Być w Zakopanem i nie biegać w Tatrach? Nie da się!

Być w Zakopanem i nie biegać po górach to zbrodnia! Dlatego też jak tylko nadarzyła się okazja postanowiliśmy ruszyć w góry. Kierunek, patrząc na mapę, wydawał się naturalny – Przełęcz między Kopami. Co zastaniemy w terenie? Czas miał pokazać!

REKLAMA

Po porannej kawie i szybkim, bardzo lekkim śniadaniu (zjadłem tylko trzy kanapki z serkiem!) wyruszyliśmy w stronę Tatr. Bieg po Zakopiańskich, nie zawsze odśnieżonych, chodnikach nie był najprzyjemniejszy. To, że droga będzie prowadzić pod górę, było oczywiste. Bardziej przeszkadzała śnieżna zmielona papka zalegająca na chodnikach, która sprawiała, że nogi uciekały zamiast się trzymać nawierzchni.

Do dolnej stacji kolejki na Kasprowy dotarliśmy w miarę sprawnie. Tam okazało się, że zapomniałem portfela. Byłem zły, bo z tego powodu nie mogliśmy sobie wody kupić. Byłem podwójnie zły, bo nie mogłem kupić niczego innego. Byłem potrójnie zły, bo bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego to koszt pięciu złotych od osoby. Jak zapłacić skoro portfel został trzy kilometry wcześniej w hotelu?

Na szczęście okazało się że w górach można spotkać również innych biegaczy, którzy poratują groszem. Albo nawet dziesięcioma. Dziękuję, dziękuję bardzo!

Tatry - Hala Jaworzynka

Od Kuźnicy zaczął się żółty szlak. Na jego samym początku jeszcze próbowaliśmy podbiegać, ale nie było to łatwe. Po raz kolejny zmieniliśmy więc plan i zamiast na siłę biegać, szliśmy i podziwialiśmy Tatry. No i wchodziliśmy coraz wyżej.

Ludzi w drodze na przełęcz nie spotkaliśmy wielu. Właściwie to byłem nawet zaskoczony tym, że na Hali Jaworzynka nie mijaliśmy się z nikim, a w wyższej partii raptem z dwoma czy trzema ekipami. Spodziewałem się większego ruchu.

Tatry - Kopa Magury

Z polany jeszcze go nie było widać, ale im mm wyżej tym lepiej widoczny był Giewont. Generalnie górował nad nami i niemal z każdego małego prześwitu mieliśmy na niego doskonały widok. Z góry wydawał się tak bliski. Im wyżej widzieliśmy też coraz więcej i coraz dalej. Pogoda choć nie była słoneczna dopisywała i widoczność była bardzo dobra.

Przesuwaliśmy się coraz wyżej po szlaku i po jakimś czasie (jakimś, bo przestaliśmy patrzeć na zegarki) dotarliśmy na Przełęcz między Kopami. Roztacza się z niej piękny widok na Kasprowy Wierch, Zakopane i masę innych mniejszych szczytów. Kawałek dalej za przełęczą jest schronisko Murowaniec. Można do niego biec dalej, ale nie mieliśmy aż tyle czasu (i pieniędzy) i po krótkim postoju na przełęczy zaczęliśmy wracać.

Tatry - Przełęcz między Kopami

Wtedy tego nie wiedziałem, ale Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) to najwyższy punkt na jaki kiedykolwiek się wdrapałem. Choć to tylko przełęcz, to jest wyżej położona niż Skrzyczne (1257 m n.p.m.), Połonina Caryńska (1297 m n.p.m.), Morskie Oko (1410 m n.p.m.) czy Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.). W ten sposób zupełnie niechcący osiągnąłem swój rekord wysokości. Teraz kiedy wrażenia i widoki z przełęczy są we mnie świeże, chciałbym dostać się jeszcze wyżej.

Tego dnia czekała nas już tylko droga w dół. Tym razem nie żółtym szlakiem przez Polanę Jaworzyna a niebieskim przez Skupniów Upłaz i Boczań. Inna droga, inne widoki a na dole mieliśmy wrócić tam skąd zaczęliśmy – pod stację kolejki na Kasprowy.

Schodząc powtórzyła się sytuacja z wejścia, gdzie na szczycie (przełęczy) było sporo ludzi, a po drodze mało. Właściwie jak tylko zeszliśmy między drzewa to ludzie zniknęli. Od tego momentu minęliśmy jedną czy dwie ekipy. A tak… Cała droga nasza.

Tatry - Skupniów Upłaz

Dosłownie cała droga. Było trochę ślisko i ślizgaliśmy się po całej drodze przeokropnie. Czasami się nie dało inaczej. Stawiasz stopę i sruu… Stopa jedzie po lodzie. Zanim się zorientujesz to druga zjeżdża za nią… Czasami było to zabawne, czasami trochę mniej, ale śliski szlak nie odpuszczał do samego końca. W końcu za kolejnym zakrętem zobaczyliśmy zabudowania.

Generalnie podążając najpierw żółtym a potem niebieskim szlakiem zrobiliśmy całkiem sympatyczną pętlę. Obydwie trasy na przełęcz są stosunkowo łatwe i nawet zimą w butach biegowych dało radę je jakoś ogarnąć. Cieszę się też , że wchodziliśmy na właśnie żółtym a schodziliśmy niebieskim. Mam wrażenie, że niebieski jest prostszy od żółtego.

Przy dolnej stacji kolejki znowu nic nie kupiliśmy (wrrr…) i pobiegliśmy w dół. Patrzymy na zegarek. Mamy jeszcze czas. To co? Może pobiegniemy pod skocznię?

Wielka Krokiew - Zakopane

Biegniemy prosto na czuja. Dobiegliśmy do bacy w bryczce.

– Na skocznię to tędy?

– Tak, tędy!

Biegniemy dalej. Cały czas jest w dół więc biegnie się sympatycznie. Wbiegamy na jakieś skrzyżowanie. Odruchowo pytam się jakiegoś człowieka:

– Którędy na skocznie?

– Tędy – odpowiada człowiek i pokazuje ręką. Ja odwracam głowę i… widzę Wielką Krokiew. Ech, nie ma to jak być pod skocznią i pytać się gdzie jest skocznia…

Wielka Krokiew - pod skocznią

Skocznia narciarska to był ostatni punkt naszej wycieczki biegowej. Kiedy dobiegliśmy z powrotem do hotelu mieliśmy w nogach 3 godzinną wycieczkę podczas której pokonaliśmy łącznie około 16 kilometrów z czego około 8 kilometrów biegnąc.

Warto było wykorzystać tą okazję!

REKLAMA

Skomentowali

  • Piotr
    11.03.2018 at 18:29
    Permalink

    Super wycieczka 🙂
    A możesz się podzielić trackiem, jeśli masz?

    Pozdrawiam,
    Piotr

    Odpowiedz
  • Stanisław Seniuk
    17.09.2018 at 10:22
    Permalink

    Witam,

    Nazywam się Stanisław Seniuk, jestem osobą niewidomą. Pomimo to biorę udział w maratonach i innych bigach długodystansowych. Obecnie chciałbym przez start w maratonie w Waszyngtonie zgromadzić środki finansowe potrzebne do zakupu nowego wózka inwalidzkiego dla jednego z pracowników prowadzonej przez mnie firmy Mastvita.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *