Expo 10. Półmaratonu Warszawskiego „od kuchni”

Expo expo i po expo. Generalnie relacje z Expo w większości przypadków można streścić krótkim: „wszedłem-zobaczyłem-wyszedłem”. Ewentualnie kupiłem odżywki. Natomiast aby każdy z tysięcy biegaczy mógł wejść potrzebne jest kilkanaście a nawet dwadzieścia kilka godzin pracy innych. Już wam mówię jak to wygląda od tej „innej” strony.

REKLAMA

Dzień pierwszy

Expo zaczyna się o godzinie szóstej lub siódmej. O tej godzinie spotykamy się pod bramą numer siedem Stadionu Narodowego. Tam to zebraliśmy się całą ekipa Sklepu Biegacza. Jeden bardziej zaspany, drugi mniej. Tam też dostajemy przepustki EXPO.

Identyfikator - Expo Półmaraton Warszawski

Rozpoczynamy naszą pracę. Czas od 7:00 do 10:00 to rozstawianie stoiska. Sala wystawowa jest jak na razie pusta i sterylna. Ścianki już stoją. Teren podzielony jest na stanowiska więc jest prosto. Najpierw wyrzucamy wszystkie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt pudeł z samochodu (dostawczego) na chodnik. Potem z chodnika wózkami i rękoma przenosimy i przewozimy je na salę wystawowa. Zanim pudła znalazły się w środku jest już grubo po godzinie ósmej.

Później to co w kartonach trzeba poukładać i powywieszać. A więc najpierw szybka segregacja co jest nową a co starą kolekcją. Potem ogarniecie najpierw nowej kolekcji butów a wiec po jednym… no dobra Ignite po cztery…. na specjalną ściankę ekspozycyjną. Resztę trzeba posegregować w kartonach i zmieścić na magazynie o gigantycznych wymiarach metr na dwa. Magazyn też będzie pełnił rolę przymierzalni więc trzeba w nim zostawić trochę miejsca. Modele przecenione tez trzeba posegregować i pookładać… Tu Faas 500 tu Faas 300, a tu Mobium… Tu damskie a tam męskie. Generalnie choć miałem obsługiwać Pumę część modeli widziałem pierwszy raz w życiu. Takie np Faasy 200… Albo Narite…

Do tego jeszcze ciuchy też trzeba ułożyć z podziałem na starą i nową kolekcję… Do tego stojak na Ignite… Do tego akcesoria… i tak choć niby to tylko rozstawienie butów mija czas do 10. O 10 wrota zostają otwarte i nieprzebrany szlak biegaczy odbierających pakiety przelewa się najpierw przez biuro zawodów a potem przez expo.

Większość co najwyżej zerka na stoisko z daleka a ja jestem na nogach jedną godzinę, drugą… dziesiątą…

Puma - Expo Półmaraton Warszawski

Expo kończy się o 20:00 ale to nie koniec naszej pracy. Teraz towar trzeba zabezpieczyć na noc. Niektórzy zawijają cale stoisko folią stretch inni zastawiają roll-upami a my spakowaliśmy całość do naszej przymierzalni/magazynku. I tak expo skończyło się około 21:00.

Dzień drugi

Spotykamy się w tym samym miejscu i czasie o 9:00. Później niż pierwszego dnia bo już nie trzeba się tarabanić z kartonami rano. Plan jest prosty i logiczny – wystawić wszystko z powrotem tak jak było. Ignite na główną wystawę. Buty przecenione do butów przecenionych. Niby to nic specjalnego ale ledwo co i już jest 10:00 i już znowu ludzie zaczynają się przewijać przez targi.

Expo Półmaraton Warszawski

Drugi dzień był zdecydowanie bardziej intensywny. Raz ze osób odbierających pakiety i odwiedzających expo więcej. Dwa, że tego dnia sam dzieliłem i rządziłem na Pumie. Minus tego był taki, że praktycznie nie mogłem odpocząć i usiąść. A więc znowu całe 10 godzin na nogach.

A ruch większy i choć Puma była jednym z mniej obleganych stoisk to dwukrotnie na stoisku było tyle osób, że ledwo ogarniałem. Jedna osoba mierzy Ignite, druga szuka czegoś w wyprzedażach, trzecia grzebie w skarpetkach a tu jeszcze ktoś chce coś przymierzyć…

Moi goście…

Tyle technicznie. Ale Expo to nie tylko rozstawianie produktów, sprzedaż i ogarnianie własnego stanowiska. To też ludzie… I to cała masa znanych i ciekawych ludzi.

Jak się mogłem spodziewać większość osób podchodzących do mnie na stanowisku Pumy wcale nie chciała nic kupować. No… ewentualnie chcieli przymierzyć Ignite.

Dużą część stanowili klienci Sklepu Biegacza na Żoliborzu. I to tacy dobrzy klienci lub tacy którym ja doradzałem i którzy u mnie kupowali buty czy inny sprzęt. Dwukrotnie nawet zdarzyło mi się odpowiadać na kwestie związane z reklamacjami…

Poza tym było wiele znanych, lubianych i fajnych osób:

Był Marcin Kargol – ten który chyba od zawsze zającuje w Półmaratonie Warszawskim… W każdyn razie jak masz gdzieś wynik, a chcesz pobiec z najlepszym zającem Półmaratonu Warszawskiego to dołączaj do Kargola 🙂

Paweł Matysiak, Marcin Kargol

Był Piotrek „Szycha” Mądrach – człowiek którego widział każdy biegnący półmaraton, bo to jego twarz (co prawda ogolona) znajduje się na wszystkich materiałach promocyjnych 10 Półmaratonu Warszawskiego. Jest na plakatach, na ulotkach i mam go nawet na pendrive… Zdecydowanie pierwsza twarz tegorocznego półmaratonu!

Paweł Matysiak, Piotr Mędrach

Była Sylwia „Mityczka” Młodecka – ultraska i dziewczyna dla której przebiec w miesiącu 1000 kilometrów nie jest niczym nadzwyczajnym bo… już to dawno temu zrobiła. Półmaraton?! Takie dystanse to ona na tygodniu przed pracą biega!

Paweł Matysiak, Sylwia Młodecka

Był Mateusz Jasiński – człowiek-orkiestra, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Dla niego porzuciłem Pumę by zrobić sobie fotę pod wielką czerwoną enką. Aloha!!

Paweł Matysiak, Mateusz Jasiński

Był „Krasus” – mistrz samo… znaczy się… mistrz zdjęć z ręki z zawodów, który tym razem załapał się na moją fotę z ręki na Expo. Choć z drugiej strony z Krasusem to raczej powinniśmy popąpować na podłodze niż zdjęcia sobie robić…

Paweł Matysiak, Marcin Krasoń

Bardzo miłą niespodziankę sprawił mi też jeden z biegaczy. Pojawił się znikąd, kiedy się tego nie spodziewałem i podchodząc do mnie powiedział:– Dzień dobry. Ja jestem z Gdyni, czytam pana bloga i chciałem pogratulować… – tak to się mniej więcej zaczęło. Potem rozmawialiśmy przez krótka chwilę. Zakończyliśmy na zapewnieniu że nadal mam zamiar pisać równie dobrze (albo i lepiej).

Była jeszcze cała masa innych pozytywnych osób. Jedni spędzali u mnie więcej czasu, inni wpadali na stoisko na chwilę, a jeszcze z niektórymi udało wymienić się tylko „Cześć!”. Niestety nie każdej osobie mogłem poświecić tyle czasu ile pragnąłem. Suma summarum przede wszystkim należała do mnie obsługa stoiska Pumy…

No i po zawodach…

I tak do godziny 20:00. Generalnie w sobotę przez większość dnia się sporo działo. W sobotę dopiero około 19 zaczęło być widać że ruch się zmniejsza. O 20, a w zasadzie kilka minut przed zacząłem powoli pakować buty z powrotem do pudełek. Po 20 wyciągnąłem kartony i po kolei wszystko lądowało w kartonach. Pod tym względem pakowanie się po Expo jest lepsze niż rozpakowywanie. Nie musisz aż tak przejmować się układaniem towaru w kartonach. Buty do butów, ciuchy do ciuchów. Idzie szybko i po godzinie stoisko wygląda mniej więcej tak:

Puste stoisko Expo

Zostało tylko powywozić pudła na dwór i zapakować je do samochodu.

Punkt 22:00 było po wszystkim.

I w sumie warto było czekać do tej godziny bo Stadion Narodowy o tej godzinie w środku w środku wygląda naprawdę obłędnie. I robi jeszcze lepsze wrażenie niż na zdjęciu:

Nocą na Stadionie Narodowym

W ten sposób Expo, czyli miejsce na którym statystyczny biegacz spędzał pewnie kilka/ kilkanaście minut wymagało ode mnie/od nas 23 godzinnej pracy (12h w piątek 11 h w sobotę). W zdecydowanej większości „na nogach”.

Tyle. Do zobaczenia na innych targach 🙂

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *