Cebulka – tak wygląda w moim przypadku!

Na pytanie jak się ubrać na zimę najłatwiej odpowiedzieć, że na cebulkę, czyli warstwowo. A dokładnie? Dokładnie na to pytanie nie da się udzielić jednej odpowiedzi, bo nie ma jednej jedynej odpowiedzi dla wszystkich. Mogę wam za to powiedzieć jak owa cebula wygląda w moim wykonaniu.

REKLAMA

W lato jest prosto bo wystarczy złapać pierwszą z brzegu koszulkę i spodenki. I już! Kiedy temperatura spada poniżej 10 stopni, a kalendarz jest gdzieś pomiędzy październikiem a listopadem zaczyna się cebulka.

Te 10 stopni to też temperatura trochę umowna, bo temperatura nie jest jedynym kryterium które określa jak mam się ubrać na trening. Ważne są też warunki pogodowe. Co z tego, że będzie wspomniane kilka stopni na plusie jak na dworze będzie wiało. Albo padało? Albo jedno i drugie?! Każde takie zjawisko sprawia, że w rzeczywistości wydaje się, że jest dużo zimniej. To tzw. temperatura odczuwalna, która czasami nijak się ma do tego co widzisz na termometrze. Dlatego ja rzadko na niego patrzę bo po kilku latach biegania wystarczy, że wyjrzę za okno i wiem jak się ubrać.

Ale załóżmy, że nie wieje i nie pada. Załóżmy też, że wychodzę biegać na godzinkę. Jest to też o tyle ważne, robiąc długie, dwugodzinne i dłuższe, wybiegania w mrozie zwykle ubierałem się grubiej niż gdyby to był godzinny trening.

Około +10 stopni

Pierwsza (taka chuda i niewyrośnięta) cebulka wygląda tak, że pod normalną koszulkę zakładam bieliznę termoaktywną. Obowiązkowo taką z długim rękawem. Można w niej biegać nawet bez dodatku koszulki na wierzch, ale ja najczęściej biegam w dwóch warstwach składających się z bielizny i koszulki. Spodenki – cały czas krótkie.

góradół
pierwsza warstwabielizna termoaktywnaspodenki
druga warstwakoszulka
trzecia warstwa

Około +10 do 0 stopni

Im chłodniej tym więcej na siebie zakładam. Kiedy koszulka przestaje wystarczać zamieniam ją na lekką bluzę, ale nie na tzw. longsleeve. Longsleeve to tak na prawdę ten sam cieniutki materiał co w koszulce z krótkim rękawem. Nic nie daje nic poza rękawem do nadgarstka i osobiście nie używam tego elementu odzieży.

Zamiast niego warto mieć od razu lekką bluzę. Może być z kapturem, może być bez. Może być z suwakiem pod szyją a może… bez. Mam swoje ulubione. Zestaw bielizna termoaktywna z lekką bluzą wystarcza mi do temperatury około zera stopni.

Gdzieś tym momencie żegnam się też z krótkimi spodenkami i zaczynam biegać w tightach zwanych po polsku legginsami.

góradół
pierwsza warstwabielizna termoaktywnalegginsy
druga warstwalekka bluza
trzecia warstwa

Bieganie zimą

Poniżej 0 stopni Celsjusza

Poniżej zera w zestawie bielizna termo + lekka bluza + tajty zwane legginsami, jest mi już zimno. Wtedy zamiast lekkiej bluzy zakładam grubszą. Bluza może mieć dodatkowe elementy chroniące przed wiatrem i ma być naprawdę ciepła. Ona plus bielizna pod spodem wystarczą mi do jakichś -10 stopni.

W tym momencie też wyciągam z szafy grubsze legginsy. Grubsze oznacza, że poza znacznie większą grubością trzymającą więcej ciepła, mają też elementy chroniące przed wiatrem.

góradół
pierwsza warstwabielizna termoaktywnagrube legginsy
druga warstwagruba bluza
trzecia warstwa

A co przy -10 i zimniej?

Ciężko powiedzieć bo w takich temperaturach biegałem stosunkowo rzadko. Stosowałem natomiast różne rozwiązania. Bywało, że zakładałem na bieliznę dwie bluzy. Najpierw tą cienką, potem tą grubą i ciepłą.

Można też wykorzystać kurtkę. Mam taką jedną i nie znam lepszej – Nike Max Shield – która jest dla mnie za ciepła do biegania na lekkim mrozie. Przy -10 i więcej mógłbym ją założyć jako trzecią warstwę po bieliźnie i lekkiej bluzie.

W przypadku nóg na naprawdę duże mrozy warto też mieć bieliznę termoaktywną w formie kaleson. Można taką bieliznę założyć nawet pod grube legginsy, ale ja zrobiłem tak może raz czy dwa i gdzieś przy temperaturze około -15 i dwugodzinnym wybieganiu.

góradół
pierwsza warstwabielizna termoaktywnabielizna termoaktywna
druga warstwalekka bluzagrube legginsy
trzecia warstwagruba bluza/kurtka

Jesienią i zimą przydaje się też wiatrówka. Ja wykorzystuję dokładnie tą samą którą zakładam w lato kiedy pada. W zimę też zakładam ją jako ostatnią warstwę kiedy mży, pada, wieje, śnieży.

Pięć rzeczy na całą zimę!

Podsumowując choć wydaje się że w zimę zakładamy na siebie dużo ciuchów i w ogóle tak na prawdę w temperaturach od 10 do -10 stopni, a tyle jest mniej więcej w ostatnich latach w nasze zimy wystarczają mi trzy do cztery rzeczy na górę czyli: bielizna termoaktywna, lekka bluza, gruba bluza, (opcjonalnie) kurtka.

Na nogi natomiast zestaw minimum to dwie do trzech rzeczy: (opcjonalnie) bielizna termoaktywna, cienkie legginsy, grube legginsy. Razem to pięć do siedmiu rzeczy, dzięki którym jestem w stanie ubrać się praktycznie na każdy trening. To taki zestaw minimum, bo ciężko biegać w jednym zestawie ciuchów całą zimę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *