenzje na kilkanascie stron i wykazuje, NIE TYLKO ON OCZYWISCIE, ze GPS ma duzo bugow. Zastanawiam sie jak to do konca jest.

      • nindustrialny
        15.10.2012 at 10:52
        Permalink

        PS. Co wiecej. Podobno tylka czesc koperty jest wykonana z takich materialow ze po jakims czasie rdzewieje i wplywa negatywnie na kondycje skory ktora robi sie zielona i zolta. To i problemy z GPSem to dwie potencjalne ogromne WADY.

      • Sławomir Borowy
        15.09.2014 at 08:51
        Permalink

        Ha! też często powtarzałem sobie, że kupuję „elektronikę na lata”.
        I – w temacie – wziąłem parę lat temu GPS Garmina (60CSx) za małą fortunę + mapy całej europy za dodatkowe kupę kasy.

        Leży to teraz w szafce, raz że nie używałem dłużej niż 1,5 roku, dwa że coś nie łączy i sprzęt się wyłącza nagle (gwarancja już dawno wyszła).

        Sprzęt zestarzał się technologicznie potwornie – dziś za friko mam mapy od Google z nawigacją głosową i danymi nanoszonymi „live” w urządzeniu lżejszym 3x od rzeczonego Garmina. I przestałem mówić, że kupuję jakąkolwiek elektronikę na lata 😛

        A zegarki na lata, to tylko szwajcarskie, 20 lat temu takie same jak dziś, to daje nadzieję, że przyszłości wciąż będzie warto je mieć 😉

  • Marcin BB
    30.07.2013 at 09:55
    Permalink

    O ile funkcje są OK, to wykonanie zegarka pozostawia wiele do życzenia. Wyobrażacie sobie, że to RDZEWIEJE?! Od spodu wygląda jak z alu, ale to złudzenie. Garmin użył materiału korodującego polakierowanego na kolor aluminium. Sól z potu już po kilkuset kilometrach dostaje się pod lakier i zaczyn się problem. Jest też problem przycisków – wyglądają jakby miały zaraz wypaść co się ponoć zdarza…
    ALE największą bezczelnością jest reakcja Garmina – nie chcą ci wymienić na nowy, TYLKO wymienią ci na UZYWANY ODNOWIONY!!!! Czujecie?! Ale lipa!

    Odpowiedz
  • Tomek
    27.08.2013 at 12:19
    Permalink

    Miałem ten zegarek w zeszłym roku i potwierdzam, że ubytek lakieru przypominający rdzę na kopercie zegarka istnieje i pojawia się dość szybko. Jednak przy tej okazji informuję, że Garmin bez problemu wymieniał zegarki na NOWE. W ten oto sposób byłem posiadaczem trzech 610-tek, a tą ostatnią sprzedałem, ponieważ uznałem, że sprzęt o takiej wartości powinien bezawaryjnie pracować zamiast podróżować między serwisem, a moim nadgarstkiem. Zastanawiam się, czy obecna wersja specjalna 610-tki tzw. Multicolor też cierpi na tę przypadłość, bo z tego co zdążyłem zauważyć w testach materiał, z którego wykonano kopertę czy jak kto woli pokrywę baterii jest chyba inna.

    Odpowiedz
  • Kuba
    24.08.2014 at 23:13
    Permalink

    Kilka kwestii:

    1. Z tym rdzewieniem to faktycznie śmieszne. Nigdy nie miałem żadnego Garmina wiec nie wiem nic z autopsji, ale z autopsji wiem na przykład, że zwykły Timex Ironman za 140zł służy mi już do biegania jakieś 8 lat, a od 3 w ogóle noszę go na co dzień cały dzień, także na basenie i w morzu, gumowy pasek wymieniałem już 2 razy, koperta jest już mocno zjechana ale wszystkie guziki działają bez pudła, ekranik też, a kasetka jest od spodu ze stali kwasówki i śladu rdzy na nim nie ma, choć kąpie się w hektolitrach mojego potu już 8 lat, jak wspomniałem. Więc albo Garmin w tej kwestii robi jakiąś idiotyczną oszczędność na materiale i nie dostrzega oczywistego problemu, albo testuje jak silna jest jego marka i czy na jej podstawie uda się przekonać ludzi że białe jest czarne a ich zegarek ideałem 😉 Bo niestety, cena i renoma są w ogromnej części skutkiem dobrego marketingu a nie faktycznuch zalet i jakości.

    2. Co do dokładności GPS – sam nie wiem co myśleć. Zanim miałem smartfona z GPS używałem roweru z licznikiem i dokładnie zmierzonym obwodem koła do pomierzenia sobie kilku swoich tras. Uznawałem to za pomiar dobry a metodę za właściwą, jako że nawet maratony są w ten sposób mierzone. Jak kupowałem smartfona to się nasłuchałem, że ma GPS i jego dokładność to 1-2m, że wciąga wszystko inne nosem. Pomyślałem – super, będę się mógł na tym opierać. Po czym zmierzyłem sobie swoje pomierzone rowerem trasy i wyszło, że GPS niedoliczał prawie 200m na 7km odcinku. Może rowerem źle zmierzyłem – kombinowałem – ale nie, wszelkie porównania i wyniki z treningów, startów, jasno wskazywały, że dane z roweru i na ich podstawie wyliczane tempa, były prawdziwe (gdyby dane z GPS mówiły prawdę, to by znaczyło że na treningach biegnąc na maxa zawsze byłem do dupy, a na starcie dzień póżniej nagle łykałem 10s/km szybciej, po czym znowu za 2 dni do dupy trening 😉 )
    I to stale niedoliczało, za każdym razem 6,8km podczas gdy jest 7,04km. Mało tego, GPS różnie działał w zależności od aplikacji. W Runkeeper satelity łapało bardzo długo a trasę przekłamywało strasznie. Wystarczyło wejść w cień wyższego budynku i już jakaś radosna twórczość. Endomondo pod tym względem działa mi duużo lepiej, fixa GPS łapie błyskawicznie, trasę pokazuje bardzo wiernie, nie gubi się w połowie treningu nagle i nie staje jak Runkeeper (zgubił mi połowę pólmaratonu, dziad jeden…), ale niedolicza cały czas. Do tego wszystkie te GPSy jednak tracą zasię w każdym tunelu, wiadukcie itp. Jak się biegnie to człowiek tego nawet nie rejestruje że biegł pod estakadą wzdłuż, a potem tylko ma jakąś dziurę na mapce z trasą… A nieststy na podstawie tego zą wyliczane wszystkie dane, jak średnie tempo, jak ogólny dystans…
    Więc sumując – jak dla mnie użyteczność GPSa przy bieganiu jest mocno zredukowana. Służy mi właściwie tylko do szacunkowej oceny ile km już przebiegłem (kiedy nie biegnę na czas, jakieś wybiegania, zwiedzanie nowych rejonów) i orentacyjnego wyliczania tempa. No i pokazania na mapie mojej trasy. Ale do precyzyjnych wartości do treningu – dalej potrzeba zmierzonego rowerem odcinka i zwykłego stopera. No i kalkulator potem 😉 Bo wybaczcie, ale 200m na 7,04km trasie to jest różnica 45s, to jest ponad 6s wolniej na km. Jak się szlifuje tempo to taka niedokładność zupełnie dyskwalifikuje.

    3. I jeszcze jedno – kwestie użyteczności zegarek/pulsometr/telefon. Owszem, fajnie mieć wygodny malutki zegarek i w nim wszystko co potrzeba. Ale np w moim przypadku – do biegów na czas wystarcza mi zwykły stoper i dokładnie zmierzona trasa. A jak nie biegnę na czas i nie muszę mieć precyzyjnych danych i dokładnego tempa, to zwykle trwa to dłużej, zwykle słucham wtedy sobie muzyki czy innych audiobooków, zwykle i tak biorę ze sobą telefon… I wtedy taki smartfon okazuje sie być mimo wszystko najlepszym wyjściem. Mamy ze sobą telefon, player muzyki, mamy mapy, dostęp do internetu, a do tego aplikacja zmierzy nam GPSem dystans (orientacyjnie), międzyczasy, pokaże na mapie gdzie jesteśmy… No i jest tylko jedno urządzenie do ładowania i obsługi, a nie dwa czy trzy (zegarek i pulsometr). Pewnie, dostęp do telefonu nigdy nie jest tak wygodny jak do zegarka, ale skoro i tak ten tel biorę, to po co mi dublować w zegarku jego funkcję, skoro dokładność wcale nie jest większa?
    Jedna tylko rzecz faktycznie by się przydała i to zawsze – i na szybkich i wolnych biegach – to jest pulsometr. Bo to mierzy dokładnie i jest miarodajne. Tylko czy ta jedna rzecz jest warta kupowania zegarka za taką kasę? Nie jestem pewien…

    Odpowiedz
  • Andrzej
    23.04.2015 at 13:15
    Permalink

    Bardzo dobry zegarek! Mam go już rok i jestem zadowolony…

    Odpowiedz
  • qman21
    23.06.2015 at 10:35
    Permalink

    Jestem użytkownikiem tego zegarka już od 1,5 roku. Przez pierwszy rok wszystko było ok, ale ostatnie miesiące to wysyp różnych problemów. Często gubiony sygnał GPS podczas treningu, bateria nie trzyma juz tak jak na początku i po 3 godzinach pracy z pulsometrem potrafi się rozładować. Niestety największy zawód sprawił mi pasek na nadgarstek zegarka, zaczał pękać i puściło łączenie przy teleskopach, cena nowego to 99 zł + koszty przesyłki.
    Ogólnie jestem zadowolony, ale za tą cenę spodziewałem się dużo lepszej jakości.

    Odpowiedz
  • marek
    27.12.2016 at 08:33
    Permalink

    Mi już poszedł trzeci raz pasek przy teleskopie. Po prostu szajs jakich mało w nowym modelu z tego co widzę pasek jest tradycyjny ale też jakieś gumowe badziewie. Nowy pasek ponad 80 zł + wysyłka czyli 100 jak nic. W takim tempie to ja wydam na paski tyle co na nowy zegarek.

    Odpowiedz
  • marek
    27.12.2016 at 08:38
    Permalink

    Dodam jeszcze u mnie akurat bateria trzyma. Kupiłem go jak pojawił się na rynku więc trochę czasu już go mam. Spód koperty też jest marny wyciera się. Ogólnie za tą cenę a kosztował jak go kupowałem około 1700 zł to jest badziew pod względem jakości wykonania.

    Odpowiedz
  • Tomek
    27.11.2017 at 17:17
    Permalink

    Witam,
    Użytkowałem forrunner 610 prze dwa i pół roku. Nie polecam.
    Sprzęt ma jedną podstawową wadę. Pół roku po upływie okresu gwarancyjnego dotyk przestał działać. Dotychczas wierzyłem w zasadność wydania więcej w imię gwarancji solidności. Niestety wygląda na to, że prawa rynku są bezlitosne. Na obronę mogę dodać, że sprzęt do tej pory działał bez zarzutów. Możliwość pobrania planów treningowych pomaga w osiąganiu nowych celów. Z tym zegarkiem udał mi się przygotować i ukończyć kilka maratonów i półmaratonów. Szkoda, że wszystko przyćmiewa tak banalny fakt.
    Pozdrawim

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *