Dokąd biegną buty biegowe?

Aktualnie w butach biegowych króluje maksymalizm i carbon. Ale nie zawsze tak było. Świat butów biegowych rozwija się wraz z bieganiem. Zaczęło się dawno temu od butów lekkoatletycznych, potem szukano amortyzacji, stabilizacji, naturalności aż dokopano się do węgla czyli carbonu. Co ciekawe każdy z tych trendów bezpośrednio lub pośrednio wynika z poprzedniego. Jaki będzie następny?

REKLAMA

Dawno, dawno, temu kiedy biegały dinozaury

Kiedy powstały buty biegowe? Dawno. Jak dawno? To ciężko określić ale niejaki Adi Dassler (wcale nie pierwszy) szył już buty do biegania w latach dwudziestych XX wieku. Były to, z dzisiejszego punktu widzenia bardzo prymitywne konstrukcje. Ale były. To właśnie w butach braci Dasslerów Jessie Owens zdobył cztery złote medale na olimpiadzie w Berlinie.

Ten stan trwał przez całe dziesięciolecia. Nie istniało coś takiego jak „jogging”. Nie biegano amatorsko. Biegi uliczne były nieliczne i nie docierały do szerokiej świadomości. Bieganie właściwie zamknięte było na stadionach lekkoatletycznych. A buty? Buty rozwijały się powoli. Zmieniały się materiały na wytrzymalsze, lżejsze, ale… cały czas były to buty lekkoatletyczne.

A potem ludzie zaczęli biegać

I wtedy w latach siedemdziesiątych ludzie zaczęli masowo biegać. Najpierw oczywiście w Stanach. Amerykanie jak zawsze byli w czymś pierwsi. Nagle zaczęli wychodzić na „jogging”. Dreptali po parkach. Zaczęli startować w maratonach. Widok biegających ludzi przestał tam kogokolwiek dziwić. Bardzo szybko ten trend rozlał się na cały świat. Czy to przypadek, że największe europejskie maratony (Ateny, Berlin, Paryż czy Amsterdam) rozpoczęły swoją historię w latach siedemdziesiątych? Nie sądzę…

Era amortyzacji

Skoro już ludzie zaczęli biegać to potrzebowali butów. A co z perspektywy osoby tłukącej stopą o ulicę jest najważniejsze? Amortyzacja i to aby but chronił przed przeciążeniami i pozwalał biegać jak najdłużej. Rozpoczęło się szukanie tego, jak dać biegaczom amortyzację i wygodę.

Szukali, szukali aż znaleźli. W kolejnym dziesięcioleciu wyścig zbrojeń to szukanie jak najlepiej amortyzować buty biegowe. Ktoś wymyślił, że pianka EVA (czyli kopolimer etylenu i octanu winylu) to idealny materiał do produkcji podeszw butów biegowych.

Saucony Ride ISO 2 - amortyzacja

Tak narodziła się amortyzacja w butach a pianka EVA pojawiła się wszędzie i do dziś jest podstawą większości butów do biegania. Nie zawsze jest to jednak ta sama EVA. Choć skład chemiczny może być ten sam, to w procesie produkcji może być poddana bardzo wielu parametrom. W wyniku tego pianka wypadająca z maszyny może mieć różne właściwości. Przypomina to robienie ciasta. Niby składniki te same, ale możesz z nich zrobić pulchne rozpływające się w ustach ciasto, a możesz też ulepić gniot, którym wybijesz szybę.

Dlatego do dziś pianka EVA ma się dobrze.

Ale szukanie świętego Gralla amortyzacji trwało dalej. Tak pojawiły się inne materiały. W latach osiemdziesiątych pojawiło się zupełnie nowe tworzywo Asics GEL. Dekadę później pojawił się Nike Zoom – system poduszek gazowych. Jeszcze później tworzywo nienewtonowskie Brooks DNA a w zupełnie nam bliskich czasach pianka boost wykonana z TPU (termoplastycznego elastomeru poliuretanowego).

Era stabilizacji

Amortyzację już mamy. Co by tu dalej dać biegaczom?! Stabilizację!

Dlaczego? Dlatego, że im więcej osób biega tym więcej kontuzji. Nie bez znaczenia jest też to, że nie zawsze Ci co zaczynają biegać, są do tego motorycznie przygotowani. A skoro nie są, to niech buty ich wyręczą i zapewnią pracę stopy w odpowiednim kierunku.

W efekcie powstały, nie od razu oczywiście, buty stabilizujące wszystko. Nadmierną pronację, ruchy skrętne stopy, niestabilne kostki… W niektórych markach buty można było podzielić i poukładać według tego jak dużo stabilizacji miały. Były buty neutralne, były z lekką stabilizacją, były z dużą stabilizacją i były takie gdzie elementy stabilizacji przypominały schron przeciwpancerny.

Brooks Adrenaline GTS 18 - stabilizacja

Era naturalności

W pewnym momencie nastąpił przerost formy nad treścią. Buty miały kontrolować wszystko, ale zauważono też, słusznie, że taka kontrola nie jest dobra. Dodatkowo aby cały układ ruchu pracował jak najbardziej naturalnie, potrzebne są buty, które będą pozwalały stopie pracować tak jak została do tego stworzona. Przy okazji większe zaangażowanie mięśni stóp i nóg sprawi, że staną się mocniejsze. W przypadku konstrukcji butów oznaczało to mniejszą ilość pianki amortyzującej, brak sztywnych elementów podeszwy i ograniczenie usztywnień cholewki. Tak między innymi w 2005 roku powstało Nike Free (obecne do tej pory).

Ale… Dążąc do wolności i „uwolnienia” stóp ze stabilizacji powstały też buty jeszcze bardziej naturalne. Wyrzucono z nich wszystko, z naciskiem na wszystko. Pod stopą nie było ani grama miękkiej pianki. Wokół stopy w cholewce nie było żadnego usztywnienia. But składał się z miękkiej cienkiej cholewki na wierzchu i cienkiej gumowej powłoki pod spodem. Guma chroniła przed skaleczeniami ale nie dawała żadnej amortyzacji. Za amortyzację w całości miała odpowiadać stopa i układ ruchu biegacza. Tak między innymi w 2006 roku powstał Vibram FiveFingers.

Merrell Vapor Glove 2

Idea ta, choć słuszna, została jednak przyjęta aż nazbyt entuzjastycznie. Swoje do popularyzacji tego trendu dołożył też Chris McDougall w książce „Urodzeni Biegacze”. Wiele osób kierując się tylko chęcią naturalnej pracy stopy i jej wzmacnianiem, zapominała o wszelkich ograniczeniach i tym co pisało małym druczkiem. W przypadku kiepskiej techniki takie buty mogły wyrządzić więcej złego niż dobrego. A że, masowy biegacz, nie grzeszy nienaganną techniką to buty minimalistyczne skończyły się szybko. W dodatku, dla marki Vibram, dość kosztownie…

Era maksymalizmu

Na minimalizmie wyrósł maksymalizm. Tak się składa, że w tym samym czasie jak minimalizm się zwijał powstała Hoka One One. Marka, która wymyśliła coś co na pierwszy rzut oka nie mogło się udać. Hoka stworzyła buta na bardzo wysokiej, łódkowato wyprofilowanej, podeszwie tak aby dać biegaczowi maksymalny komfort. W przeciwieństwie do podejścia „im mniej tym lepiej” tym razem dano biegaczowi nawet więcej niżby oczekiwał, przy czym znaczne zwiększenie objętości podeszwy buta nie sprawiło, że stał się cięższy.

Po pierwszych „śmichach-chichach” na temat „butów na koturnie” okazało się, że coś w tym jest. Biegacz miejski nie od razu to kupił, ale… w górach okazało się, że takie podejście zapewnia komfort niespotykany w innych butach. Rok w rok maksymalizm wykrajał sobie coraz większy kawałek tortu. Aż wreszcie w 2018 roku na UTMB więcej osób biegło w maksymalistycznych butach Hoki niż w Salomonach.

Skończyły się „śmichy-chichy” a po sukcesie w górach po maksymalizm sięga coraz więcej osób na asfalcie.

Hoka One One Mafate Speed 2 - amortyzacja

Era carbonu

Podobnie było ze startówkami. Przez wiele lat trwało ich odchudzanie. Miało być coraz lżej, coraz szybciej. Mniejsza waga buta to też mniejsza ilość materiału amortyzującego pod stopą. Jak jeszcze bardziej odchudzić buta?! Nie da się! A jednak…

Odchudzanie i „przyspieszanie” buta nie musiało odbywać się kosztem ilości pianki. W 2018 roku Nike pokazało Vaporfly’a 4% – buta startowego, który kompletnie nie wyglądał jak startówka. Przede wszystkim miał zbyt wysoką podeszwę. Zbyt miękką podeszwę. W jej środku ukryta była natomiast płytka z włókna węglowego. Dosyć sztywna i przypominająca trochę carbonowy resor. Jej sprężystość napędzała całego buta, o ile oczywiście ktoś biegał na tyle szybko aby carbonowa płytka zaczęła robić różnicę.

I znowu podobnie jak w przypadku maksymalizmu, przez zastosowanie jeszcze lżejszej odmiany pianki EVA zwiększenie objętości podeszwy wcale nie spowodowało zwiększenia masy buta. Jest szybko, miękko a przy tym lekko. A nawet bardzo lekko bo następna edycja Vaporfly’a choć ma jeszcze więcej pianki od poprzednika waży zaledwie 174 gramy. A mówili, że się nie da…

Nike Vaporfly Next%

Rok po pierwszym Vaporfly’u nikt już się ze startówek „na koturnie” nie śmieje. Wręcz przeciwnie. Kolejne marki majstrują jakby tu z dobrodziejstwa carbonu skorzystać i możemy być pewni, że w następnym roku kilka carbonowych petard wystrzeli na światło dzienne.

Era …

Co będzie dalej? Nie sądzę, że wyścig zbrojeń na amortyzację się skończy. Póki biegacze będą przebierać kończynami, producenci będą mieszać w kotle tworząc coraz lepsze, lżejsze, bardziej amortyzujące i sprężynujące pianki. Ale nie tylko pianki, bo jak pokazały ostatnie dwa lata, włókno węglowe w butach biegowych radzi sobie lepiej niż doskonale.

Być może będzie to też coś związanego z samym procesem przygotowania buta. Już teraz można kupić buty z podeszwą drukowaną na drukarce 3D czyli adidas Alphaedge 4D. A to nie wszystko.

adidas FUTURECRAFT.LOOP
fot. news.adidas.com

Ten sam adidas pracuje nad projektem FUTURECRAFT.LOOP, który zakłada, że już niedługo całość tworzyw ze zużytego produktu będzie wykorzystana do stworzenia następnego produktu. Fantazjując to tak jakbyś z jednej strony wrzucał do wielkiej maszyny stare buty, a z drugiej strony po przetworzeniu wszystkich materiałów, wypadał zupełnie nowy model…

Interesująca wizja…

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *