BMW Półmaraton Praski – czyli jak zostałem „prawie” zającem

A mi się podobało! Ja z Pragi wróciłem w dobrym humorze wykonując w punkt swój plan i fajnie się przy tym bawiąc. Owszem organizacja wodopojów pozostawiała wiele do życzenia, ale ja problemów z wodą nie miałem. Biegło mi się dobrze, w dobrym towarzystwie i jeszcze mam nadzieję że pomogłem grupie na 1:45. I nie mówię tego tylko z tego powodu, że miałem VIPowski pakiet…

REKLAMA
W Półmaratonie Praskim startować nie planowałem. Nie pasuje mi kalendarzowo, bo za tydzień jadę na Festiwal Biegowy do Krynicy. Nie porywa mnie trasa, która prowadzi niemal w całości Walem Miedzeszyńskim. Wyszło jednak inaczej i dostałem na ten bieg pakiet startowy. I to od razu taki VIP. Mieć numer 71 na ponad 7000 zapisanych do biegu. Miłe uczucie!

Niemniej jednak Półmaraton Praski do mojej wizji startów pasował jak pięść do nosa. Koral Maraton był cały czas dla mnie ważniejszy niż Półmaraton Praski. Dlatego też, aby nie powtórzyć Trójmiasta i aby tym razem być na starcie maratonu wypoczętym postanowiłem trochę odpuścić polówkę.

BMW Półmaraton Praski - medal

 

Planu nie miałem poza tym, aby się przebiec. Dopiero jak zobaczyłem, że pacemakerem na 1:45 jest Jola Kamińska, z którą kiedyś biegłem Rzeźniczka postanowiłem do niej dołączyć. Postanowiłem zostać takim nieoficjalnym pacemakerem. Będę miał jakieś towarzystwo a przy okazji z półmaratonu zrobię sobie bieg ciągły po 4:58.

Do biegu gotowi….

Miasteczko usadowiło się jakby to powiedzieć… Tam gdzie zawsze, czyli pod Stadionem Narodowym. To zaczyna się stawać tradycją, że miasteczka biegowe stają właśnie tutaj. Co do jego organizacji to było OK. Miasteczko zorganizowane było całkiem sprawnie. Dziwne momentami były tylko kolejki do depozytu. Na przykład dla numerów 4000-4999 był ogon jak za mięsem. Obok do 5000 nie było praktycznie nikogo. Ale mniejsza o to…

Generalnie pokręciłem się tu i tam. Namierzyłem strefę dla VIPów. Wypiłem kawę od Idee Kaffe… Zrobiłem sobie foto z teamem 12tri.pl

BMW Półmaraton Praski - 12tri.pl
fot. 12tri.pl / Monika Robaszewska

I razem z kolorowym tłumem poszedłem na start…

Prosta startowa, czyli Aleja Zieleniecka, długa i szeroka. Idąc minąłem tych na 2 godziny plus. Minąłem 2:00. Minąłem 1:50… W końcu stanąłem pod flagą oznaczającą strefę 1:45. Jakiś czas później pojawił się balonik z Jolą, a może była to Jola z balonikiem?! Mogliśmy ruszać.

Start o dziwo sprawny i szybki. Jak na 6000 biegaczy (tyle mniej więcej wystartowało) ruszyliśmy szybko. Nie było bardzo długiego dreptania do linii startu. Owszem z minutę to trwało, ale generalnie poszło tak szybko, że aż byłem trochę zaskoczony. Za startem jak zacząłem biec to już się nie zatrzymałem aż do mety.

BMW Półmaraton Praski - na starcie

Kilkaset metrów dalej wbiegliśmy na Wał Miedzeszyński. Pierwsza nawrotka to okazja do dopingowania najpierw tych szybszych. Dawaj Hubert!! A potem tych wolniejszych. A potem proooosta aż po Wawer…

Generalnie w trakcie biegu wiele się nie działo. Biegłem w czubie grupy na 1:45, często ramię w ramię z Jolą i starałem się raczej pomagać innym niż biec, bo tempo od początku było dla mnie bardzo komfortowe. Trochę gadałem, żartowałem, cośtam opowiadałem o Warszawie… Co kilometr podawałem tempo i mówiłem ile według mnie jesteśmy w plecy lub do przodu w stosunku do ideału. Mam nadzieję, że komuś to pomagało. Generalnie pierwsze 10 kilometrów poprowadziliśmy minimalnie za wolno, bo cały czas mieliśmy około dwudziestosekundową stratę. Nadgoniliśmy to tak po kilka sekund na kilometr na drugiej połówce. Pod koniec według mojego zegarka biegliśmy niemal w punkt każdy kilometr po 4:58 lub kilka sekund szybciej.

BMW Półmaraton Praski - grupa na 1:45

BMW, czyli Bardzo Mało Wody?!

Jedyne poza nudną trasą, do czego można się było przyczepić to punkty z wodą. Z mojej perspektywy były zdecydowanie za krótkie jak na imprezę, w której miało biec 5 czy 7 tysięcy osób. Biegłem z przodu a i tak miałem problem by tą wodę złapać. W jednym z punktów zrobił się taki zator, że peleton mnie wypchnął za stoły z wodą. Obiegłem i wróciłem. A wodę wziąłem od innego biegacza z butelki. Zresztą to nie jedyny taki raz. Dobrze, że w grupie sobie pomagaliśmy, bo jak ktoś wody nie złapał to częstował się od innych.

Poza tym z tego, co słyszałem to dla tych ostatnich wody zabrakło. Najpierw kolejni biegacze wypili wszystko z kubeczków. Potem wszystko z tych małych 0,5 litrowych butelek. Potem organizatorzy dawali w rękę wodę w butelkach… uwaga będzie grubo… 1,5 litrowych. Na koniec wody podobno zabrakło całkiem…

BMW Półmaraton Praski - na trasie

 

A tymczasem na mecie…

Ja natomiast cały czas biegłem z balonikiem. Krok za krokiem, metr po metrze, kilometr po kilometrze w tempie 4:55-4:58. Biegliśmy tak niemal do mety. Niemal, bo na ostatnich kilkuset metrach zrobiłem sobie finisz. Nie jakiś stumetrowy. Nie w trupa. Ale przyśpieszyłem i trochę się Joli urwałem. Zresztą nie tylko ja. Gratulacje przede wszystkim dla biegaczki w niebieskiej koszulce, czyli Kasi, która najpierw twardo biegła z nami niemal całą trasę, a później miała siły na długi finisz i dobiegła przede mną. Gratulacje też dla  Przemka, który też długo biegł z nami, ale urwał się od nas już za ulicą Fieldorfa na 5 kilometrów przed metą. To się dopiero nazywa długi finisz!! Ale udany, bo dobiegł w 1:43!!

Ja dobiegłem praktycznie w punkt, na to co nieoficjalnie prowadziłem czyli 1:45:05. Do tego jak przeglądam kolejne kilometry to biegliśmy jak po sznurku. Chyba jeszcze nigdy tak bardzo precyzyjnie nie biegłem na zawodach.

BMW Półmaraton Praski - na mecie

Zającem być?!

Nie wiem czy zeszłoroczne 1:36 i tegoroczne 1:40 predysponowało by mnie do bycia zającem na 1:45, ale generalnie fajnie się prowadziło grupę. Czasami ja rozbawiało, czasem dopingowało i cały czas informowało o tym jak biegniemy. W sumie może następnym razem sam się zgłoszę na pacemakera. Bo dzisiejsze nieoficjalne zającowanie uważam za udane.

BMW Półmaraton Praski - z pacemakerem na mecie

Drinki z palemką

Na mecie natomiast zostało mi do wykorzystania zaproszenie VIPowskie. Udałem się więc do specjalnego namiotu. Opędzlowałem pieczone ziemniaczki z łososiem, wypiłem kilka piw i spotkałem kilka znanych osób. Tą najbardziej znaną była Iwona Lewandowska – zwyciężczyni półmaratonu wśród kobiet.

BMW Półmaraton Praski - z Iwoną Lewandowską

Tak zakończyłem BMW Półmaraton Praski. Wiem, że dla ostatnich zabrakło wody, ale dla mnie osobiście te zawody były udane. Cieszę się, że ta wymyślona na szybko próba bycia zającem wypaliła w 100%. Naprawdę fajnie się biegło prowadząc grupę i będę chyba chciał to powtórzyć. Poza tym pierwszy raz byłem VIPem na tak dużej imprezie. Fajnie było na mecie zamiast grochówki (czy co tam było), którą skądinąd bardzo lubię, powcinać łososia z ziemniaczkami i zapić pszenicznym piwem. Druga taka okazja może mi się nie trafić.

REKLAMA

4 myśli na temat “BMW Półmaraton Praski – czyli jak zostałem „prawie” zającem

  • 02.09.2014 o 12:26
    Permalink

    „Fajnie było na mecie zamiast grochówki (czy co tam było), którą skądinąd bardzo lubię, powcinać łososia z ziemniaczkami i zapić pszenicznym piwem.” – nie było ani grochówki ani nic. I to nie do końca tak, że tylko ci ostatni nic nie dostali, ci co biegli na czas powyżej 2:00, już zastali puste stoły z wodą aż do 17 (!!!) km, gdzie dawano właśnie zlewki w wielkich 1,5L butlach. Widok ludzi rozpaczliwie szukających wody w okolicznych rowach był przytłaczający.
    Izotonika nawet nikt nie powąchał, zarówno w trasie jak i na mecie, nie mówiąc już o jakimkolwiek posiłku regeneracyjnym po wszystkim.
    Ja wiem, że biegnącym wcześniej może się to wydawać przesadą co piszą ludzie, ale wystarczy się zastanowić jak spragnieni musieli być, że wlewali w siebie niedopitki po innych zbierane z ulicy -,-
    Tragedia, to podpada pod jakiś zbiorowy pozew, bo regulamin jasno mówi o punktach nawadniania co ok. 3 km (więc po co brać własną wodę).
    Przy normalnych warunkach starczają ok. 2-3 łyki co te 15 minut, reszta kubeczka na łeb i jazda, ale jak przez 15 km nie dostaje się NIC, no to sory, organizm powoli zaczyna się pod koniec buntować, zwłaszcza u tych starszych osób lub mniej zahartowanych w bojach.
    Nigdy więcej.
    Ale gratuluję czasu 🙂

    Odpowiedz
  • 03.09.2014 o 08:39
    Permalink

    Twoja relacja jest VIPowska i jest całkiem fajna organizacja … jednak jak się czyta innych to zwykli biegacze nie zaznali takich dobroci … no chyba, że 1.5 litra jest dobre 🙂

    Odpowiedz
    • 03.09.2014 o 21:33
      Permalink

      Z tym 1,5 litrowymi butelkami to faktycznie przesada. Gdyby to rozlać do kubków to by się okazało że wody by dla wszystkich starczyło. Zresztą te małe butelki też nie były lepsze. Łyk czy dwa z takiej małej butelki i reszta wody lądowała na poboczu…

      Odpowiedz
  • 06.09.2014 o 10:32
    Permalink

    Przybiegłem 1:49:25 i dostalem tylko wode. Z bananów zostały tylko skórki na mecie. Na trasie widzialem jak wolontariusze zlewali wode z butelek z jedej strony trasy i podawali po drugiej stronie.A zapowiadało sie naprawde fajnie bo sam start był całkiem sprawny, chyba najsprawniejszy w moim życiu. Kibiców niewielu, punkty z wodą słabe, trasa nudna, ale trening do maratonu wrocławskiego dobry;)
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *