Czasami trzeba zacząć od zera!

Mówią, że kontuzja to czasem najlepsze co się może zdarzyć. Ja przez zwichniętą kostkę straciłem kilka miesięcy biegania. Wykręciłem za to sporo świetnych tras na rowerze. Był czas na przemyślenia i wyciąganie wniosków. Dotarło też do mnie, że jeśli chodzi o bieganie to nie ma sensu się oszukiwać tylko trzeba zacząć od zera.

REKLAMA

Tup, tup, tup… jak miło jest wrócić do siebie!

Zegarek piknął, że minąłem trzeci kilometr. Biegnę przez las. Swój las, ten który stoi tu od zawsze i w którym od zawsze biegam. Ale zaraz, zaraz…

– Kiedy ja tą drogą biegałem po raz ostatni?

Nie wiem. Nie wiem kiedy ostatni raz tutaj biegłem. Z jednej strony biegam od ośmiu lat, z czego większość z kilkunastu tysięcy kilometrów wybiegałem właśnie po tym lesie. Z drugiej strony na tej drodze jestem po raz pierwszy od co najmniej pół roku.

Pół roku temu zwichnąłem kostkę. Zrobiłem to w najgłupszym momencie. Sam Murphy, kimkolwiek był, byłby dumny. Stało się to na 10 dni przed Maratonem w Hamburgu. Pierwszym który chciałem przebiec poza granicami Polski. To miał być mój powrót do maratońskiego biegania. A potem wszyscy wiemy jak wyszło. Kostka, gips, a jak już tylko mogłem ruszać obiema nogami to zacząłem pedałować. W końcu objechałem samotnie Mazury. Spędziłem tydzień z rowerem za to bez prądu, wody, gazu i Internetu. Bieganie? Przypominało mi się o nim tylko jak spotykałem jakiegoś biegacza robiącego swój trening po mazurskich lasach.

Ja natomiast powoli zaczynam się zapuszczać w coraz dalsze rejony swojego lasu. Dawno tak daleko nie biegałem a to tylko kilometrów od domu…

Tup tup, tup… zapomnij i po prostu zacznij od zera!

Zegarek zasygnalizował mi piąty kilometr! Ja natomiast jestem zmęczony jak po jakimś półmaratonie!

– Zaraz, a kiedy ja właściwie ostatni raz przebiegłem półmaraton?

Roku temu i to była katastrofa. Ostatni maraton przebiegłem jeszcze dawniej, bo prawie dwa lata temu. Potem przez półtora roku próbowałem wrócić do tego co było kiedyś. W życiu zmieniło mi się kilka rzeczy, biegałem mniej, a cały czas pojmowałem siebie jak wtedy kiedy robiłem maraton w 3:30, biegałem po 70-80 km tygodniowo i zacząłem ocierać się o złamanie 40 minut na dychę…

Muszę sam sobie powiedzieć, że teraz nie ma to większego znaczenia. Myślę też że przez tą próbę „gonienia” do wyników, które osiągałem kiedyś ostatnie półtora roku to pasmo mniej lub bardziej nieudanych biegów. Biegałem za dużo, za szybko i chciałem dużo więcej niż mogłem. Nic z tego nie wychodziło, bo nic wyjść nie mogło.

Jeśli chcę aby znowu poczuć radość biegania i to COŚ, muszę zapomnieć o tym co kiedyś i zacząć od zera.

Tup, tup, tup…  tylko nie próbuj się gonić!

Zegarek pokazuje dziesięć kilometrów. Mi pokazuje się prześwit między drzewami oznaczający miasto a zarazem i koniec biegu. Kiedy dobiegam do domu jestem już porządnie zmęczony.

– Ile przebiegłeś?

– Ponad 11 km w godzinę i jedną minutę.

Nieźle! Jest lepiej niż poprzednio! Jest też o wiele gorzej niż kiedyś, kiedy swoją pętlę łykałem na miękko w pięćdziesiąt kilka minut i … Hej! Stój! Miało nie być o tym co kiedyś. Teraz to 1:01 jest rekordem pętli i zaczynam zabawę od zera! Gonienie siebie sprzed „kiedyś” to jak gonienie dużo szybszego kolegi z którym jesteś z góry skazany na porażkę. Trzeba robić swoje i starać się być lepszym niż byłeś wczoraj. Czyli jeśli za jakiś czas na większym luzie zrobię swoją pętlę w 59 minut to znaczy, że jest dobrze.

Jest w tym wszystkim jeden plus. Podobno łatwiej jest wrócić na jakiś poziom kiedy już się na nim raz było niż wdrapywać się tam od nowa.

REKLAMA

3 myśli na temat “Czasami trzeba zacząć od zera!

  • 10.09.2016 o 15:33
    Permalink

    Powodzenia ja po „awarii” rozcięgna podeszwowego wracam do biegania od 1.10 też aż się boję co będzie, ale staram się utrzymać kondycję. Czytając Ciebie znalazłem alternatywę dla siebie w postaci rolek, i tu kręcę km. Pozdrowienia i szybkiego powrotu do formy

    Odpowiedz
    • 10.09.2016 o 15:52
      Permalink

      Dzięki 🙂

      Ja jak w ramach rekonwalescencji wsiadłem na rower to przez kilka miesięcy zsiąść nie mogłem 😉 Praca nad przywróceniem kostce pełnej sprawności nauczyła mnie też regularnych ćwiczeń i choć może kwadrans to nie dużo, ale wykonywany co dziennie daje efekty 🙂

      Odpowiedz
  • 10.09.2016 o 22:56
    Permalink

    Pozdrowienia Paweł od fizjo z pod Krakowa 🙂 Mam nadzieje, że czasu będą coraz lepsze a kontuzja przejdzie na dobre do historii 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *