City Trail Warszawa 19/20 po raz drugi

Trzeci raz na tej trasie, znów szybciej niż poprzednim razem. Zaczynam lubić tą pętlę i zaczynam znać tu każdy metr trasy. Nawet… Jak czasami część trasy jest wysypana kamieniami… 

REKLAMA

Znów też na start w City Trailu mogę spojrzeć w kontekście całego weekendu. Bo to nie jedyny start. Dwa dni po sobotnim City Trail startuję w Biegu Niepodległości. Mógłbym się pozastanawiać czy nie pobiec City spokojnie i oszczędzać siły na dwukrotnie dłuższy dystans. Mógłbym… Założenie natomiast od początku było takie, że nie kalkuluję. Nie będę truchtał. Obydwa starty pobiegnę mocno.

Co z tymi kamieniami?

Tak. Kamienie i prace remontowe na Młocinach. Już na pierwszym biegu tej edycji były widoczne. Przed drugą po sieci krążyły zdjęcia tłucznia i tego jak niebezpieczna dla kostek była to nawierzchnia. Podświadomie założyłem, że tak wygląda cały ostatni kilometr. Natomiast… 

City Trail - roboty budowlane
fot. Piotr Oleszak

Już na rozgrzewce przekonałem się, że nie jest tak źle. Ostatnia prosta to najpierw z kilometr raczej ubitego piasku ze żwirkiem. Dopiero potem, może na ostatnich dwustu metrach, były kamienie. Owszem hardcorowe, bo miałem wrażenie jakbym biegł po nasypie kolejowym z których ktoś zdjął tory. Ale stąd już widać było metę.

Coraz szybciej!

Sam bieg powiedziałbym, że planowo. Rozgrzewka jak zawsze. Przy okazji to właśnie na niej przetestowałem sobie piach ze żwirkiem. Stwierdziłem – jest ok. 

City Trail - przed startem
fot. Piotr Oleszak

Potem start. Inny niż zwykle, bo ta edycja połączona była z Dniem Niepodległości. Zatem na starcie odśpiewaliśmy hymn a znak do startu zabrzmiał punktualnie o 11:11. 

To co się działo na trasie to było moje mocne bieganie. Pierwszy kilometr w 4:11. Na remontowanym odcinku sporo osób mimo wszystko zbiegało na krawędzie trasy. Tam była nietknięta ubita ziemia. Teoretycznie bezpieczniejsza i szybsza. Ale tylko teoretycznie, bo mi po tej mieszance piachu ze żwirkiem biegło się nie gorzej jak po ubitej ziemi na krawędzi. Na jej końcu usłyszałem „lewa!!” co zapewne miało znaczyć, że za sekundę wbiegniemy na grube kamienie. Tu posłusznie uciekłem na niekamienistą krawędź. Kolejne kilometry szły równo. Raczej to ja wyprzedzałem niż byłem wyprzedzany. Chwila dekoncentracji (albo chwilowy psikus zegarka) była na czwartym kilometrze. Tam zerkając na zegarek zobaczyłem 4’35/km…

No bez jaj. Paweł, nie opieprzaj się!

Leciutko wydłużyłem krok i chwila moment znów leciałem swoje i…. tak już do samego końca. Do mety dobiegłem w 21:02.

To trzeci – zacząłem od City Trail on Tour – mój start na tej trasie i znów osiągam wynik lepszy od poprzedniego. Nie mogę więc nie być zadowolony i chciałbym aby ten progres trwał. Z drugiej strony już kilka razy na Młocinach byłem i wiem, że w zimę dużo zależy od pogody i warunków.

City Trail - rozpędź ten dzień
fot. Piotr Oleszak

Jakie będą na następnym biegu. Przekonamy się już 15 grudnia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *