Chwalić się czy nie chwalić?

– I czym tu się chwalić!

REKLAMA

– A niby, czym się chwalę?

– No raportem treningowym, a w zasadzie raportem, w którym nie ma treningów.

– Nie ma, bo nie biegałem. Ale nawet, z roztrenowania raport musiałem wrzucić. Taki już przyjąłem system.

– Ale, po co?

– Jak to, po co?

– No, po co wrzucasz na bloga coś, czego nikt nie czyta?

– Bez przesady, kilka osób zawsze się znajdzie. Choćby ty i ja. A poza tym to nie jest powód by z raportów zrezygnować. Znajdź mi jakiś lepszy!

– Nie mam lepszych. Ten jest wystarczająco dobry.

– Dobry do usunięcia raportów treningowych. Ale ja mam też jeden dobry do dalszego ich prowadzenia.

– Jaki?

– Motywacja!

– Czyli?

– Czyli fakt, że jeśli dziś odpuszczę sobie trening to przy najbliższej okazji będę musiał to napisać. Napiszę, że tego dnia „dałem ciała” i wolałem pospać dłużej.

– Przecież nie musisz tego pisać.

– Muszę. Skoro rozliczam się publicznie z treningów to muszę. A nawet, jeśli nie napiszę to i tak każdy zobaczy, że miałem nie planowany dzień wolnego.

– Czyli motywuje Cię to do regularnego biegania?

– Do biegania, rozciągania? Ostatnio nawet do jeżdżenia na rowerze. Wiesz, co się stało jak kiedyś ze swojego prywatnego excelowego dzienniczka usunąłem rozciąganie?

– Nie.

– Przestałem się rozciągać. Nie musiałem tego zapisywać, więc się nie rozciągałem.

– Aha, czyli skoro publikujesz raporty treningowe to musisz trenować?

– No coś takiego?

– ?!

– Czasami działa to inaczej. Czasami mam okresy, jak ostatnio, kiedy powinienem odpoczywać. Wtedy nie mogę trenować, bo musiałbym o tym napisać. A jakbym napisał, to wyszedłbym na hipokrytę, bo innym piszę o odpoczynku a sam biegam jak szalony.

– Czyli motywuje Cię to do biegania wtedy kiedy masz biegać i odpoczywania kiedy masz odpoczywać.

– Prawie.

– To, o czym jeszcze nie zapomniałem.

– O jakości. Bieganie to nie tylko dziesiątki i setki kilometrów. To też jakość i szybkość tych kilometrów. Inaczej smakuje luźne i płaskie 10 kilometrów a inaczej ambitne 10 kilometrów biegane po górkach.

W ten sposób pisane raportów motywuje nie tylko do regularnego biegania lub odpoczynku. Motywuje też do robienia cięższych treningów. Motywuje do wykonywania treningów szybkościowych. Motywuje do długich weekendowych wybiegań. Wiem, że jeśli przez własne lenistwo odpuszczę to później będę musiał o tym wspomnieć.

I właśnie, dlatego chwalę się swoimi treningami. Nawet jak tego nikt nie czyta!

REKLAMA

4 myśli na temat “Chwalić się czy nie chwalić?

  • 25.11.2012 o 19:17
    Permalink

    Wspomniałeś w dialogu o bardzo ważnej rzeczy – jakości biegania. Czasem nie liczy się liczba „natłuczonych” kilometrów, ale styl, technika i wrażenia z nimi związane. Jakość > Ilość! 🙂

    Odpowiedz
  • 25.11.2012 o 23:51
    Permalink

    Ja się zupełnie zgadzam z tym dialogiem – też tak mam. I dlatego zacząłem w tym tygodniu wpisywać nawet w endomondo to że robię marne 50 brzuszków – dla motywacji 🙂

    Odpowiedz
  • 26.11.2012 o 09:57
    Permalink

    Brakuje mi jeszcze na koniec: amen!

    Swoją droga, to pewnie, że się chwalić. Podziwiam te Twoją sumiennośc, ale o tym juz pisalam w poprzednim poscie 😉

    Odpowiedz
    • 27.11.2012 o 13:58
      Permalink

      Dzięki! Sumienność się w bieganiu przydaje, choć nie ukrywam, że to właśnie bieganie mnie tej sumienności cały czas uczy 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *