Buty trzeba rozbiegać… szczególnie przed maratonem!

Nie istnieje coś takiego jak buty, których nie trzeba rozbiegać. Każde buty trzeba rozbiegać – to niby taka prawda oczywista, ale i tak, co chwile znajduje się ktoś, kto wpada za pięć dwunasta po buty, w których za chwilę będzie biegł maraton. To się może udać, ale to się może też skończyć bardzo spektakularną katastrofą…

REKLAMA

Jest taki drobiazg, który mnie drażni i zadziwia w łazienkach czy przebieralniach przed największymi maratonami – pudełka po butach!! Nie wierzę, że wszystkie, ale większość z nich to pudełka po butach kupionych dzień wcześniej na expo. Ci ludzie nawet w nich nie chodzili dłużej niż 5 minut, a za chwile chcą biec w nich maraton!! No chyba ich…. na głowę upadli!!

Po co w ogóle but rozbiegiwać?

Odpowiedz jest prosta – aby sprawdzić buty. Dzięki rozbieganiu ich będziesz miał pewność, że w trakcie tego najważniejszego startu (im dłużej trenowałeś do tych zawodów tym to ważniejsze) but cię nie zawiedzie. Bo co jak na przykład but jest świetny, wygodny, doskonale trzyma stopę i czadersko wygląda, ale po 15 kilometrze zaczyna obcierać ci mały palec? Niby nic. Z początku to zignorujesz, ale po 30 kilometrze mały palec urośnie do rangi narodowej katastrofy. Co wtedy? No nic! Jeśli nie przetestowałeś butów na treningu to Twoja wina! Klnij pod nosem i biegnij przed siebie!!

Poza tym każdy but potrzebuje czasu, aby się „ułożyć”. Niektórzy producenci maja nawet specjalne cholewki, które dopasowują się do stopy pod wpływem ciepła wydzielanego przez organizm. Takie cholewki wręcz wymagają tego, aby w tych butach wcześniej pobiegać, aby się dopasowały do stopy. Ale nawet bez tego każdy but potrzebuje kilku treningów, aby się do stopy ułożyć i ostatecznie dopasować.

Nike LunarGlide+ 5 - tyłem

Ile trzeba buty rozbiegiwać?

To zależy… Od docelowego dystansu. Sam nigdy tego nie określałem. Jeśli to krótszy start, powiedzmy 5, 10 kilometrów czy nawet półmaraton to tak na prawdę wystarczą mi dwa, trzy, góra cztery treningi na podobnym dystansie. Może z jeden szybszy. Przed półmaratonem podobny dystans to jakieś 15 kilometrów. Generalnie chodzi mi o to żeby trochę but ułożyć i aby wykluczyć ewentualnie otarcia czy inny dyskomfort. Jeśli nic się nie dzieje – mogę biegać. Tyle teorii, natomiast w praktyce tak rzadko biegam zawody na dychę, że najczęściej startuje w nich w tych samych butach, które sprawdziły się w półmaratonie. A na półmaraton zabieram te sprawdzone na maratonie.

Natomiast na maraton butów nie zabiorę jeśli nie przebiegłem w nich choćby jednego długiego, czyli ponad dwudziestokilometrowego wybiegania po asfalcie. Kilka długich wybiegań byłoby jeszcze lepsze. Do tego jakieś krótsze treningi. Generalnie im więcej (ale bez przesady!!) tym lepiej. A kiedy mam do wyboru dwa sprawdzone i obiegane na długich wybieganiach buty: jeden, który mam od miesiąca i drugi, który mam od pół roku, to częściej biorę tego z większym stażem. Może i jest trochę bardziej ubity, ale też i bardziej sprawdzony. Tym bardziej sprawdzonym butom po prostu bardziej ufam. Tym nie sprawdzonym w ogóle, nie ufam wcale.

Ufaj tylko sobie!

Nie ufaj też nigdy sprzedawcy w sklepie, czy tez na stoisku expo, który gwarantuje ci, a wręcz momentami zarzeka się, że w tym właśnie, w tym jedynym modelu nie będziesz miał absolutnie żadnych problemów. Nie ma takich butów, których nie trzeba rozbiegać. No chyba, że biegniesz jakiś krótki dystans, traktujesz start wybitnie treningowo i biegniesz wolno w stosunku do swoich możliwości. Wtedy możesz pobiec w czymkolwiek.

Natomiast, jeśli zależy ci na dobrym wyniku, albo nie chcesz mieć problemów (a ktoś je chce?!), to ufaj tylko sobie. Ufaj tylko tym butom, które sprawdziłeś na treningach lub wcześniejszych zawodach.

REKLAMA

Skomentowali

  • agnieszka
    30.08.2014 at 20:02
    Permalink

    „Nie ufaj też nigdy sprzedawcy w sklepie, czy tez na stoisku expo, który gwarantuje ci, a wręcz momentami zarzeka się, że w tym właśnie, w tym jedynym modelu nie będziesz miał absolutnie żadnych problemów”. – serio, spotkałeś takich sprzedawców? bo ja w życiu…a co do tytułu, to kilka razy testowałam buty w boju, od razu na maratonie – zawsze się sprawdzały. Niestety, działało to również i w drugą stronę – egzemplarze, w których przebiegłam wcześniej wiele kilometrów na zawodach wyrządzały mi znaczne szkody.

    Odpowiedz
    • Paweł Matysiak
      30.08.2014 at 21:52
      Permalink

      Tak, spotkałem.

      Natomiast wyjątki się zawsze znajdą. Nikt nie da 100% pewności, że sprawdzone buty nie zawiodą na zawodach. Ale sprawdzone i rozbiegane buty to dużo mniejsze ryzyko niż takie kupowane dzień przed startem.

      Odpowiedz
  • filip
    31.08.2014 at 20:00
    Permalink

    Stare (może nie aż tak stare) buty najlepsze! Ja mam trochę nietypowe stopy i nie wyobrażam sobie biegu w maratonie w nowym obuwiu.

    Odpowiedz
  • Gajowczyk
    01.09.2014 at 08:33
    Permalink

    Buty z Lidla nie wymagały rozbiegania – sprawdziłem je na 1-2km i od razu wiedziałem, że są w porządku (inna sprawa, że już takie miałem a te były tylko nowsze)

    Odpowiedz
  • Tomasz
    02.08.2016 at 15:40
    Permalink

    Z tym jest różnie. Biegałem w butach adidasa, ułożone do stóp, wybiegały sporo kilometrów. Raz postanowiłem zrobić dystans 21 km i….zrobił mi się odcisk a jeden z paznokci zaczął proces schodzenia. Nie ma gwarancji, różnie może być.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *